reklama

Wspomnienie o Januszu Kołakowskim: Niepokorny, nietuzinkowy, barwny...

Roman KijankaZaktualizowano 
Jako dyrektor szpitala psychiatrycznego w Żurawicy sam dołączył do strajkujących pielęgniarek domagających się podwyżek.
Jako dyrektor szpitala psychiatrycznego w Żurawicy sam dołączył do strajkujących pielęgniarek domagających się podwyżek. Janusz Motyka
Przegrał walkę o życie, ale nie przegrał życia. - Proszę popatrzeć, ile osób go żegna - zwracała naszą uwagę Zofia Karwańska, koleżanka Janusza Kołakowskiego podczas wtorkowego pogrzebu.

Dyrektor Wojewódzkiego Podkarpackiego Szpitala w Żurawicy zmarł 3 czerwca w wieku 57 lat w wyniku ciężkich poparzeń, których doznał po wypadku samochodowym.

Samochód płonie!

Wtorek, 24 maja, godz. 8.30, Jarosław, ul. Kruhel Płekiński. Rozpędzone bmw uderza w tył fiesty przygotowującej się do skrętu w lewo. Odrzucony ford obraca się kilkakrotnie znacząc drogę wyciekającym paliwem, odbija się od krawężnika i uderza w murek ogrodzenia.

Natychmiast staje w płomieniach. Kierowca fiesty, 51-letni mieszkaniec Radymna, wyskakuje z płonącego auta. Janusz Kołakowski, siedzący obok kierowcy, nie wysiada. Wnętrze samochodu już płonie. Na pomoc rusza kierowca, pomagają mu przechodnie. Udaje się wyciągnąć pasażera. Płonie na nim ubranie.

Lekarze w jarosławskim szpitalu, widząc rozległość oparzeń, szybko decydują o przetransportowaniu Kołakowskiego do Wschodniego Centrum Leczenia Oparzeń i chirurgii Rekonstrukcyjnej w Łęcznej Koło Lublina. Niedługo później zabiera go śmigłowiec.

Młody kierowca wyprzedza

- Kierując samochodem bmw nie zachował należytej ostrożności i najechał na prawidłowo sygnalizującego skręt w lewo forda, doprowadzając w konsekwencji do ciężkich poparzeń pasażera fiesty - taki zarzut słyszy dwa dni później Paweł T., 21-letni jarosławianin.

Młody mężczyzna przyznaje się do najechania na poprzedzającą go fiestę. Wyjaśnia prokuratorowi, że jechał z dozwoloną prędkością. Twierdzi, że nie zauważył, iż fiesta sygnalizuje skręt. Widząc zwalniający samochód, chciał go wyprzedzić.

Już jarosławscy lekarze, udzielający pomocy poszkodowanemu zaraz po wypadku, oceniają stan jego stan na poważny. Na razie jest stabilny - pocieszają. W Łęcznej potwierdzają rozległość oparzeń. Cześć z nich jest głęboka. Uszkodzone zostały też płuca i układ oddechowy oraz oko i kręgosłup.

Specjaliści dają nadzieję, ale nie ukrywają, że najgorsze może przyjść w ciągu najbliższych 6 tygodni. Zastanawiają się nad amputacją rąk, jednak w końcu z niej rezygnują.

Przytomności nie odzyskał

1 czerwca specjaliści od oparzeń usuwają Kołakowskiemu obumarłe po oparzeniu tkanki. Dzień później stwierdzają, że osłabiony organizm zaatakowała sepsa.

- W piątek, 3 czerwca rano udaje się lekarzom ustabilizować stan taty - wspomina syn Artur Kołakowski. - Około piętnastej dochodzi do gwałtownego pogorszenia. Reanimacja nie pomaga… Od momentu przyjęcia do szpitala nie odzyskał przytomności.

Syn dodaje, że wiadomość o śmierci była dla rodziny ogromnym szokiem: - Naprawdę wierzyliśmy, że mu się uda wygrać, wyjść z tych oparzeń, że uda się lekarzom… Tak liczyliśmy, że kolejne wiadomości ze szpitala będą coraz lepsze.

Ostatnia droga

We wtorek, dwa tygodnie po wypadku, tłum ludzi odprowadza Janusza Kołakowskiego na Stary Cmentarz w Jarosławiu. Obok tego cmentarza Kołakowski spędził wiele czasu, zbierając datki na ratowanie zabytkowych nagrobków.

Paweł T. czeka na wyrok. Za spowodowanie wypadku z poważnymi obrażeniami ciała zagrażającymi życiu lub ze skutkiem śmiertelnym grozi mu od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Dlaczego oni tylko się gapili

Artur Kołakowski jest przekonany, że do śmierci ojca przyczyniła się znieczulica społeczna.

- Gdyby ktoś z gapiów szybciej odważył się ruszyć na pomoc, ojciec miałby pewnie małe oparzenia i dzisiaj byłby z nami - mówi z goryczą. - Nie bądźmy obojętni. Reagujmy, gdy komuś dzieje się krzywda. Żeby przez zaniechanie lub bezinteresowność innych nikt już nie musiał cierpieć, tak jak my teraz...

Jego zdaniem trzeba też na poważnie zająć się bezmyślnymi kierowcami zabijającymi na drogach niewinnych ludzi. - Może nacisk opinii publicznej wymusi ostrzejsze ich traktowanie. Pokażmy im, że nie są bezkarni - apeluje Artur Kołakowski.

Dyrektor strajkuje

O tym, że odszedł człowiek nietuzinkowy, znany i szanowany w regionie świadczą tłumy żegnających go podczas pogrzebu ludzi, a także liczba nekrologów w regionalnych gazetach. Dał się poznać przede wszystkim jako osoba niepokorna, wyrazista, ale i skuteczna.

Gdy pojawił się przed 5 laty jako nowy dyrektor szpitala psychiatrycznego w Żurawicy, przywitały go strajki. Niedługo później sam ze śpiworem pod pachą dołączył do pielęgniarek domagających się podwyżek. Pokazał w ten sposób, że mimo iż jest szefem szpitala, w sferze finansowania ma bardzo ograniczone możliwości.

Później poszedł do sądu, pozywając ministerstwo zdrowia i NFZ. Sprawy wygrał i szpital dostał zaległe pieniądze.

Wcześniej, będąc wicestarostą jarosławskim, zabiegał o budowę obwodnicy. Inwestycja nie mogła ruszyć, więc - mimo pełnionej funkcji - zorganizował blokadę krajowej czwórki biegnącej przez Jarosław.

- Zawsze miał swoje zdanie i starał się je realizować - podkreśla Zofia Karwańska, koleżanka z pracy w szkole oraz występów w zespole tanecznym i nauczycielskim kabarecie. - Z uporem robił swoje, ale nie był uparty. Czasem wybierał niestereotypowe rozwiązania. Jedni się z nim zgadzali, inni sprzeciwiali. A na co dzień był zwykłym, nie zadufanym w sobie człowiekiem.

- Zawsze udawało nam się dogadać, chociaż zdarzało się, że mieliśmy różne zdania. Gdyby takich ludzi było więcej, łatwiej mielibyśmy w urzędach i w życiu codziennym - uważa Jerzy Batycki, starosta jarosławski.

Człowiek orkiestra

Pogrzeb Janusza Kołakowskiego organizowało wspólnie z rodziną jarosławskie starostwo. Pomagało miasto, wojsko, policja i inne służby mundurowe, a pojawili się na nim przedstawiciele samorządów z całego regionu. Kondukt żałobny otwierał zespół pieśni i tańca z powiatowego ogniska baletowego. Wszyscy w strojach ludowych.

O tym, że Janusz Kołakowski był barwną postacią, świadczy chociażby różnorodność jego zajęć. Był nauczycielem, samorządowcem, menedżerem w służbie zdrowia, organizatorem akcji charytatywnych i festiwalu kulturalnych, a nawet... choreografem i tancerzem.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 8

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

M
Michał

Wszystko się zgadza, jedynie to trochę krzywdąca jest zdanie pana Artura chodź nie dziwię mu się, że tak mówi bo wkońcu stracił ojca, tylko jeżeli człowiek widzi tak palący się samochód to boi się podejść, w każdej chwili może wybuchnąć, sam może się poparzyć, patrzmy na to z innej strony

g
gorgona
Kiedy Janusz kończył swoją kadencję wybuchła "afera" z zakupem sprzętu do jarosławskiego szpitala. Jednym z dziennikarzy, który go najostrzej rozliczali był autor tego artykułu. Później się okazało, że wszystko było wyssane z palca, ale Janusza taka postawa dziennikarza R.K. bardzo, bardzo bolała, przez wiele, wiele lat - kilka razy o tym mówił. Poza tym on uciekał wszystkim jarosławskim politykom - dlatego podczas sesji Rady Powiatu, kiedy był "tylko" radnym mało który z innych radnych z nim rozmawiał, mało który. Sam to widziałem...Szanowali go tylko obecni tam dziennikarze. Dziś wszyscy to jego koledzy, ale chyba raczej chcą skorzytac na tej śmierci. Smutne, bardzo smutne. Odpoczywaj w pokoju Januszu.

Jak wynika z wpisu - "Janusz" - był bardzo pamiętliwy jak również będąc "tylko " radnym - bezfunkcyjnym nie bratał się z politykami. Ale jednocześnie od tych polityków bezproblemowo "przyjął" funkcję dyrektora szpitala - a nie mając wykształcenia fachowego był przywiezionym w teczce aparatczykiem. Tal to popularnie od wielu lat się nazywa.
Zasłynął czym:
1. strajkiem wraz z pielęgniarkami - tylko od niego zależały podwyżki dla pielęgniarek, zamiast je dać rozłożył materac
2. procesy z MZ o zapłatę za leczenie chorych - normalna procedura zgodna z prawem

I to tyle zasług, które tak skrzętnie są wymieniana. Czy te zasługi pozwalały na tak uroczystą oprawę pogrzebu - wojsko, salwa honorowa- nie był wojskowym. Wstrzymanie ruchu - wystarczyło posłuchać kierowców stojących w korkach dodatkowo spowodowanych uroczystościami.

Czy Kołakowski swoim postępowaniem oczekiwał takiej uroczystości - nie wiem, z opinii wynika, że był skromnym człowiekiem. Kto chce na tej smutnej uroczystości zbijać kapitał polityczny - widać i nie trzeba podawać nazwisk. I to jest najbardziej smutne, że tragedia dla Rodziny jest okazją do zaistnienia przed wyborami. Bez zahamowań.
l
lisa

Kierowca jest mieszkańcem Ostrowa a nie Radymna jak błędnie podano w tym artykule.

U
Uczennica

Pamietam jego lekcje ;( odpoczywaj w pokoju !

G
Gość

pami€tam jak pod ªdwunastke* rowerem przyjezdzal... w takim brunatnym prochowcu :}

d
d

Dzisiaj dobrze jest mówić, że tak to jest. Powiem jedno, kiedy przybyłem do domu dziecka w Jarosławiu w odwiedziny, Janusz przyjechał tam, bo dowiedział się, że będę. Pani dyrektor powiedziała: "Pan Starosta zawsze się o nas troszczy". To mi wystarczyło. Wiedziałem, że ten gość ma różne sprawy, ale jedna jest najważniejsza. On dba o ludzi. Ni zdążyłem go odwiedzić w Żurawicy, a tak mnie zapraszał. Znowu wiersz ks. Twardowskiego. Tacy jesteśmy. Niestety.

z
znajomy

Kiedy Janusz kończył swoją kadencję wybuchła "afera" z zakupem sprzętu do jarosławskiego szpitala. Jednym z dziennikarzy, który go najostrzej rozliczali był autor tego artykułu. Później się okazało, że wszystko było wyssane z palca, ale Janusza taka postawa dziennikarza R.K. bardzo, bardzo bolała, przez wiele, wiele lat - kilka razy o tym mówił. Poza tym on uciekał wszystkim jarosławskim politykom - dlatego podczas sesji Rady Powiatu, kiedy był "tylko" radnym mało który z innych radnych z nim rozmawiał, mało który. Sam to widziałem...Szanowali go tylko obecni tam dziennikarze. Dziś wszyscy to jego koledzy, ale chyba raczej chcą skorzytac na tej śmierci. Smutne, bardzo smutne. Odpoczywaj w pokoju Januszu.

j
japo

Oby ta niepotrzebna śmierć tak zacnego człowieka nauczyła przynajmniej jednego "mistrza prostej" pokory i rozsądku.
Może ten wypadek i jego skutki wpłynie na opamiętanie nabuzowanych adrenaliną matołków w dezelowanych bolidach , może przynajmniej ten weekend będzie bez notki " ....letni kierowca nie zachował należytej ostrożności/jechał z nadmierną prędkością"

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3