NOWINY24

    Polecamy Twojej uwadze

    Rozwiń
    NOWINY24
    Zwiń

    Polecamy Twojej uwadze

    • Największe tragedie podkarpackich sportowców. Na torach ginęli żużlowcy, na drogach siatkarze i piłkarze
    • Podkarpacka wieś na starych zdjęciach z Narodowego Archiwum Cyfrowego
    • Za nami Plebiscyt „Piłkarskie Laury Podokręgu Rzeszów”

    Zdzisław Kozień - zanim został aktorem, śpiewał przed...

    Zdzisław Kozień - zanim został aktorem, śpiewał przed Hitlerem

    Marcin Kalita

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Jako porucznik Zubek w popularnym serialu "07 zgłoś się”

    Jako porucznik Zubek w popularnym serialu "07 zgłoś się” ©Archiwum

    13 lat temu zmarł związany z Rzeszowem aktor Zdzisław Kozień, niezapomniany Zygmunt Stary z "Królowej Bony" i porucznik Zubek z "07 zgłoś się".
    Jako porucznik Zubek w popularnym serialu "07 zgłoś się”

    Jako porucznik Zubek w popularnym serialu "07 zgłoś się” ©Archiwum

    - Jestem normalnym człowiekiem, bez kompleksów i syfonu w głowie. Aktorstwo zostawiam w garderobie, nigdy nie gram na ulicy. Wiem, że z aktorami pod tym względem bywa rozmaicie. Mnie na tym nie przyłapiecie. Dlatego, że taki po prostu jestem - mówił o sobie Zdzisław Kozień, znakomity aktor, przez lata związany z Rzeszowem.

    "Był typem choleryka. Kiedy się zdenerwował, potrafił strasznie krzyczeć, ale dosłownie za moment był jak do rany przyłóż.
    Był niezwykle wesoły i dowcipny. Zresztą to dość specyficzne poczucie humoru nie opuszczało go do samego końca. Żartował nawet na temat własnych chorób. Kiedy był na stole operacyjnym, anestezjolog powiedział mu, że teraz zrobi zastrzyk, po którym będzie się mu kręcić w głowie. Na to on, że jemu zaczyna się kręcić dopiero po trzeciej secie" - wspominała Monika Kozień, zmarła przed dwoma laty druga żona artysty.

    Miał być śpiewakiem

    Zdzisław Kozień urodził się 4 grudnia 1924 roku w Krakowie. Początkowo miał zostać śpiewakiem, był solistą Chóru Dzieci Krakowa. - Śpiewał nawet przed Hitlerem, który po zakończonym występie uścisnął mu rękę. Miał wyjechać do Włoch, kształcić swój głos. Naukę śpiewu przerwała wojna.

    W wojsku Kozień trafił na amatorską scenę teatralną. Później nawiązał współpracę z krakowskim Teatrem Kolejarza. W 1953 roku, po złożeniu eksternistycznego egzaminu aktorskiego, przybył do rzeszowskiego teatru.

    Tutaj zadebiutował rolą Zbyszka w "Moralności pani Dulskiej". Przez 19 lat na rzeszowskiej scenie stworzył wiele niezapomnianych kreacji. Był Cześnikiem w "Zemście", Majorem w "Fantazym", Wojewodą w "Mazepie", Czepcem w "Weselu". W 1972 roku na blisko 12 lat związał się z teatrami wrocławskimi.

    Jego role w "Annie Livii", "Twarzą w twarz", "Popiele i diamencie", "Kartotece", "Ambasadorze" czy "Historii miłosnej" współtworzą historię teatru. Na deski rzeszowskiej sceny powrócił w 1983 roku.
    Wówczas można było go oglądać m.in. w "Emigrantach", "Rewolwerze", "Imieninach we Lwowie", "Porwaniu Sabinek", "Pieszo", po raz kolejny w "Ambasadorze" i "Moralności pani Dulskiej". Tym razem w roli pokornego męża tytułowej bohaterki.

    Oświadczyny na scenie

    "Zdzicha poznałam w 1982 roku, po śmierci jego pierwszej żony" - opowiadała o ich pierwszym spotkaniu pani Monika, która pracowała wówczas w sekretariacie teatru.

    Przez długi czas wydawało jej się, że przychodzi on do ówczesnej dyrektor Matyldy Krygier. Zawsze przynosił ze sobą czekoladki, ciasteczka, a jak wracał z Warszawy, z filmu, to niemal obowiązkowo pączki od Bliklego. W końcu zaprosił ją do kawiarni na lampkę wina. Później przychodził już codziennie, żeby odprowadzić Monikę do domu. Po wspólnych wakacjach odbyli poważną rozmowę, podczas której zaproponował, żeby razem z synem przeprowadziła się do niego.

    Początkowo nie brali ślubu. Ale jak na aktora przystało, Kozień w końcu się oświadczył i to iście teatralnie. Było to w 1984 roku na premierze "Rewolweru" Fredry. W przedstawieniu miał wypowiedzieć do swojej scenicznej partnerki kwestię: "Wiem, co zrobię, żenię się. Żenię się z Otylią". Zamiast tego, odwrócił się w stronę publiczności i powiedział: "Wiem, co zrobię, żenię się. Żenię się z Moniką". Była zaskoczona i wzruszona.

    Ślub cywilny wzięli cztery lata później, kiedy Kozień świętował 35-lecie pracy artystycznej. Ślub kościelny wzięli w 1994 roku, już w szpitalnej kaplicy.

    "Między nimi była spora różnica wieku, bo aż 24 lata. Ale mimo wszystko nie zamieniłaby go ani na młodszego, przystojniejszego, zdolniejszego czy bogatszego. "Zdzichu był po prostu człowiekiem" - podkreślała.

    Aktor był niezwykle twórczy, również poza sceną. Grał na fortepianie i organach, malował, rzeźbił. Mieszkanie Kozieniów tonęło w świątkach, wykonanych w drewnie przez aktora. Kozień był również wytwornym kucharzem.

    Jego popisowymi daniami były wszelkiego rodzaju potrawy mięsne. Robił wyśmienite zrazy zawijane, gulasz po węgiersku. Nikt nie potrafił przyrządzić śledzi po krakowsku tak, jak on. Miał jednak jedną wadę. Strasznie bałaganił w kuchni.

    Oscar na stare lata

    Kozieniowi jako jednemu z nielicznych aktorów prowincjonalnych udało się zaistnieć w filmie. Za debiut w "Skazanym" otrzymał aż dwie nagrody: w Gdyni i San Sebastian. Potem były kolejne role m.in. w "Człowieku z marmuru", "Popielcu", "Panu na Żuławach", "Barytonie", "Domie", "Szaleństwach panny Ewy", "Złotej Mahmudii" czy "Polowaniu na bażanty".

    Jednak najbardziej utkwił w pamięci widzów jako król Zygmunt Stary i porucznik Zubek. W sumie wystąpił w około 40 filmach. Kiedy urodził mu się wnuk, którego rodzice nazwali Oskar, śmiał się, że choć na stare lata dostał Oskara.

    Miał dwa niespełnione marzenia. Kiedy zaczął chorować, mówił, że już na scenę go nie ciągnie, ale nie było to prawdą. Żałował, że po amputacji nogi nie będzie mógł po raz ostatni zagrać monodramu "Kamień na kamieniu". Uważał wtedy, że dojrzał już do roli starego Szymona Pietruszki.

    Ostatnie marzenie było życzeniem bardzo chorego człowieka. W ostatnim tygodniu życia, kiedy nie mógł już jeść, zażyczył sobie karpia w galarecie. Chciał, żeby kupić żywego, lecz wtedy trudno było go dostać. Jego syn pojechał na stawy hodowlane. Kiedy wrócił, ojciec już nie żył.

    Zmarł 25 marca 1998 roku w Rzeszowie w wieku 74 lat. Został pochowany w Międzynarodowy Dniu Teatru na tutejszym cmentarzu Wilkowyja u boku swojej pierwszej żony. Trzy lata temu na cześć wielkiego artysty Mała Scena Teatru im. Wandy Siemaszkowej otrzymała imię Zdzisława Kozienia.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (8)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (8) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo