Wychodzą w góry pijani lub piją po drodze. Bieszczadzcy goprowcy apelują do turystów o rozsądek

Beata Terczyńska
Beata Terczyńska
Akcja goprowców na Małej Rawce. GOPR BIeszczady/FB
W górach plagą stają się turyści, którzy zabierają z sobą piwo, czy znacznie mocniejsze trunki do plecaków. Wydaje im się, że rozgrzeją się podczas wspinaczki zimą, poprawią sobie humor, a to najkrótsza droga do tragedii. Bywa, że ratownicy muszą ściągać ze szczytów pijanych ludzi, którym plączą się nogi i nie są w stanie sami maszerować. - Takich delikwentów powinno się surowo karać i niech płacą za akcje ratunkowe - uważa wielu.

Zaledwie parę dni temu pisaliśmy, iż ratownik dyżurny ze Stacji Centralnej w Sanoku odebrał telefon od turystki, że na Małej Rawce znajduje się dwóch całkowicie pijanych panów. Kobieta mówiła, że obaj leżą na śniegu, są przemoczeni, nie są w stanie iść i logicznie się wysłowić.

Taki też widok zastał ratownik, który dotarł na miejsce. Ocenił, że jeden z mężczyzn jest w takim stanie upojenia, że nie da rady sam iść i potrzebna jest jego ewakuacja. Drugi, w nieco lepszym stanie, "czuwał" nad kolegą.

Ratownicy z Ustrzyk Górnych wyruszyli na pomoc. Wezwano również policję na wypadek agresywnego zachowania turysty "pod wpływem". Na Przełęczy Wyżniańskiej mężczyzna został przekazany policji, gdzie po przebadaniu alkomatem okazało się, że w wydychanym powietrzu miał prawie 2 promile.

- Niestety, ostatnimi czasy odnotowujemy coraz więcej akcji związanych z nietrzeźwymi osobami - zwracają uwagę bieszczadzcy goprowcy. - Picie alkoholu w górach zimą może mieć katastrofalne skutki! Apelujemy o rozsądek!

Jerzy Godawski, zastępca naczelnika Bieszczadzkiej Grupy GOPR mówi, że tak naprawdę poza ostrzeganiem, informowaniem, apelowaniem, żeby chodzenia po górach nie łączyć z piciem alkoholu, niczego więcej tak naprawdę nie mogą zrobić. Ich misją jest ratowanie, a nie karanie.

- Czy to osoba pijana, czy trzeźwa, idziemy nieść jej ratunek - mówi.

Zwraca uwagę, że turysta, który sięgnie po procenty może na przykład stracić równowagę, poślizgnąć się, spaść. Może zabłądzić.

- W tej chwili w górach i dolinach leży jeszcze śnieg. Panuje zima, a nie wiosna. Taka osoba zamroczona alkoholem, może po prostu zamarznąć - uczula na konsekwencje. - O duże kłopoty, czy wręcz tragedię naprawdę nietrudno. Sam nie raz zwoziłem z gór kompletnie pijane osoby. Parę lat temu zadzwoniła do nas zaniepokojona kobieta, że mąż wyszedł na wędrówkę i nie wrócił. Znaleźliśmy go siedzącego na szlaku, pijanego, nie bardzo wiedzącego co ma z sobą począć.

Przyznaje, że regularnie znajdują na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego puszki po piwie, ale i flaszki po wódce. Nie tylko tzw. "małpki".

- Policjanci na górskich szlakach interweniują w zdecydowanej większości na wezwanie innych służb m. in. GOPR-u czy Straży Leśnej, w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa lub wykroczenia - mówi podinsp. Marta Tabasz - Rygiel, rzecznik prasowy KWP w Rzeszowie.

- Interwencje wobec osób znajdujących się pod działaniem alkoholu najczęściej polegają na udzieleniu im pomocy w sytuacji zagrożenia ich życia bądź zdrowia. Oczywiście mogą mieć miejsce sytuacje, gdy ich stan i zachowanie naraża na niebezpieczeństwo inne osoby, wówczas możliwe jest wyciagnięcie konsekwencji prawnych. Każda sytuacja traktowana jest indywidualnie. Należy jednak pamiętać, że wyjście w góry pod wpływem alkoholu jest nie tylko lekkomyślne i niebezpieczne dla osoby nietrzeźwej, ale także dla tych, którzy w razie potrzeby ruszają im z pomocą - dodaje.

Wiele osób uważa, że napominanie to za mało i trzeba takie osoby po prostu karać surowymi mandatami. "Niech płacą za akcję i latem sprzątają całe góry, bo ktoś musi za nich usuwać te butelki, które na pewno zostawili w górach", "Jak najbardziej na początek mandat od policji za picie w miejscu publicznym, a później rachunek za akcję GOPR", "Obciążyć kosztami akcji i do tego 100 godzin prac społecznych", "Jak ogólnie jestem przeciwko zmianom prawa i płaceniem za akcje, tak tego typu wybryki powinny być jednak zakazane prawnie i karane - jeśli nie zwrotem kosztów akcji, to np. grzywną. Poza trudem ratowników szkoda jeszcze turystów, którzy przez pijanych głupców mieli zepsutą wycieczkę... normalnie aż szkoda dla takich się fatygować i zmieniać plany", "Obciążyć kosztami jak w Czechach, to się odechce" - czytamy komentarze pod wpisem goprowców o akcji na facebooku.


Zobacz 10 najwyższych szczytów w polskich Bieszczadach

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

x
xxx xxx

Ludzka głupota nie zna granic. Na szlaki chodzi się dla przyjemności,zdrowia itp. Pić można w po zejściu w pensjonatach, na kwaterach.Polskie Państwo powinno wziąść przykład ze Słowacji.Po niedługim czasie GOPR miałby dużo mniej niepotrzebnej pracy.

Dodaj ogłoszenie