Zaczęły się schody

Monika Chmiel, Grzegorz Daszykowski
Antoni Szymański, wiceprezes rzeszowskiego oddziału Towarzystwa Walki z Kalectwem i sześć schodów nie do pokonania.
Antoni Szymański, wiceprezes rzeszowskiego oddziału Towarzystwa Walki z Kalectwem i sześć schodów nie do pokonania. Fot. Krystyna Baranowska
W rzeszowskim Ratuszu nie ma podjazdu dla niepełnosprawnych na wózku, bo nie zezwala na to konserwator. W innych urzędach też nie jest najlepiej.

W wielu z nich wystarczy ponoć nacisnąć dzwonek przed wejściem, a urzędnicy wyjdą i pomogą. Problem w tym, że dzwonki nie zawsze działają.

Budynek Urzędu Miasta przy ul. Okrzei 1. Tutaj m.in. załatwia się wydanie lub wymianę dowodu osobistego. Aby wejść do środka, niepełnosprawny ma do pokonania pięć schodów. Przy schodach jest domofon. Gdy się zadzwoni, z budynku mają wyjść urzędnicy i pomóc. Podobnie jest w budynku przy pl. Ofiar Getta (sześć schodów do pokonania). Zamiast domofonu, jest dzwonek.

- Z własnego doświadczenia wiem, że te domofony i dzwonki zawodzą - mówi Antoni Szymański, wiceprezes rzeszowskiego oddziału Towarzystwa Walki z Kalectwem.

Zabytek ważniejszy od niepełnosprawnych?

Marcin Stopa, rzecznik prezydenta uważa, że sytuacja powoli, ale poprawia się. - Władze miasta rozumieją potrzeby niepełnosprawnych, dlatego w planie jest tworzenie jak największej liczby udogodnień dla osób poruszających się na wózkach.

Najlepsze byłyby podjazdy przed budynkami urzędów miejskich, na budowę których nie trzeba nawet specjalnych zezwoleń.

Problem jest z Ratuszem. To zabytkowy budynek i każda zmiana musi być uzgodniona z konserwatorem. Ale trudno nie zadać pytania, czy przez to, że budynek jest zabytkowy, ma być niedostępny dla niepełnosprawnych mieszkańców Rzeszowa?

Wracam do domu z niczym

Zdaniem władz miasta, niepełnosprawni mogą liczyć na pomoc i wyrozumiałość urzędników. Ci w razie potrzeby powinni wyjść przed budynek do inwalidy z odpowiednim drukiem lub dokumentem do podpisania. Ale jednak, nie zawsze tak jest.

- Bywa, że jestem przed urzędem, nikt się mną nie zainteresuje, a w pobliżu nie mam bliskiej osoby, która mogłaby mi pomóc. Wtedy, po prostu, wracam do domu z niczym - mówi Szymański.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie