Zawsze va banque

Marek Bluj
Urodził się 8 lutego 1948 roku w Jedliczach k. Krosna. Żona Stanisława, córki Dominika, Justyna i Patrycja. <br>Gdy miał 16 lat zaczął grać w III-ligowej Resovii. Z tym zespołem, uważanym przez wielu fachowców za najlepszy w historii polskiej siatkówki, cztery razy zdobył tytuł mistrza Polski (lata 1971, 1972, 1974 i 1975). W 1973 roku Resovia była druga w Pucharze Europy, za CSKA Moskwa. <br>W reprezentacji Polski rozegrał, w latach 1970-73, 102 mecze. Olimpijczyk z 1972 roku. Grał i pracował w klubach zagranicznych. <br>Od 1994 roku przez trzy lata prowadził zajęcia w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Rzeszowie. Jego podopiecznymi byli m.in. tak znani obecnie zawodnicy jak Maciej Prus, Robert Szczerbaniuk, Piotr Lipiński, Grzegorz Wagner. Następnie prowadził Mostostal Azoty Kędzierzyn Koźle zdobywając złoty (1998) i srebrny (1999) medal mistrzostw Polski. W ostatnich sezonach prowadzony przez niego KS Ivett Jastrzębie zajmował trzecie i czwarte miejsce. <br>Lubi układać puzzle (największe, jakie ułożył, składały się z pięciu tysięcy kawałków), grać w brydża oraz oglądać filmy, w czasie których "adrenalina podnosi się do takiego poziomu, jak przy meczowej piłce w górze". <br>
Urodził się 8 lutego 1948 roku w Jedliczach k. Krosna. Żona Stanisława, córki Dominika, Justyna i Patrycja. Gdy miał 16 lat zaczął grać w III-ligowej Resovii. Z tym zespołem, uważanym przez wielu fachowców za najlepszy w historii polskiej siatkówki, cztery razy zdobył tytuł mistrza Polski (lata 1971, 1972, 1974 i 1975). W 1973 roku Resovia była druga w Pucharze Europy, za CSKA Moskwa. W reprezentacji Polski rozegrał, w latach 1970-73, 102 mecze. Olimpijczyk z 1972 roku. Grał i pracował w klubach zagranicznych. Od 1994 roku przez trzy lata prowadził zajęcia w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Rzeszowie. Jego podopiecznymi byli m.in. tak znani obecnie zawodnicy jak Maciej Prus, Robert Szczerbaniuk, Piotr Lipiński, Grzegorz Wagner. Następnie prowadził Mostostal Azoty Kędzierzyn Koźle zdobywając złoty (1998) i srebrny (1999) medal mistrzostw Polski. W ostatnich sezonach prowadzony przez niego KS Ivett Jastrzębie zajmował trzecie i czwarte miejsce. Lubi układać puzzle (największe, jakie ułożył, składały się z pięciu tysięcy kawałków), grać w brydża oraz oglądać filmy, w czasie których "adrenalina podnosi się do takiego poziomu, jak przy meczowej piłce w górze". MAREK BLUJ
Rozmowa z JANEM SUCHEM, świetnym ongiś siatkarzem Resovii i reprezentacji Polski, od niedawna trenerem AKS-u Resovii.

- Coś tu nie gra. Facet o takim autorytecie i dorobku przenosi się z Ivettu Jastrzębie, kandydata na mistrza Polski, do beniaminka serii B. Na Śląsku mógł pan siedzieć, jak u pana Boga za piecem i liczyć kasę. W Rzeszowie ani świętego spokoju, ani kokosów

- Sentyment może nie, ale życie. Mam tu dom, rodzinę, której będę poświęcał więcej czasu. Dość tułaczki po świecie. Na pewno nie przyjechałem po kasę, bo po przenosinach trzykrotnie straciłem na poborach. A jeżeli chodzi o sentyment, to jest go całkiem sporo. W Resovii występowałem od trzeciej ligi do zdobycia tytułu mistrza Polski i Pucharu Europy. Potem przez sześć lat grałem w Szwajcarii, przez kolejne sześć prowadziłem Resovię i pracowałem w Szkole Mistrzostwa Sportowego.

- A więc o powrocie na stare śmieci zadecydowały względy rodzinne?

- Tak. Rodzina jest najważniejsza. Ale cieszę się także z tego, że wraz z moim powrotem siatkarze powrócili do nazwy Resovia. Mamy tutaj wspólnie wiele do zrobienia. Jest pierwsza liga; zdobyta trochę kuchennymi drzwiami, ale najważniejsze, że jest. Jest grupa działaczy, moich kolegów, są solidni sponsorzy. Są więc podstawy, aby rozpocząć proces powrotu do lat świetności rzeszowskiej siatkówki. Zawsze byłem bardzo ambitny - kiedyś jako zawodnik, obecnie jako trener - i za cel postawiłem sobie awans do ligi zawodowej. Chcę, aby już za rok pojechać z drużyną AKS-u Resovii do Jastrzębia, Częstochowy i Kędzierzyna po ligowe punkty.

- Zespół został już praktycznie zbudowany. Jego centralnym ogniwem jest Sławomir Gerymski?

- Z nim, w pierwszym roku pobytu w Mostostalu Kędzierzyn, zdobyłem tytuł mistrza Polski. Był jeszcze Rafał Musielak i czterech juniorów, w tym Marcin Prus i Robert Szczerbaniuk. Gerymski nimi kierował. Wszystko wydaje się poukładane jak należy. Ważne jest także to, że na każdą pozycję mam dublera.

- Nie obawia się pan, że zespół oparty na armii zaciężnej - poniekąd z konieczności, bo w Rzeszowie nie ma młodych talentów - może po jakimś czasie zrejterować?

- Rzeczywiście, ze szkoleniem jest problem, ale jest szansa, że coś się zmieni. Podczas meczów reprezentacji Polski kobiet rozmawiałem z ministrem Stefanem Paszczykiem, Januszem Biesiadą - prezesem PZPS, oraz z Tadeuszem Ferencem - prezydentem Rzeszowa, aby założyć tu jedną z czterech w Polsce międzyregionalnych szkół mistrzostwa sportowego. Dzisiaj jeszcze nie mieliśmy innego wyjścia, musieliśmy sięgnąć po armię zaciężną. Chociaż nie tak do końca, bo Tomek Kozłowski i Stanisław Pieczonka, grający ostatnio w Czarnych Radom, pochodzą z Gorlic. Obecnie jednak, chcąc osiągnąć znaczący wynik, trzeba się oprzeć na zawodnikach z zewnątrz.

- Nie boi się pan, że może nie wyjść?

- Czego tu się bać? Mam dużo szczęścia. Od ponad 20 lat jestem trenerem i jeszcze nie przegrałem. To prawda, zawsze stawiam sobie trudne cele, jednak wychodzę nawet z największych opresji obronną ręką. Z przebudowanym zespołem Jastrzębia, który miał siódmy budżet w kraju, miałem zakwalifikować się do czołowej czwórki. Oświadczyłem publicznie, że w przeciwnym razie podam się do dymisji. Zdobyliśmy brązowy medal. Pożegnałem się z zawodnikami, zarządem klubu w bardzo sympatycznej atmosferze, na stadionie piłkarskim. Wracam do Rzeszowa nie jako przegrany.

- Pracował pan z wieloma znanymi zawodnikami. Czy te polskie gwiazdy są bardzo rozkapryszone?

- Są to złote dzieci, bo jako juniorzy zdobywali mistrzostwo świata i Europy, ale można z nimi wytrzymać. Gdzieś jednak po drodze zostały popełnione błędy i zatrzymali się w rozwoju. Dziś zespoły, które z nami kiedyś przegrywały, są od nas lepsze.

- Nasza reprezentacja wygląda na mocno sfrustrowaną. Po nieudanym starcie w Lidze Światowej jedni mówią, że dopadł ją kryzys psychiczny, inni, że finansowy. Jak jest pańska diagnoza?

- W sporcie wiele niepowodzeń zwala się na psychikę. Nawet wtedy, gdy zespół jest źle przygotowany. Wciąż jesteśmy sklasyfikowani w świecie w pierwszej dziesiątce, ale najwyższy czas, by powalczyć o medale.

- Pamięta pan, jak pod halą ROSiR-u stało 10 tysięcy kibiców, aby zobaczyć w akcji siatkarzy Resovii? To się już chyba nie wróci?

- Jakbym mógł zapomnieć takie rzeczy! W 1975 roku mieliśmy grać już w nowej hali, ale jej budowa została wstrzymana. Może teraz, jako trener, będę miał szczęście, że moja drużyna zagra przy pięciotysięcznej widowni.

- Jako zawodnik i jako trener przeżył pan wiele wspaniałych chwil. Ale jako siatkarz mógł pan zdobyć więcej. Czego dzisiaj panu najbardziej żal?

- W 1972 roku zagrałem na olimpiadzie w Monachium, w 1973 roku w Pucharze Świata, w którym zdobyliśmy srebrny medal. Potem przyszedł pamiętny maj i nowe powołania do kadry. Zostałem z tej kadry przez Huberta Wagnera wyrzucony i nie dane mi było osiągnąć w sporcie największych sukcesów - mistrzostwa świata i mistrzostwa olimpijskiego. Ukończyłem za to warszawski AWF i później udało mi się kilka razy pokonać Wagnera. Zresztą parę razy mu w życiu także pomogłem. Nie czuję urazy, chociaż mogłem. Zresztą, dzisiaj, jako trener, uważam, że miał rację. Przecież wygrał.

- Jak drużyna AKS-u Resovii będzie się przygotowywać do sezonu?

- To będzie harówka. Przygotowania rozpoczniemy w piątek, 1 sierpnia. Tydzień później wyjeżdżamy na 10 dni do Zakopanego. Po powrocie mamy zaplanowaną serię meczów kontrolnych, także na Słowacji. Liga rozpoczyna się 4 października. Czekamy na decyzję o systemie rozgrywek. Nie jest jeszcze przesądzone, czy będą play-offy, czy też kolejność zostanie ustalona po 26 meczach. Tak czy inaczej, zagramy va banque.

- Widzę pana często na meczach piłkarzy Stali Rzeszów. Jest pan jej kibicem?

- W Stali gra Rafał Pomianek, mój zięć. Bardzo go cenię, nie tylko jako człowieka, ale także jako sportowca. Szanuję jego wielki sentyment do Rzeszowa, bo przecież mógłby występować w zespole drugoligowym. Jest solidnym zawodnikiem i także dlatego mu kibicuję.

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3