Wolność słowa zależy od wyborów

    Wolność słowa zależy od wyborów

    Andrzej Klimczak

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    - deputowany do ukraińskiego parlamentu, przewodniczący Komitetu ds. Wolności Słowa i Informacji Rady Najwyższej Ukrainy.

    - deputowany do ukraińskiego parlamentu, przewodniczący Komitetu ds. Wolności Słowa i Informacji Rady Najwyższej Ukrainy.

    O prawdziwości tego stwierdzenia jest przekonany Mykoła Tomenko, deputowany do ukraińskiego parlamentu z opozycyjnej partii "Nasza Ukraina". - Cenzura na Ukrainie jest prawnie zabroniona - wyjaśnia. - Ciągle jednak walczymy o wolność słowa.
    - deputowany do ukraińskiego parlamentu, przewodniczący Komitetu ds. Wolności Słowa i Informacji Rady Najwyższej Ukrainy.

    - deputowany do ukraińskiego parlamentu, przewodniczący Komitetu ds. Wolności Słowa i Informacji Rady Najwyższej Ukrainy.

    Rynek medialny na Ukrainie jest skorumpowany i zmonopolizowany. - Mamy - mówi Tomenko - dwie potężne grupy medialne. Jedną jest grupa Grigorija Surkisa i Medwedczuka (przewodniczącego administracji prezydenckiej), a drugą - Wiktora Pinczuka, zięcia prezydenta Kuczmy.

    Media polityków i ich rodzin

    - Grupa Grigorija Surkisa i Medwedczuka kontroluje pośrednio lub bezpośrednio trzy telewizyjne kanały państwowe: "1+1", "Inter" oraz państwową "1". Oczywiście, oficjalnie te osoby nie występują jako, za wyjątkiem brata Grigorija, Ihora Surkisa - wyjaśnia Tomenko. - Do grupy Pinczuka należą 3 kanały ogólnoukraińskie: "Nowy", ISTV i STV.
    Są jeszcze trzy stacje walczące o uzyskanie statusu ogólnokrajowego: "Ukraina", gdzie nie ma żadnego programu w języku ukraińskim, Doniecka Kampania Telewizyjna, związana z obecnym premierem Ukrainy, oraz "5 kanał", którego założycielem jest biznes pracujący dla opozycyjnej "Naszej Ukrainy".

    I tak ich zabijają

    - Problem polega na tym, że budujemy zasady demokratyczne, które już są określone przez ustawowe zapisy regulujące funkcjonowanie mediów - mówi Tomenko. - Elity polityczne w najbliższym czasie nie zamierzają przestrzegać tych ustaw. Zastanawiają się za to, jak jeszcze bardziej kontrolować media. Wszystkie media mniej lub bardziej lojalne wobec władzy otrzymują codziennie materiały instruktażowe. Przychodzą one pocztą elektroniczną i - jak się można domyślać - nie ma pod nimi podpisów Medwedczuka. Oczywiście, nie wszystkie media wykonują takie polecenia, ale jednak generalnie są one przestrzegane.
    Winą za brak wolności mediów należy, zdaniem Tomenki, obarczyć władzę. - Na Ukrainie istnieją mechanizmy walki o wolność słowa. Gwarantujące ją zapisy prawne są bardzo dobre. Jestem jednak przekonany, że władza nie będzie ich przestrzegała. Chyba, że rządy przejmie grupa szanująca demokratyczne zasady. Kiedyś w parlamencie debatowano nad cenzurą. Bardzo się zdziwiłem, kiedy usłyszałem, że aby istniała wolność słowa, należy przyjąć kolejną ustawę. Byłem wtedy gotowy zaproponować ustawę o ... zakazie zabijania dziennikarzy na Ukrainie. Ale ich przecież i tak zabijają.

    Ważne wybory

    - Urzędnik powinien się bać ingerować w wolność mediów, mając świadomość, że poniesie za to karę. Dlatego dla mnie ważniejsze są wybory prezydenckie w 2004 roku niż kolejna ustawa - podkreśla Tomenko. - Zaproponowałem niedawno, aby pierwszy kanał telewizji codziennie po posiedzeniu parlamentu emitował debatę o tym, co tego dnia posłowie dokonali. "Za" głosowało 433 z 450 deputowanych. Nikt tej uchwały jednak nie wykonuje, bowiem prezydent i jego ekipa odpowiedzieli, że bezpośrednie emisje są niemożliwe. Wtedy być może Wiktor Juszczenko, Julia Tymoszenko czy Ołeksandr Moroz opowiadaliby publicznie o rządzących. To by było nie do przyjęcia przez władzę.
    Najważniejsze są demokratyczne, polityczne uwarunkowania wolności słowa - uważa Tomenko. - Dlatego bardziej obawiam się, że wybory prezydenckie w roku 2004 zostaną odwołane niż tego, że zostanie zamknięta jedna czy druga opozycyjna gazeta. Jeśli nie dojdzie do demokratycznych wyborów, to nie będzie już żadnych opozycyjnych mediów na Ukrainie.

    Wartości czy interes finansowy

    Problem cenzury wiąże się z wyborem pewnych wartości. - Na Ukrainie pojawiają się materiały dziennikarskie, krytykujące inne kraje i instytucje. Tak było w trakcie wojny na Bałkanach, kiedy występowano przeciw NATO. Odbywa się totalna krytyka medialna Rady Europejskiej, która wydaje nie najlepszą opinię na temat władzy na Ukrainie. Nigdy też żaden dokument Rady Europy nie został opublikowany w oficjalnych mediach.
    Paradoksem ukraińskiego społeczeństwa jest to, że ok. 70 proc. opowiada się za integracją z Unią Europejską, a jednocześnie 65 proc. twierdzi, że Ukraina powinna wejść we wspólną przestrzeń ekonomiczną z Rosją. - Według mnie - twierdzi Tomenko - integracja z Europą jest wyborem określonych wartości cywilizacyjnych. Wybór Rosji jest wyborem pragmatyczno-ekonomicznych wartości. Ponieważ jest to tradycja ostatnich 80 lat, to można stwierdzić, że ta opinia wynika z przyzwyczajenia społeczeństwa do realiów. Jestem jednak przekonany, że społeczeństwo ukraińskie jest przygotowane do natychmiastowej integracji z Europą.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo