Właściciele podkarpackich ośrodków narciarskich podsumowali mijający sezon. Upłynął pod znakiem koronawirusa

Sabina Tworek
Sabina Tworek
Mimo sprzyjających warunków narciarskich, mijający sezon z powodu koronawirusa był fatalny dla właścicieli wyciągów.
Mimo sprzyjających warunków narciarskich, mijający sezon z powodu koronawirusa był fatalny dla właścicieli wyciągów. Przemysław Świderski
Pandemia koronawirusa i ciągłe obostrzenia sprawiły, że stoki narciarskie w tym sezonie były otwarte bardzo krótko. Jak się okazuje, nawet dobra frekwencja w lutym nie pozwoliła pokryć bieżących zobowiązań, nie mówiąc już o jakichkolwiek dochodach.

– Mijający sezon narciarski był dla nas bardzo trudny – podsumowuje Tomisław Brózda, kierownik Ośrodka Narciarskiego KiczeraSki w Puławach Górnych. – Gdyby nie pandemia, myślę, że byłby to jeden z najlepszych sezonów ze względu na znakomite warunki zimowe. Do teraz zalega na stoku ponad metr śniegu. Aż żal patrzeć, że mnóstwo pieniędzy włożyliśmy w jego wyprodukowanie, a efekty są mizerne.

Jak przyznaje Tomisław Brózda, tylko częściowo udało mu się odrobić straty. Mimo, że dwa tygodnie lutego były bardzo udane, to w żaden sposób nie pozwoliło mu to na zapłacenie zobowiązań, które ma wobec banku. Na najbliższy czas musi zapomnieć o jakichkolwiek inwestycjach.

Właściciel KiczeraSki ma żal do osób decyzyjnych o zamykanie z dnia na dzień stoków narciarskich.

– To nie jest market, że zamykamy drzwi i czekamy na lepsze czasy – mówi. – W naszym przypadku musimy wyprodukować śnieg i na bieżąco utrzymywać stoki. Mamy możliwość funkcjonowania w bardzo krótkim okresie czasu, bo przecież w lecie nikt nie przyjedzie na narty. Zostaliśmy zamknięci w najtrudniejszym dla nas czasie, w okresie ferii i przerwy poświątecznej, co jest dla nas bardzo krzywdzące.

W mijającym sezonie udało mu się zarobić około 20 proc. tego, co było możliwe.

Ośrodek w Puławach Górnych nie mógł liczyć na większą pomoc finansową, ponieważ przychody z grudnia ubiegłego i obecnego roku były za wysokie. Właściciel uważa, że pod uwagę powinien być brany na przykład miesiąc styczeń, gdy ośrodek był zamknięty.

Grzegorz Schabiński: uratowała nas kapliczka Matki Boskiej

Także dla Grzegorza Schabińskiego, właściciela Ośrodka Narciarskiego U Schabińskiej Chyrowa-Ski w Chyrowej ten rok zapisał się pod znakiem strat.

– Sezon narciarski był bardzo słaby i gdyby nie opatrzność Matki Boskiej Dającej Nadzieję Na Przetrwanie w Chyrowej, firma musiałaby zakończyć działalność. Dzięki figurce umieszczonej na stoku, wielu pielgrzymów zdecydowało się przyjechać do kapliczki na nartach. O dochodach nie można mówić, ale udało nam się przetrwać

– zaznacza Schabiński.

Podobnie, jak w przypadku ośrodka w Puławach Górnych, tak i w Chyrowej nie ma mowy o jakichkolwiek inwestycjach. Właściciel ma nadzieję, że kolejny sezon będzie owocniejszy.

Ogromne straty poniósł również Przemyski Ośrodek Sportu i Rekreacji.

– Na stoku mieliśmy sporo ludzi, ale tylko w tym czasie, gdy wyciąg mógł legalnie funkcjonować – mówi Marcin Trybała. – Zważywszy jednak na to, jak wspaniała była w tym roku zima, moglibyśmy jeździć nieprzerwanie od 20 grudnia do końca sezonu. Tak naprawdę jesteśmy stratni około 1,5 miesiąca, co oznacza, że mogliśmy zarobić nawet trzy razy więcej - kwituje.

Polacy najaktywniejsi w Europie

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marcin Piekaż

I po co było otwierać? I tak zadowolonych brak!

Dodaj ogłoszenie