sportowy
    Zmarł Jerzy Pietrzkiewicz, historia Stali Sanok...

    Zmarł Jerzy Pietrzkiewicz, historia Stali Sanok [WSPOMNIENIE]

    Grzegorz Boczar, mawa

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Jerzy Pietrzkiewicz na boisku strzelił wiele goli, także z rzutów wolnych. "Pierwszego wolnego zawsze biłem w mur" - wspominał.
    1/3
    przejdź do galerii

    Jerzy Pietrzkiewicz na boisku strzelił wiele goli, także z rzutów wolnych. "Pierwszego wolnego zawsze biłem w mur" - wspominał. ©Archiwum prywatne

    Dziś rano, po długiej i ciężkiej chorobie, zmarł Jerzy Pietrzkiewicz, wieloletni piłkarz, trener, kierownik drużyny i działacz Stali Sanok. Jej najlepszy strzelec w historii. Miał 63 lata.
    Młodsi kibice pamiętają go choćby z pucharowych meczów Stali z Legia Warszawa, gdy dbał, by ekipie Ryszarda Federkiewicza i później Janusza Sieradzkiego, nie zabrakło ptasiego mleka. My – dziennikarze – mieliśmy z nim dobrze, bo przez lata w nieodłącznej czarnej saszetce miał co roku nowy notes do zapisywania składów, kartek, informacji o piłkarzach. Dzielił się tymi informacjami i anegdotami z nami, z niektórymi się zaprzyjaźnił.
    Tak jak z Grzegorzem Boczarem, byłym szefem redakcji sportowej Nowin, któremu nieco ponad 10 lat temu udzielił długiego wywiadu. Poniżej wciąż aktualne fragmenty tekstu, zatytułowanego Futbol w genach:

    Jurek „musiał" trafić do futbolu: tato grał w drużynie Zatoki, potem był jej kierownikiem; grali też wszyscy wujowie, najbardziej znani to Kurkarewiczowie (bracia matki Władysławy) - Krzysztof był stoperem w Stali, a Kazimierz bramkarzem i trenerem.

    W drużynie seniorów Jurek debiutował, jako nastolatek, we Włodawiance Włodawa grającej w lubelskiej okręgówce. Pod granicę polsko-radziecką rodzinę Pietrzkiewiczów skierowała armia. Po czterech latach, w połowie 1970 roku, nastąpiła przeprowadzka do Sanoka. Wygląda na to, że ostatnia.

    Od kwietnia 1971 Jerzyk strzelał gole dla Stali. - Cztery razy byłem królem strzelców. O ten tytuł walczyłem z Jurkiem Bandrowiczem z Polonii i Andrzejem Korfantym z Siarki - wspomina Pietrzkiewicz. - Moje rekordy to 29 goli w okręgówce i 19 w trzeciej lidze. Jak teraz widzę, że najlepszy napastnik w drużynie ma na koncie pięć czy sześć bramek, to mnie krew zalewa. No, ale dla mnie nie było problemem zostać z bramkarzem po treningu i poćwiczyć wolne. A dziś zanim ostatni zawodnik wejdzie do szatni, pierwszy już wychodzi wykąpany!

    Snajperskie zdolności Jurka sprawiły, że z konkretnymi ofertami i pieniędzmi zgłaszali się ludzie z Cracovii, Stali Rzeszów, Stali Mielec, Resovii, a nawet Pogoni Szczecin.

    - Mama nie chciała słyszeć o rozłące. Gdyby się czas cofnął, pewnie skorzystałbym z którejś propozycji - mówi dziś Jerzy, a ojciec potwierdza jego słowa. - Ale też nigdy nie byłem pazerny. Poniekąd także dlatego tak długo trwam przy Stali. Klub pomógł mi zdobyć mieszkanie, w którym mieszkam do dziś; pracuje w Autosanie, firmie od zawsze silnie związanej z klubem; wielu ludzi mnie zna i szanuje. To dla mnie ważne rzeczy, więc nie żałuję, że 30-35 lat temu nie wyjechałem z Sanoka.

    Inna sprawa, że tamta decyzja rodziców Jurka nie zmartwiła: - W Sanoku trzymała mnie dziewczyna, teraz małżonka. Planowała naukę w Dębicy, mógłbym ewentualnie grać w Wisłoce. Zostałem w Stali... już na zawsze.

    W pamięć zapadły mu przede wszystkim spotkania w Pucharze Polski, z II-ligowym Ursusem Warszawa oraz Ruchem Chorzów (ówczesnym wicemistrzem kraju), w 1973 roku.

    - Z Ursusem wygraliśmy 4-2, a ja strzeliłem trzy gole Sobieskiemu, późniejszemu bramkarzowi Legii. Ruch pokonał nas 4-0. Sławny Joachim Marx strzelił gola naszemu Zbyszkowi Sołtysikowi po tym, jak wypuścił sobie piłkę po prostej i wyprzedził obrońcę biegnąc poza boiskiem, po bieżni stadionu Wierchy - opowiada.

    - Ja dwa razy z wolnego przećwiczyłem Czaję, reprezentacyjnego bramkarza Ruchu; raz przeniósł piłę nad poprzeczką, raz odbił na róg. Mecz w Sanoku oglądało pięć tysięcy ludzi! Za tydzień na spotkanie z Legią możemy wpuścić tylko dwa tysiące... – dodaje (wspomniany mecz oglądało chyba więcej osób, a Stal sensacyjnie wygrała 2:1 – przyp. red.).

    Z czasów gry zapamiętał mnóstwo osób. Niektóre mocniej od innych. - Najlepiej podawał Lutek Pabisek. Gdy tylko krzyknął "Jurek, idź!", biegłem na pozycję, a za moment dostawałem piłeczkę do nogi. I zwykle trafiałem do celu - opowiada "Pietia". - Z bramkarzy, lubiłem grać przeciw Bogusiowi Brąglowi z Karpat. Przed każdymi derbami żartowaliśmy z siebie nawzajem. Miał dość, gdy mu w Krośnie strzeliłem gola z rogu, na tę bramkę od ulicy.

    - Nie zapomnę Mariana Stali z Mielca - kontynuuje. - Pierwszym bramkarzem był tam wówczas Zygmunt Kukla, więc Stala często grał w rezerwach. Kiedyś wpakowałem mu gola z kółka na środku boiska, zaraz po wznowieniu gry. W taki sposób pokonałem też Andrzeja Słomkę (bronił w Jaśle, Krośnie i Dukli), gdy byłem grającym trenerem w Długiem. Sędziował wtedy Bronisław Baran, obecny wiceprezydent Krosna. Ciepło wspominam Wiesia Zabawskiego, który później z naszą Stalą awansował do drugiej ligi. Na meczu w Długiem obronił mi raz karnego. Cieszył się jak dziecko, ale w tym samym meczu wrzuciłem mu dwie "sztuki"...

    Pietrzkiewicz nigdy nie dostał czerwonej kartki, zobaczył raptem kilka żółtych.

    - Sędziowie byli różni, tak jak dziś. Maciej Madeja z Krakowa, teraz kierownik drużyny Cracovii, nawet mnie dyskretnie chronił; pilnował, by obrońcy rywali nie przesadzili z faulami. Za to Zygmunt Karaś z Przemyśla, późniejszy wiceprezes Polonii, prawie zawsze przed meczem "ważył" żółtą i czerwoną kartkę na dłoniach, i mówił do wybranego zawodnika: "Mam dwie kartki. Którą zechcesz, to dostaniesz". U nas uwziął się na Andrzeja Kokocia.

    "Pietia" grał w sanockiej drużynie przez 15 lat. Zdobył 273 gole (najwięcej w jednym meczu: pięć przeciwko Stali II Stalowa Wola), co jest - i długo będzie - klubowym rekordem. Wiele z nich strzelił z rzutów wolnych. Jaki miał sposób?

    - Pierwszego wolnego w meczu biłem na siłę, w mur. Jeśli przeciwnik dostał strzał w klatę, to za drugim razem się zwykle uchylił. Jeśli nie, to znów dostał i przy kolejnym moim wolnym już nie stawał w murze. Ale bez przesady; nie tylko prałem, ile sił w nogach, potrafiłem też zakręcić piłkę.

    W karierze kierownika drużyny najważniejszy okres to awans i jednoroczne występy Stali w II lidze. Pietrzkiewicz potwierdza anegdoty z tamtego sezonu (1998/99):

    - Po meczu z Petrochemią w Płocku nasi piłkarze szukali kurków pod prysznicami. Zwyczajnie ich nie było. Poruszali się w prawo i lewo, i woda trysnęła. Okazało się, że prysznice działają na fotokomórkę.

    - A w ostatnim meczu sezonu, z KSZO Ostrowiec u siebie, bałem się, żeby Waldek Szarek, nasz stoper, nie strzelił samobója. Bo podobno Waldek, facet o duszy hazardzisty, postawił w totolotku pewniaka na zwycięstwo gości. Skończyło się na 0-0... - opowiada.

    Ponad trzy dekady gry w piłkę i pracy w klubie to wiele setek rozmaitych meczów. W ilu ustawionych uczestniczył?

    - Ech, ale ciężkie pytanie... Powiem tak: były takie mecze. Czasem trzeba było przegrać, czasem wygrać. Najczęściej wynik rozstrzygał sędzia. I uważam, że póki sędziowie nie będą zawodowcami, korupcji się nie wypleni. Ja kaca nie mam. Dużo strzelałem, więc zdarzało się, że rywale "podjeżdżali" pode mnie z pewnymi propozycjami. Nie zgadzałem się. Raz trafiłem w słupek, a koledzy krzyczą "Jurek, dziś nie strzelaj, mecz jest ułożony!"...

    Na prezesa klubu Jerzy Pietrzkiewicz jest (sam tak powiedział) "za stary". A jak długo zamierza w ogóle nosić czarną saszetkę z kolejnymi notesami w środku? - Póki zdrowie pozwoli, a przede wszystkim póki mnie w klubie będą chcieli. Dwa razy w Stali dostałem szpica w d...., po czym słyszałem "jesteś potrzebny, wracaj". Może trzeci raz nie dostanę.

    * * *
    Współpracę ze Stalą zakończył kilka lat później, ze względów zdrowotnych. Na meczach Stali bywał jednak dłużej. Cześć jego pamięci.

    JERZY PIETRZKIEWICZ (27 sierpnia 1953 – 5 stycznia 2017)
    Piłkarz Zatoki Braniewo, Włodawianki Włodawa, Stali Sanok, LZS-u Długie. Trener w Stali Sanok (grupy naborowe, młodzież, asystent przy I drużynie) i - dwukrotnie - w Długiem. Wieloletni kierownik drużyny i działacz Stali.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (6)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (6) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Polecamy

    Najlepsze produkty Podkarpacia

    Najlepsze produkty Podkarpacia

    NAUCZYCIEL NA MEDAL

    NAUCZYCIEL NA MEDAL

    "Przebój sezonu" - komedia omyłek w listopadzie w Rzeszowie