Wulgaryzmy kaleczą język

    Wulgaryzmy kaleczą język

    BEATA TERCZYŃSKA

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    prof. Kazimierz Ożóg

    prof. Kazimierz Ożóg ©ARCHIWUM

    Rozmowa z prof. Kazimierzem Ożogiem, językoznawcą z Uniwersytetu Rzeszowskiego: - Dlaczego przeklinamy?
    prof. Kazimierz Ożóg

    prof. Kazimierz Ożóg ©ARCHIWUM

    - Żeby dać upust emocjom. Mówimy brzydko także dlatego, aby kogoś obrazić, poniżyć. To bardzo niedobre zjawisko, godzące w dobre obyczaje i podstawy współżycia. Po trzecie, dlatego, że taka dzisiaj moda. Okazuje się, że mocno przeklinają ludzie sztuki. Młodzież nie widzi nic złego w używaniu mocnych wyrazów. Groźba wulgaryzmów polega na tym, że kaleczą język. Usuwają w cień wiele wyrazów, np. słowem na "k" młodzi zastępują kilkadziesiąt wyrazów.

    - Jak pan profesor reaguje, gdy słyszy przeklinających studentów?

    - Słyszałem niedawno fragment rozmowy dwóch studentek.
    Jedna mówi: "były jaja jak berety", więc zapytałem "jakie jaja? i usłyszałem "Dzień dobry, panie profesorze". Studentka uciekła od problemu. Mam także przykłady dialogów, których nie zacytuję publicznie. Przedwczoraj w autobusie z ust dziewczyny rozmawiającej z chłopakiem 15 razy padło określenie "zaj"... "Zaj"... był film, kawałek, wypas. Kilka razy zwracałem uwagę i spotkałem się z nieprzyjemną odpowiedzią. Często staram się tłumaczyć, że mamy tak piękną i bogatą polszczyznę, że warto to docenić. Bywało też, że zdenerwowany powiedziałem przeklinającemu, że tak prymitywnego człowieka to w życiu nie widziałem. A zdenerwowane dziewczyny klną gorzej od chłopaków. Byłem zbulwersowany. To stereotyp, że przekleństwa to domena mężczyzn.

    - Dawniej nie wypadało publicznie kląć.

    - To była sfera tabu. Funkcjonowało określenie: słowa nieparlamentarne. Dzisiaj, niestety, w parlamencie bardzo brzydkie wyrazy są często słyszane. Weszliśmy w obręb kultury konsumpcyjnej. Wulgaryzacja nasila się od 1989 r.

    Czy przez cały dzień z ich ust nie padnie niecenzuralne słowo - zapytaliśmy wczoraj ok. godz. 12 w południe dwie znane osoby.


    Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa:

    - Nie wiem, czy jakieś brzydkie słowo nie wymknie mi się. Sprowokowała mnie niezałatwiona sprawa, z jaką pojawiła się mieszkanka bloku przy ul. Hetmańskiej. Używam brzydkich słów tylko wtedy, kiedy złoszczą mnie spawy, które już dawno powinny być załatwione. Złości mnie nieudolność urzędników. Nie klnę z przyzwyczajenia. W domu, na korcie tenisowym, za kierownicą - nigdy.

    Mieczysław Janowski, senator:

    Staram się w ogóle nie przeklinać. Dziś na pewno nie. Uważam, że swoją ekspresję można wyrazić w inny sposób. Przekleństwa zaśmiecają język, obrażają. W niektórych sytuacjach mogę zrozumieć użycie brzydkiego słowa, choć razi mnie to. Nie ma jednak nic gorszego niż przeklinająca kobieta. Nie do twarzy jej z wulgaryzmami.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo