Wojna ciągle straszy

Jerzy Mielniczuk
Ulokowanie pocisków może sugerować, że ktoś je tu podrzucił. Niemożliwe, by przez kilkadziesiąt lat, nikt nie dostrzegł kilkunastu niewybuchów.
Ulokowanie pocisków może sugerować, że ktoś je tu podrzucił. Niemożliwe, by przez kilkadziesiąt lat, nikt nie dostrzegł kilkunastu niewybuchów. Fot. Jerzy Mielniczuk
Prawdopodobnie kilkanaście niewybuchów znalazła w piątek mieszkanka miasta, podczas spaceru przy ul. Grabskiego.

Policjanci zabezpieczyli teren i wezwali saperów. Wczoraj w południe saperów jeszcze nie było.

To nie pierwsze i na pewno nie ostatnie takie znalezisko w okolicach huty. Trzeba pamiętać, że Zakłady Południowe i dzisiejsza Huta Stalowa Wola, to firma zbrojeniowa. Amunicja artyleryjska w lasach okalających hutę, jest czymś prawie normalnym. Piątkowe znalezisko nosi w sobie jednak coś odmiennego. Otóż w tym samym miejscu, obok "Alutecu", już raz saperzy zbierali niewybuchy, i to niedawno.
Można domniemywać, co mało prawdopodobne, że spaprali wcześniejszą robotę i "zostawili sobie coś na zapas".

Pociski leżały na suchej ściółce

Bardziej prawdopodobne jest to, że kilkanaście skorodowanych pocisków artyleryjskich, ktoś w to miejsce podrzucił. To też ma w sobie trochę "wariackiej logiki", ale...

- Niewybuchy nie wyglądają, jakby miały w tym miejscu leżeć pół wieku - usłyszeliśmy od policjanta ze Stalowej Woli. - Więcej prawdopodobne jest to, że ktoś je tu podrzucił, albo nieroztropnie je przesunął z innego miejsca.

Pokryte rdzą pociski leżały na suchej ściółce sosnowej, a jeden na fragmencie izolacji kabla energetycznego. Takiego kabla pół wieku temu nie produkowano. Ul. Grabskiego została oddana do użytku w ub. roku. Podczas jej budowy, patrol saperów był stałym gościem. Za każdym razem wykopy trzeba było wstrzymywać na kilka dni. Być może ktoś zdenerwowany opóźnieniami, sam postanowił usunąć przeszkodę i złożył kilkanaście pocisków kilka metrów od drogi.

Policjanci otoczyli opieką

Przy okazji piątkowego odkrycia przy ul. Grabskiego, wyszła na jaw jeszcze jedna sprawa. W oczekiwaniu na saperów, teren trzeba było zabezpieczyć. Wcześniej należało to do Straży Miejskiej. Ze względu na redukcję stalowowolskiej SM do jednego patrolu, niewybuchów przez kilka dni musieli pilnować policjanci.

Pilnowali, choć w tym czasie mogli pełnić służbę na ulicach miasta. Niestety, nie udało nam się dowiedzieć, dlaczego saperzy tak długo nie przyjeżdżali.

Usłyszeliśmy tylko, że przy nagłym (!) wezwaniu mają ... trzy dni czasu na zabranie śmiercionośnego pocisku. Trzy dni mijały wczoraj wieczorem, a więc wszystko było w porządku.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie