Z nożem na brata i ojca

Dorota Wilk
Wczoraj Czesław M., siedział w policyjnej izbie zatrzymań w Komendzie Powiatowej Policji w Kolbuszowej. Na czwartek prokuratura zaplanowała jego przesłuchanie i postawienie mu zarzutu zabójstwa brata.
Wczoraj Czesław M., siedział w policyjnej izbie zatrzymań w Komendzie Powiatowej Policji w Kolbuszowej. Na czwartek prokuratura zaplanowała jego przesłuchanie i postawienie mu zarzutu zabójstwa brata. TADEUSZ POŹNIAK
17-letni Krzysztof z Woli Raniżowskiej zginął od jednego ciosu nożem, prawdopodobnie w serce - słyszymy w prokuraturze. Stanął w obronie ojca, którego starszy brat okładał butem.

We wtorek wieczorem w domu M., w Woli Raniżowskiej 16 - letnia siostra Krzysztofa wezwała policję. Jej o rok starszy brat prawdopodobnie już wtedy nie żył.

Awantura o nic

Z relacji domowników wynika, że 27-letni Czesław po powrocie do domu wszczął awanturę.

- Właściwie o nic. Rzucił się na ojca i zaczął go bić butem - opowiada Jerzy Tokarz z prokuratury w Kolbuszowej.

W obronie 64-letniego mężczyznę stanął Krzysztof. Prosił starszego brata, żeby się uspokoił. Ten poszedł do kuchni po nóż.

- Uderzył nim młodszego brata a potem ojca. 17-latek zmarł natychmiast. Ojciec został zraniony w płuco i trafił do szpitala - dodaje Tokarz.

Stan 64-letniego mężczyzny oceniano we wtorek jako ciężki. W środę Zbigniew Strzelczyk, dyrektor kolbuszowskiego szpitala był dobrej myśli: - Jest stabilny, będzie żył - zapewniał.

Cios w serce

Co wywołało agresję 27-letniego Czesława?

- Może alkohol i leki, które wziął, m.in relanium - zastanawia się prokurator.

Czesław M. nie był wczoraj przesłuchiwany.

- Zanim postawię mu zarzut zabójstwa muszę wziąć udział w sekcji zwłok 17-latka, żeby dowiedzieć się, co było bezpośrednią przyczyną jego śmierci. Prawdopodobnie cios nożem w serce - wyjaśnia prokurator.

Lubili go we wsi

Rodzina M. mieszka na końcu wsi.

- Mają dwanaścioro dzieci - wyliczają w Woli Raniżowskiej.

Podobno tylko trójka się usamodzielniła. Krzysztof był jednym z najmłodszych dzieci i najbardziej lubianym przez sąsiadów.

- Był przedobrym dzieckiem, a jaki pracowity! - ubolewa kobieta z sąsiedztwa. - Do każdej roboty się najmował, żeby tylko parę grosz zarobić.

Ludzie z sąsiedztwa twierdzą, że rodziny M. nie odwiedzają.

- Nie ma tam, po co chodzić - rzuca sąsiadka. Słychać tylko, że zaglądała tam policja. A w dniu tragedii nie tylko Czesław M., miał być pod wpływem alkoholu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie