Wieżowiec tu, wieżowiec tam. A mieszkańcy Rzeszowa protestują

Beata Terczyńska, Bartosz Gubernat
Szczególnie dużo kontrowersji budzą plany budowy bloku w pobliżu kąpieliska Żwirownia. - Zabetonują nam rekreacyjne tereny - protestują mieszkańcy.
Szczególnie dużo kontrowersji budzą plany budowy bloku w pobliżu kąpieliska Żwirownia. - Zabetonują nam rekreacyjne tereny - protestują mieszkańcy. Krzysztof Kapica
Udostępnij:
Mieszkańcy Rzeszowa coraz głośniej protestują przeciwko chaotycznej zabudowie ostatnich wolnych działek w mieście. Nie chcą, aby bloki wyrastały w sąsiedztwie domów jednorodzinnych albo nad Wisłokiem, gdzie tereny powinny pełnić funkcję rekreacyjną. Urzędnicy na ich głosy są jednak głusi.

Sąsiadujące z sobą osiedla Zimowit, Zalesie i Drabinianka to największe w mieście skupisko domów jednorodzinnych i szeregówek. Przez wiele lat budowano tu wyłącznie nisko, aby nie zaburzać istniejącej linii zabudowy. W ciągu kilku lat Drabinianka zamieniła się jednak w łakomy kąsek dla deweloperów, którzy coraz śmielej występują tu o pozwolenia na budowę bloków. W związku z tym osiedla mieszkaniowe powstały już w rejonie ul. Strażackiej i na ul. Grabskiego.

Szczególnie dużo kontrowersji budzi to ostatnie miejsce, które sąsiaduje bezpośrednio z zalewem na Wisłoku i kąpieliskiem Żwirownia. Kolejne bloki powstają już także między domami, w rejonie ul. Uroczej, a następny inwestor szykuje się już do zabudowy kolejnych działek przy Żwirowni. Ma tu powstać 6--piętrowy blok z 70 mieszkaniami. Mieszkańcy domków przy ul. Kwiatkowskiego protestują przeciw tej, rozpoczętej już, inwestycji. O budowie dowiedzieli się dopiero wtedy, gdy z dnia na dzień przyjechał sprzęt i ekipy budowlane.

- W tym miejscu spodziewaliśmy się raczej zagospodarowania terenów zielonych dla rekreacji, z alejkami do spacerowania, ścieżkami rowerowymi, ławkami do odpoczynku. Przecież nieopodal jest rezerwat przyrody Lisia Góra i zalew. Pytanie, czy właściwe jest zatem zabetonowanie okolic ulubionego i popularnego miejsca wypoczynku rzeszowian - dziwi się Piotr Tabor, mieszkaniec domu przy ul. Kwiatkowskiego. I zwraca uwagę, że natężenie ruchu w tej części jest tak duże, że obecnie włączenie się do ruchu w godzinach porannych zajmuje od kilku do kilkunastu minut. - Nowa, niedostosowana do otoczenia inwestycja doprowadzi do paraliżu tej części miasta - uważa.

Mieszkańcy boją się, że za jedną inwestycją pójdą kolejne i cała Żwirownia zostanie wkrótce zabetonowana. Zbierali więc podpisy pod protestem do prezydenta. Zaalarmowali ekologów, ogólnopolskie media. Szukali też pomocy u radnych.
Protesty wybuchają także w innych częściach miasta.

Na Zalesiu i Zimowicie - przeciwko kolejnym blokom, przy ul. Dekerta - przeciw apartamentowcowi, który ma zastąpić zabytkową willę Kotowicza. Rzeszowianie nie chcą też słyszeć o zabudowie Lisiej Góry, a taki pomysł miasto sondowało już podczas jednej z ubiegłorocznych sesji. Dlaczego w Rzeszowie inwestycje mieszkaniowe budzą tak wiele kontrowersji? Zdaniem fachowców, przyczyną jest brak dostatecznego planowania zmian w przestrzeni miejskiej.

Pomieszanie gustów

- W Rzeszowie buduje się dużo, ale tandetnie - ocenia Maciej Łobos, architekt z rzeszowskiej pracowni MWM. - Zamiast spektakularnych budynków, które - jak okrągła kładka - stałyby się symbolem miasta, mamy smutną wypadkową gustów deweloperów, urzędników i projektantów.

Jeszcze w 2005 roku Rzeszów miał zaledwie 53,69 km kw. powierzchni i był jednym z najmniejszych, ale najgęściej zaludnionych miast wojewódzkich w Polsce. Inwestorzy z trudem znajdowali miejsca na nowe budynki, a wydział architektury wydawał rocznie zalewie ok. 500 pozwoleń na budowę. Po przyłączeniu do miasta Słociny, Załęża, Przybyszówki, Zwięczycy i Białej w 2009 roku powierzchnia miasta wzrosła do 97,6 km kw., a liczba pozwoleń na budowę - do 750.

W 2011 roku, kiedy osiedlem stał się Budziwój, urzędnicy zezwolili na blisko 1000 inwestycji. Przyłączone tereny stworzyły przed inwestorami zupełnie nowe możliwości - przez ostatnie dwa lata wydawano w mieście po ponad 1100 pozwoleń. Aż jedna trzecia z nich dotyczyła osiedli Budziwój, Przybyszówka i Biała. Jest tu mnóstwo niezagospodarowanych terenów, na których łatwo zainwestować. Dominuje budownictwo mieszkaniowe.

Z kolei inwestycje komercyjne lokalizowane są bliżej centrum miasta. W ich przypadku sprawa jest bardziej skomplikowana. Szczególnie w rejonie Rynku wymagają one zgody konserwatora zabytków i muszą się wpisywać w plan zagospodarowania przestrzennego.

Niestety, mimo szczególnego nadzoru to właśnie w centrum specjaliści dostrzegają największy bałagan architektoniczny. Zdaniem Macieja Łobosa, w Rzeszowie niepotrzebnie buduje się obiekty imitujące zabytkowe kamienice. - W ten sposób powstał m.in. rząd trzech kamienic w Rynku, które stanęły w tzw. dziurze Barana. Nigdzie poza Polską nie robi się takiego kłamstwa jak budowanie "nowych zabytków". W nowoczesnych europejskich miastach łączy się nową architekturę z zabytkową tkanką - ocenia Łobos.

Miszmasz wysokościowy

Podobnego zdania jest profesor Marek Gosztyła, kierownik Katedry Konserwacji Zabytków Politechniki Rzeszowskiej, który także nie jest zwolennikiem tworzenia fałszu historycznego, a to - jego zdaniem - jest w tej chwili bardzo powszechne. Według profesora, takie projekty nie przedstawiają większej wartości, nie reprezentują nurtów współczesnej architektury.

Zdaniem architektów, drugim problemem trapiącym stare miasto jest zbyt wysoka zabudowa w sąsiedztwie niskich starych kamienic. Jako przykład fachowcy wskazują północną pierzeję Rynku, gdzie za fasadą imitującą zabytkowe kamienice powstał wysoki budynek psujący obraz starówki, szczególnie od strony ul. Okrzei.

Inwestorzy chcą budować wysoko, bo zależy im na jak największej powierzchni. Problem w tym, że przy okazji niszczone są walory krajobrazowe miasta. Maciej Łobos dodaje, że w podobny sposób projektuje się kolejne budynki planowane do realizacji w centrum.

- Projektanci, ingerując w przestrzeń publiczną, powinni konsultować swoje projekty z otoczeniem. Na tym polega nasz zawód, trzeba być otwartym na krytykę, mieć świadomość, że niejednokrotnie ludzie będą wieszać na nas psy. Niestety, wielu architektów projektuje po cichu, w kącie, a kiedy ich dzieło ujrzy światło dzienne, to ręce opadają - ocenia Łobos.

Przykładem fatalnego planowania są wieżowce stojące przy ul. Słowackiego, które nie pasują do otaczającej je zabudowy. Profesor Gosztyła wskazuje, że w USA takie budynki się burzy i wyprowadza poza centra. Za przykład podaje także Paryż, gdzie starówka pozostała w nienaruszonym kształcie, podczas gdy nowoczesną architekturę kumuluje się w innym miejscu.

Jako dowód, że w Rzeszowie brakuje takiego myślenia, architekci wskazują tereny w rejonie Wisłoka. Na wschodnim brzegu budynek ma 56 m. Obok niego inwestor planuje drugi, 80-metrowy. Po drugiej stronie rzeki inny deweloper przymierza się do 40-piętrowego, ok. 120-metrowego, drapacza chmur. Wszystkie na terenach zielonych, a - co gorsza - w przypadku lewego brzegu rzeki, zalewowych.

Maciej Łobos uważa, że budowanie wysokościowców jest tu nie tylko błędem architektonicznym, ale także ekonomicznym. - Wysoka zabudowa opłaca się np. w Tokio, gdzie brakuje terenów i nawet 80 procent kosztów inwestycji to działka. W Rzeszowie nie ma to sensu, bo grunty są znacznie tańsze. 100 metrów w górę można zaprojektować, tylko trzeba sobie zadać pytanie, kto to kupi. Na Podkarpaciu siła nabywcza jest jeszcze zbyt słaba - przekonuje architekt.

Dodaje, że z powodu tak chaotycznego budowania w mieście nie ma w tej chwili żadnego ładu przestrzennego. - Zabudowa nie jest spójna ani nowoczesna; to, co buduje się w mieście, Warszawa i Kraków miały już 25 lat temu. Niestety, budynki, których wizualizacje widziałem, prezentują podobny poziom. Nie pogorszą sytuacji, ale też raczej jej nie poprawią. Pod warunkiem, że powstaną z dala od starego miasta - ocenia.

Jak naprawić sytuację?

Komisja Gospodarki Przestrzennej Rady Miasta Rzeszowa złożyła wniosek - prośbę do prezydenta Rzeszowa. - Jest to apel o przyśpieszenie już od kilku lat opracowywanych planów nad Wisłokiem, na południe od zapory. Jednocześnie prosimy, by objąć planowaniem przestrzennym również tereny na północ od zapory. To też bardzo wrażliwe okolice, gdzie coraz więcej inwestorów chce się budować - tłumaczy Robert Kultys, szef tej komisji. Zaznacza, że absolutnie nie chodzi mu o zakazywanie budowania czegokolwiek w okolicy Wisłoka.

- Zabudowywanie pustych przestrzeni w Śródmieściu jest korzystne, bo unikamy w ten sposób rozpraszania zabudowy, ale jednocześnie jest bardzo wymagające - uważa. - Musimy dopasowywać się do otoczenia zabytkowego, społecznego i przyrodniczego, czego tereny nad zalewem są najlepszym przykładem. Jeśli inwestorzy chcą się budować blisko rzeki, w takim razie trzeba przynajmniej wysokością tej nowej zabudowy tak nawiązać do okolicy, by nie szkodzić wypoczynkowemu wykorzystaniu terenów, aby nie była to wolna amerykanka.

Cena za rozwój

Wie, że planowania przestrzennego nie da się przeprowadzić bez zaangażowania prezydenta, wie też, że jego podejście do tematu ma swą logikę. - Bez planów miejscowych inwestycje są prowadzone na podstawie WZ (warunków zabudowy), które wydaje się w ciągu miesiąca, dwóch. To sprawia, że inwestycje są bardzo szybko prowadzone, a miasto sprawnie się rozwija. Musimy mieć świadomość, że ceną za to jest coraz bardziej chaotyczna przestrzeń. Dlatego chcemy kompromisu - mówi.

Architekci przekonują, że projekty budynków planowanych do budowy w centrum powinny być wyłaniane w drodze konkursów. - Jeżeli chcemy, aby Rzeszów kształtował swój wizerunek, to trzeba budować nowe genialne budynki, o których będzie głośno na całym świecie - twierdzi Maciej Łobos. - Trzeba to robić świadomie, a nie "na sztukę" (tak wymaga bzdurna ustawa o zamówieniach publicznych). Drugi sposób na osiągnięcie sukcesu to przekonanie inwestorów do ogłaszania prywatnych konkursów na projekty w najważniejszych częściach miasta.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wizyta Janet Yellen w Polsce

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

E
Ekonomia barany
Każda inwestycja, każdy budynek to miejsca pracy i pieniądze które zasilają lokalną gospodarke. Hurtownie materiałów budowlanych, wykończeniowych, meblowych, betoniarnie, fabryki okien, dzwi, grzejników… to wszystko zarabia na każdej blokowanej inwestycji. Nie ma osiedla co już mieszkający nie protestują przeciwko dopiero chcącym zamieszkać. Nie ważna wysokość nie ważne że na pustej działce budowlanej byle zablokować. To już nasz sport lokalny. Pomału dochodzi do absurdu i blokują już budowe domów komunalnych, spółdzielczych, apartamentów, nowych dróg czy spalarni śmieci. Nie tędy droga. Rzeszów na dorobku. Polska B. Na inwestorów powinno sięchuchać i dmuchać. A jak ktoś głupi i mówiże nie budować budynku za 25 mln zł bo będą korki to przypierdolić mu z liścia żeby się opamiętał i poprawić ze szpica i niech wraca na wieś
Dodaj ogłoszenie