SPRAWDŹ
    POPULARNE

    Popularne w marcu

    Rozwiń
    SPRAWDŹ
    Zwiń

    Popularne w marcu

    • Psie piękności na wystawie w Jarosławiu [FOTO, WIDEO]
    • Wiosenne trendy "Styl, moda i uroda". Akcja w galerii w Przemyślu [FOTO]
    • 10 najpopularniejszych rzeszowskich osiedli. Tu przybywa mieszkańców

    Wilk zjadł naszego Szarika!

    Wilk zjadł naszego Szarika!

    Krzysztof Potaczała

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Kazimiera Furs, jej syn Andrzej i Mateusz Olejko pokazują miejsce, w którym wilk pożarł psa sąsiadów. Dzień wcześniej zabezpieczyli je specjalnie, by

    Kazimiera Furs, jej syn Andrzej i Mateusz Olejko pokazują miejsce, w którym wilk pożarł psa sąsiadów. Dzień wcześniej zabezpieczyli je specjalnie, by pokazać dziennikarzom. ©KRZYSZTOF POTACZAŁA

    Golca wilk porwał wieczorem spod kawiarni "Stare Sioło". Aleksy Wójcik widział, jak niesie kundelka na pobliski cmentarz. Przez chwilę słyszał jego pisk. Rano po Golcu nie została nawet kość.
    Kazimiera Furs, jej syn Andrzej i Mateusz Olejko pokazują miejsce, w którym wilk pożarł psa sąsiadów. Dzień wcześniej zabezpieczyli je specjalnie, by

    Kazimiera Furs, jej syn Andrzej i Mateusz Olejko pokazują miejsce, w którym wilk pożarł psa sąsiadów. Dzień wcześniej zabezpieczyli je specjalnie, by pokazać dziennikarzom. ©KRZYSZTOF POTACZAŁA

    Kawiarnia stoi przy głównej drodze nieopodal domów, sklepu, pensjonatów i przystanku PKS. Wetlina od lata osaczona jest przez watahy.

    - Nie ma dnia, by nie wdarły się do jakieś zagrody - mówi Kazimiera Furs.

    Kiedy po wsi rozeszło się, że wilki zagryzają psy, Kazimiera Furs przestała wypuszczać Reksia na podwórze. Tylko raz złamała tę zasadę, dokładnie 15 grudnia, i do dziś nie może sobie darować.

    - Po kwadransie wyszłam, żeby go zabrać, ale po Reksiu nie było już śladu -opowiada.
    - Wołałam, świeciłam latarką, obeszłam wokół dom. Nic. W nocy nie zmrużyłam oka, a rano ponowiłam poszukiwania. Zobaczyłam świeże tropy wilka, lecz nie znalazłam nawet kawałka sierści mojego pieska. Musiał go ponieść do lasu...

    Z Szarika została tylko łapa

    Dwa dni później zginął Szarik.

    - Duże psisko, ponad 30 kilo - mówi Mieczysław Olejko. - Kiedyś trzymałem go na łańcuchu, później w obawie przed watahami zacząłem zamykać na noc w stodole.

    Olejko popełnił ten sam błąd, co Fursowa. Wypuścił psa, żeby sobie chwilę pobiegał. A za stodołą czekał wilk...

    - Czaił się już wcześniej, po śladach widziałem, że podchodził pod dom, węszył, uparcie szukał ofiary.

    Atak za atakiem

    Atak za atakiem


    Cisna. Pies ginie na oczach zszokowanego gospodarza. Wilk nie przejmuje się jego obecnością.

    Średnie Wielkie. Ogromny basior (samiec) napada na psa sąsiadki Mariana Kałafuta. Wyrywa mu z nogi kawał mięsa. Mężczyzna rzuca kamieniami; odpędza drapieżnika. W ciągu tygodnia wilki rozszarpują sześć psów.

    Czarna. W kilku gospodarstwach giną domowe czworonogi. U Aliny Łukaszczuk wilki zagryzają ukochanego kundelka córki.

    Dwernik. W niespełna tydzień drapieżniki zabijają cztery psy. Pod domy podchodzą nocą. Mieszkańcy znajdują resztki ofiar rozwleczone w promieniu kilkuset metrów.

    Zatwarnica. Wilk napada w nocy na 30-kilogramowego Arysa. Daniel Żak biegnie go ratować. W piżamie, boso. Kaleczy stopy, ale odpędza napastnika. Po potyczce z wilkiem Arys boi się wychodzić z budy. W ciągu dwóch lat we wsi traci życie prawie 40 psów.

    Jałowe. Tuż przed zmrokiem wilk porywa sprzed domu Teresy Dwornickiej małego mieszańca. Józefie Woźniak zagryza kundla Skoczka. U innych gospodarzy watahy zabijają łącznie kilkanaście psów.

    Maniów. Wilk zakrada się do zagrody i atakuje pieska Grażyny Bobek. Pracownik kobiety widzi atak, próbuje odgonić drapieżnika. Ten patrzy spode łba i pożera ofiarę.

    Bandrów. Na wycieraczce domu Tadeusza Trojnara wilk rozszarpuje trzyletniego foksteriera. Z budy wyciąga młodą suczkę i na miejscu zjada. Siostra Trojnara, Irena, traci aż cztery psy, m.in. suki Dinę i Korę.

    Nasiczne. Wilki atakują na drodze obok domu wilczura Tomasza Polakiewicza. Na ratunek biegnie sąsiad. Walczy z drapieżnikami kijem, w końcu uciekają. Pies ma rozdartą tchawicę, ale udaje mu się przeżyć. W latach 2005/2006 ginie tu ponad 30 psów.



    Tego wieczora Olejkowie oglądali w telewizji mecz. Z foteli poderwał ich skowyt Szarika. Zanim wybiegli na podwórze, psa już nie było.

    - Czułem, że stało się najgorsze - mówi Mateusz, syn Olejki. - Rano sto metrów od chałupy znalazłem łapę Szarika. Tyle z niego zostało. Pani Fursowa aż się popłakała...

    Zabity na schodach kawiarni

    W połowie grudnia w kawiarni "Stare Sioło" siedziało kilkanaście osób. W gości przyszedł też Stanisław Czerniakowski. Towarzyszył mu Golec - kundelek, którego jakiś czas temu ktoś podrzucił do jego samochodu, więc się nim zaopiekował.

    - Zostawiłem go na ganku - mówi. - Lubił tam siedzieć, zaprzyjaźnił się z tutejszym kotem.

    Tumult dobiegający z ganku usłyszał Aleksy Wójcik, właściciel kawiarni.

    -Otworzyłem drzwi i poczułem, że uderzyłem w coś ciężkiego - opowiada. - Wilk trzymał w pysku Golca. Sekundy później poniósł go na cmentarz po drugiej stronie drogi.

    Stanisław Czerniakowski na stałe mieszka w Gdańsku. Kocha Bieszczady, dlatego w Wetlinie wybudował dom. Ale psa, który zastąpił mu Golca, już samego nie zostawia.

    - Pilnuję go jak oka w głowie, jest przeszkolony do ratownictwa wodnego.

    Tato, wilki stoją przy drodze!

    Henryka Zielińskiego wyrwało ze snu ujadanie Reksa.

    - Po chwili zapadła cisza, więc pomyślałem, że ktoś obcy przechodził obok domu. Rano patrzę, a Reks leży rozszarpany pod szopą. Już wiedziałem, że to robota wilków. Zerwały go z łańcucha, choć ważył 50 kilo - opowiada.

    Po stracie wilczura Zieliński kupił foksteriera: - Sonia na spacer wychodzi ze mną. Wilki są blisko, nie przepuściłyby okazji.

    Jak blisko? - W grudniowy poranek córka czekała na gimbusa. Po chwili wróciła przestraszona i krzyczy: - Tato, wilki stoją przy drodze!

    Maria Dryja mieszka w tym samym budynku co Henryk Zieliński. Jej psa wilk zjadł do ostatniej kostki. Nie usłyszała, kiedy porwał go spod drzwi. Podobnie jak Łukasz Ciosek.

    - Wilk przeskoczył nocą przez ogrodzenie i zjadł psiaki na miejscu. Nawet nie próbowały się bronić, to były takie łupinki...
    [obrazek3] Mateusz Olejko z resztką psiej łapy. -Tylko tyle zostało po Szariku - mówi. (fot. KRZYSZTOF POTACZAŁA)
    Przed wilkami obroniły się dwa potężne kaukazy Władysławy Staszel pilnujące owczarni.

    - Tylko przed psami tej rasy wilki jeszcze czują respekt - twierdzi. - Nie dały rady im, to przed Bożym Narodzeniem o 6 rano podeszły pod dom. Zwęszyły, że mam też małe pieski. Na szczęście nie zostawiłam ich na noc na dworze.

    Krwawe tropy, sierść i kości

    Nikt nie wie, ile wilków przychodzi po łupy do Wetliny.

    - Pewne tylko, że jeden jest kulawy. Zostawia na śniegu krwawy ślad zranionej łapy - mówi Kazimiera Furs.

    Jej syn Andrzej od tygodni śledzi wilcze odwiedziny we wsi. Fotografuje każdy szczegół: resztki uczty, tropy, kawałki sierści, zerwane obroże i łańcuchy. Większość dowodów odkrywa w pobliżu domostw obok jego rodzinnej leśniczówki. Tędy prowadzi oznakowana ścieżka do biegowej trasy narciarskiej, z której chętnie korzystają turyści.

    - O, świeży ślad - pokazuje. - Był duży basior, świadczy o tym rozmiar odbitej łapy.

    28 grudnia po południu mieszkaniec Wetliny widział wilka przemykającego przez "Manhattan" (miejscowi nazywają tak dzielnicę nowobogackich).

    - Zachowywał się tak, jakby przyszedł na zwiady - opowiada. -Pewnie to on wrócił nocą, bo z jednej posesji zginął pies.

    Kazimiera Furs: - Wilki przestały bać się ludzi. Jak wieczorem muszę wyjść, to bez latarki się nie ruszam. I jeszcze oglądam się za siebie.

    - Nigdy nie wiadomo, co dzikiemu zwierzęciu uderzy do łba - dodaje Mieczysław Olejko. - Jak nie upoluje psa, może rzucić się na człowieka. Dorosły będzie walczył, a dziecko?

    Oko w oko z wilkiem

    Głód wypędza wilki z lasu

    Głód wypędza wilki z lasu


    Dr Wojciech Śmietana z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie: - Wilki zabijają psy z dwóch powodów: obrony terytorium przed intruzami (chodzi o wałęsające się psy) i z głodu. Gdy liczebność dzikich kopytnych zostanie mocno zredukowana, np. z powodu wyolbrzymionych szkód w uprawach, wilki częściej atakują zwierzęta domowe. To zachowanie wilków nie ma związku z ich prawną ochroną w Polsce. Podobna sytuacja występuje również na Ukrainie czy w Estonii, gdzie na wilki się poluje. Jedynym sposobem na rozwiązanie problemu w Bieszczadach jest zwiększenie liczebności jeleni poprzez ograniczenie lub wstrzymanie polowań na nie oraz walka z kłusownictwem.



    Wataha, która grasuje w Wetlinie, początkiem zeszłego roku zdziesiątkowała psy także w pobliskiej Kalnicy. Zginęło 15, gospodarze innych nie kupili.

    - Po co? Żeby znowu nie spać po nocach, żeby dzieci bały się wyjść na dwór?

    W listopadzie Barbara Rogowska widziała atak na kundelka Pikusia.

    - O piątej rano syn wyszedł na pierwszy autobus PKS, miał jechać do szkoły w Lesku - wspomina. - Przy furtce natknął się na wilka. Przestraszył się, wrócił do domu. Po chwili usłyszałam stłumione szczekanie. Wybiegłam, a wilk już trzymał w zębach naszego Pikusia. Przeskoczył przez ogrodzenie i pognał nad rzekę.

    Po południu kobieta odnalazła miejsce, w którym wilk pożarł jej pupila. - Pogardził tylko kawałkiem języka...

    29 grudnia córka pani Barbary odwiedziła we wsi koleżankę. Pożegnała się o 20. Chwilę później roztrzęsiona wpadła do sąsiadów.

    - Przy drodze stoi wilk!

    - Odprowadził ją ojciec koleżanki - mówi Rogowska. - Ale nie trzeba ciemności, żeby czuć strach. Tydzień przed sylwestrem wilk przechodził w południe obok stacji benzynowej w Cisnej.

    Chcemy odstrzału wilków

    Chcemy odstrzału wilków


    Renata Szczepańska, wójt gminy Cisna: - Po konsultacjach z leśnikami i sołtysami zdecydowałam się wystąpić do ministra środowiska z wnioskiem o odstrzał pięciu wilków. Mam nadzieję, że minister się zgodzi. W przeciwnym razie szkody będą rosnąć, a turyści mogą zacząć omijać Bieszczady.



    Dziecko ryzykowało życie

    Chwile grozy przeżyła 12-letnia dziewczynka w położnym pod Wetliną Smereku. Wybierała się do szkoły, z okna pokoju dostrzegła, jak wilk rzuca się na jej psa Ogórka. Bez namysłu pobiegła na pomoc...

    - Córka ryzykowała życie - mówi Jadwiga Denisiuk. - Na szczęście zaraz zadzwoniła po mnie do pracy. Kiedy przyjechałam, Ogórek leżał martwy. Wilk go nie zabrał, bo nie dał rady przeskoczyć z nim przez siatkę.

    7 stycznia 2007 r. o 5.30 wilk wdarł się do gospodarstwa Agnieszki i Wojciecha Kwieków. Porwał małego Radara. Kobieta wypuściła psa na dwór, by się wysikał. -Niedawno go przygarnęliśmy. Biedaczyna błąkał się po wsi porzucony przez turystów. A teraz tak strasznie zginął...

    * * * * *

    Syn Barbary Rogowskiej nie jeździ już do szkoły porannym autobusem. Rodzice dzieci z wetlińskiej podstawówki odprowadzają je na przystanek, a po lekcjach odbierają. Ocalałe psy zamykane są na noc w komórkach i domach.

    - Strzeżonego pan Bóg strzeże - mówią gospodarze.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (11)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (11) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo