Wygrywają olimpiady i konkursy. W czym tkwi tajemnica ich sukcesu?

Alina Bosak
- Uczeń potrzebuje mistrza - mówią Dominik Trojnar, student z Łańcuta i Jacek Koźmic, gimnazjalista z Kolbuszowej.
- Uczeń potrzebuje mistrza - mówią Dominik Trojnar, student z Łańcuta i Jacek Koźmic, gimnazjalista z Kolbuszowej. Krystyna Baranowska
Geny, szczęście? Dobry nauczyciel? Profesor Włodzimierz Kalita kręci głową: - Owszem, ale przede wszystkim praca.

- Mam dobrą pamięć - oświadcza Jacek, zwycięzca czterech wojewódzkich olimpiad. - Ja w olimpiadach nie wygrywałem - uśmiecha się Dominik, drugi w historii Polak, który dotarł do finału światowego konkursu Imagine Cup.

Jacek Koźmic - uczeń III klasy Gimnazjum nr 2 im. Jana Pawła II w Kolbuszowej, jest jednym z
najzdolniejszych gimnazjalistów na Podkarpaciu. W tym roku szkolnym na olimpiadach zdobył laury z aż czterech przedmiotów - matematyki, fizyki, chemii i wiedzy technicznej. Takim sukcesem może się pochwalić jeszcze tylko dwoje uczniów w regionie.

- Już w przedszkolu znał tabliczkę mnożenia - uśmiecha się Bożena Koźmic. Mama Jacka uczy matematyki.

- Kiedy byłem mały, a mama przygotowywała zadania dla uczniów, to lubiłem je rozwiązywać. Byłem w przedszkolu czy pierwszej klasie, a zadania były dla uczniów 5-6 klasy. Strasznie się cieszyłem, kiedy udało mi się jakieś rozwiązać. I tak zacząłem się interesować matematyką.

Geny Dominika

Czy geny pomagają w osiąganiu sukcesów? Dominik Trojnar - już z tytułem inżyniera i w trakcie studiów magisterskich na kierunku Elektronika i Telekomunikacja na Wydziale Elektrotechniki i Informatyki Politechniki Rzeszowskiej - specjalnie nad tym się nie zastanawia.

- Mam kuzyna, który wygrywał w poważnych konkursach, ale z geografii. Z drugiej strony, moja rodzina to umysły ścisłe. Najbardziej humanistycznym zawodem, jakim zajmują się krewni, jest ekonomia.

Jednak nawet na tle takiej rodziny - skala sukcesu Dominika wyróżnia. Tydzień temu on i jeszcze pięciu studentów, którzy pokonali 4,5 tysiąca rywali z całego świata, zmierzyli się w finale konkursu Imagine Cup 2010.

Zmagania dotyczyły Technologii Informatycznych (konkurs rozgrywany jest jeszcze w czterech innych kategoriach). Dominik jest bowiem specjalistą od projektowania i wdrażania infrastruktury sieciowej i teleinformatycznej, wie np. jak sprawić, by poczta emailowa krążyła w sieci bezpiecznie i trafiała pod właściwe adresy. Dzięki takim jak on, spotykamy się na Gadu-Gadu i rozmawiamy przez Skype.

- Finał konkursu trwał dobę - opowiada. - Z domowego komputera łączyłem się z serwerami w Stanach Zjednoczonych. Dostałem 15 zadań do zrealizowania w ciągu 24 godzin. Oprócz tego kilka zadań dodatkowych, z którymi trzeba się było uporać np. w godzinę. Z kilkoma miałem problem. Wiedziałem jak je wykonać, ale brakowało mi czasu.

Talent trzeba dopingować

- W każdej szkole są uczniowie zdolni - uważa Mirosław Kaczmarczyk, dyrektor gimnazjum, do którego chodzi Jacek Koźmic. - U nas też zawsze byli, ale przez pewien czas nie odnosiliśmy sukcesów w konkursach przedmiotowych. To denerwowało i dziwiło. Wspaniały uczeń startował w konkursie, ale wracał bez dobrych wyników.

Okazało się, że cała tajemnica to indywidualne programy nauki. Uzdolnionym uczniom zaproponowano dodatkowe godziny z przedmiotów, które odpowiadały ich talentowi. Od razu zaczęli wygrywać w olimpiadach. Pracowali uczniowie i nauczyciele. Helena Mazan przez całe ferie każdego dnia spotykała się z Jackiem w szkole na indywidualnych lekcjach z matematyki.

- Sukcesy w nauce nie przychodzą bez wysiłku - podkreśla dyrektor Kaczmarczyk. - To jest trochę jak z treningiem sportowym - potrzebny jest doping rodziców i nauczycieli, bo te dzieci muszą więcej ćwiczyć i pracować niż rówieśnicy.

- Trzeba być zdyscyplinowanym - przyznaje Jacek. Uczy się szybko, w lot rozumie skomplikowane, matematyczne zagadnienia, ma świetną pamięć, ale to za mało, by wygrywać.

- W domu wprawdzie się nie muszę już uczyć, ale dużo czasu spędzałem na dodatkowych lekcjach z nauczycielem. Czasem było ciężko, kiedy miałem zajęcia do szesnastej, a godzinę później znów wracałem do szkoły.

Dlaczego więc bierze udział w olimpiadach?
- Bo lubię wygrywać. I chcę być mądry jak mój brat, który skończył AGH i jest świetnym programistą.

Geniusz może się zmarnować

Dr hab. inż. Włodzimierz Kalita, profesor Politechniki Rzeszowskiej miał okazję uczyć już wielu ponadprzeciętnie zdolnych studentów i wie, że i Dominik, i jemu podobni muszą poświęcić większość swojego czasu, by osiągnąć mistrzostwo.

- Z historii wiadomo, że niejeden geniusz skończył w alkoholu i nic ze swojego geniuszu innym nie przekazał, a inni, często w dużej nawet biedzie, robili rzeczy wielkie - przypomina profesor.

- Dzisiejsze czasy nie wymagają od wybitnych ponoszenia wielkich ofiar i życia w biedzie. Ale nie oszukujmy się, bez pracy, wysiłku, dyscypliny, boży dar można zmarnować.

Bo dar jest jednak warunkiem koniecznym. Nie wystarczy pobożne życzenie rodziców i terroryzowanie dziecka wybujałymi wymaganiami. Do odnoszenia sukcesów potrzebny jest bowiem jeszcze jeden warunek - pasja. Profesor Kalita wspomina początki swoich studiów.

- Poszedłem na politechnikę po ogólniaku. Byłem zielony z wiedzy technicznej. Na tym samym roku był kolega po technikum, nawet z wynalazkami na koncie. On zrezygnował, a ja poczułem się jak ryba w wodzie. Bo choć nie znałem rysunku technicznego, zadania rozwiązywałem bez żadnych problemów. Trzeba mieć techniczną duszę.

Czasu nie liczę

Dominik w liceum nie interesował się technologiami informatycznymi (IT). Mówi, że wszystkiego nauczył się na studiach i w Kole Naukowym Elektroniki i Technologii Informacyjnych.

- Pokazałem studentom kawałek "sztuki" projektowania sieci teleinformatycznych i powiedziałem, że albo muszą się uczyć sami albo w kółku i znalazło się kilka osób, które chciały tego kółka. I powstało - mówi mgr inż. Bartosz Pawłowicz, który opiekuje się grupą zapaleńców. - A teraz przychodzą do nas kolejni.

- To jest pasja. To mnie interesuje - podkreśla Dominik. - Do konkursu Imagine Cup specjalnie się nie przygotowywałem. Chciałem poszerzyć własną wiedzę, a w konkursie wystartowałem przy okazji. Cieszę się, że jestem wśród sześciu najlepszych na świecie.

Które zajął miejsce dokładnie dowie się w lipcu, bo wtedy zostaną ogłoszone wyniki. Wie, że miał mocnych rywali - ludzi, którzy na co dzień pracują w branży IT.

W konkursie po raz pierwszy musiał zaprojektować i wdrożyć infrastrukturę IT w ciągu 24 godzin. W domu nie miał jak tego przetrenować, koło naukowe na Politechnice w tej chwili również nie dysponuje dostatecznym sprzętem.

Kto mnie odkryje

Bartosz Pawłowicz śmieje się, że do jego koła trafiają same nieodkryte talenty:
- Zdolnych studentów jest naprawdę wielu, ale większość w siebie nie wierzy. Dopiero, kiedy zrobią pierwszy krok, by poszerzyć wiedzę w jakiejś dziedzinie odkrywają, na jak wiele ich stać. W takim kole jak nasze wiele uczą się od siebie nawzajem.

Profesor Kalita porównuje to do peletonu kolarskiego. Zawsze jest lider, który nadaje tempo. Ale też oddech rywali na plecach sprawia, że zdobywa się więcej, niż w pojedynkę.

- Jacek zawsze chciał dorównać bratu - mówi pani Bożena i dodaje, że chociaż ma czterech wspaniałych synów, nie zna przepisu na genialne dziecko. - Najstarszy Krzysiek po prostu taki był. Grzeczny i zdolny, a następni go naśladowali.

Jacek jest wpatrzony w brata i wciąż chce być lepszy.

- Trafiłem do fajnej klasy - mówi. - Mój najlepszy przyjaciel, Karol Kabała też interesuje się fizyką i chemią. Był laureatem olimpiad z historii i geografii, z której ja jestem nogą. Uzupełniamy się. Obu interesuje nas informatyka. Kiedy razem pracujemy, to nawzajem podnosimy sobie poprzeczkę. Jest jeszcze Monika Fryc, najlepsza w klasie z angielskiego (też laureatka olimpiady). Nie chcę być od niej gorszy, więc też staram podciągać z tego języka.

Czasem Jacek myśli, że jest za mało pracowity. Bo zamiast programować na komputerze, uwielbia czytać książki. Najlepiej fantasy. Pratchetta, Tolkiena. Dominik też ma wiele ulubionych lektur. Ostatnio zainteresowała go twórczość Stephena Clarke'a, chętnie wraca do "Mistrza i Małgorzaty". Jacek woli podróżować w wyobraźni, Dominik - na rowerze dojechał do Wilna, Częstochowy, Lwowa.

- Trzeba też żyć pełnią życia, nie być tylko "kujonem", ale mieć czas na odpoczynek, hobby, rozrywkę, książkę i muzykę - mówi profesor Kalita. - Trzeba mieć przyjaciół, którzy będą wsparciem, gdy inni zaczną zazdrościć sukcesów.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

ale trole hehe

K
KS

Pozdrawiam Prof. Kalitę. Zajęcia z nim wspominam do dziś. Studiowałem u niego w ZUE.

Dodaj ogłoszenie