Zuzanna Efimienko-Młotkowska, środkowa KS Developres Rzeszów lubi postać przy garach i spacerować po cmentarzu

Łukasz Pado
Łukasz Pado
Zuzanna Efimienko-Młotkowska zagra w sezonie 2020/21 w barwach Developresu Rzeszów. Wcześniej występowała m.in. w Gwardii Wrocław, Atomie Treflu Sopot, ŁKS-ie Łódź. Ma też na koncie wiele występów w reprezentacji Polski.
Zuzanna Efimienko-Młotkowska zagra w sezonie 2020/21 w barwach Developresu Rzeszów. Wcześniej występowała m.in. w Gwardii Wrocław, Atomie Treflu Sopot, ŁKS-ie Łódź. Ma też na koncie wiele występów w reprezentacji Polski. sylwia dabrowa
Udostępnij:
- Zostaję w Rzeszowie, bo mam tu jeszcze coś do zrobienia – mówi Zuzanna Efimienko-Młotkowska. Środkowa reprezentacji Polski przedłużyła kontrakt z Developresem Rzeszów, w którym zagra w sezonie 2020/21.

Tak jak w przypadku wcześniej ogłaszanych swoich zawodniczek Jeleny Blagojević i Aleksandry Krzos, tak i z Zuzanną odbył czat na żywo dla kibiców. Ciekawostką jest to, że siatkarka przyjechała na niego specjalnie z Gdańska, gdzie na co dzień mieszka z mężem.

Pani Zuzanna zdradziła, że do siatkówki przekonały ją starsze siostry, które również sporo grały.

- Grały i to całkiem nieźle, bo była to 1 liga, a wcześniej były medale mistrzostw Polski juniorek – mówi Efimienko-Młotkowska. - Ja byłam najwyższa z rodzeństwa i tak zaczęło się przekonywanie mnie do tej dyscypliny. Pomyślałam, że to fajny sport, który ja też chcę uprawiać. A że warunki fizyczne miałam najlepsze z nich, to reszta się sama potoczyła. Jak miałam 14 lat, wyjechałam z domu i zaczęłam życie sama. Szybko musiałam nauczyć się życia, bez rodziców, daleko od domu. Miałam chwile zwątpienia, ale spotkałam wspaniałych ludzi, którzy mi pomogli i poprowadzili odpowiednią ścieżką.

Co gdyby nie siatkówka?

– Trenowałam trochę koszykówkę, ale to dla mnie zbyt kontaktowy sport – mówi środkowa kadry Polski. – W dzieciństwie sporo czasu spędzałam u mojej cioci na wsi. Wtedy chciałam zostać rolnikiem, albo weterynarzem. Lubiłam pracować w polu, opiekować się zwierzętami. Zresztą dalej bardzo lubię zwierzęta.

Zuzanna zaczynała przygodę z siatkówką w rodzinnym Lubaniu, potem szybko trafiła do Gwardii Wrocław pod skrzydła trenera Rafała Błaszczyka, a następnie SMS-u Sosnowiec.

– W ostatnim roku w juniorkach grałam już w 1 lidze, cztery razy w tygodniu byłam na treningach w SMS-ie, a trzy we Wrocławiu. Były to ekstremalne czasy, ale skończyło się awansem z Gwardią do ekstraklasy i to było fajne – powiedziała zawodniczka. – Wrocław to jedno z miejsc, które wspominam najlepiej w życiu. Tam odnosiłam pierwsze sukcesy, poznałam też męża i tam braliśmy ślub.

Z Gwardii siatkarka trafiła do włoskiego Conegliano, by po roku wrócić do Polski do Atomu Trefla Sopot, gdzie spędziła trzy lata i znów wyjechała na rok do Włoch, do Metelleghe Sanitars Montichiari.

– Pamiętam, jak opuszczałam Sopot, kibice przekonali mnie do podpisania kontraktu. Było w nim, że jak wrócę z Włoch do Polski, to właśnie do Sopotu. Wróciłam po roku, ale Atomu Trefla już nie było (klub z przyczyn finansowych po sezonie 2017 zniknął z siatkarskiej mapy Polski.

Trafiła do ŁKS-u Łódź, z którym w pierwszym roku sięgnęła po wicemistrzostwo Polski, a w kolejnym po tytuł mistrza.

– Ten sezon w Łodzi chyba zapadł mi w pamięci najbardziej. Długo czekałam na ten tytuł i w końcu się udało

– powiedziała Efimienko-Młotkowska.

Za największą sportową porażkę uznała przegrany turniej o awans do igrzysk olimpijskich we Wrocławiu w ubiegłym roku. – To chyba była moja ostatnia szansa, żeby pojechać na igrzyska i byłam po tym turnieju bardzo smutna - powiedziała.

Jeśli chodzi o Rzeszów, to spodobało się jej tu od początku, choć...

– Myślałam, że to takie mniejsze miasto, a tu niespodzianka. Nie jest może tak duże jak Gdańsk, ale świetnie rozwinięte i dużo się tu dzieje. Jest też bardzo czyste – mówi. – Moje ulubione miejsca? Rynek i Bulwary. Jest też jedno szczególne miejsce. To... cmentarz, taki stary zabytkowy zaraz koło rynku. Lubię tam spacerować wieczorami, bo to niesamowicie urokliwe miejsce, które ma niesamowity klimat. Chodzę, czytam, kto tam leży. To dobre miejsce do rozmyślania. Rozczarowałam się trochę z jednego powodu. Myślałam, że odpocznę tu od korków, które przez dwa lata spędzone w Łodzi mocne mi się dały we znaki. I co? Pierwsza siłownia, a ja wpakowałam się w taaaaki korek i zaliczyłam spóźnienie.

Środkowa Developresu mówiła też o życiu w czasie epidemii koronawirusa.

- Na całe szczęście mogę korzystać z siłowni w pracy u mojego męża, który pracuje w przychodni fizjoterapii – mówi. – Gdyby nie to, miałabym spory problem, bo uważam, ze nie dałabym rady zorganizować sobie dobrego treningu siłowego w domu. Jeśli chodzi o inne rzeczy, to cieszę się, że mam czas coś fajnego ugotować i upiec, bo zwyczajnie od czasu do czasu mam taką wewnętrzną potrzebę, żeby trochę „postać przy garach”.

Derby Rzeszowa, mecz Stali Mielec z Lechem Poznań, Półmaraton Rzeszowski, mecze o medale z udziałem Developresu Rzeszów, inauguracja żużla w „lany poniedziałek” - to tylko niektóre z imprez sportowych planowanych na Podkarpaciu, które przez epidemię koronawirusa nie odbyły się w planowanym terminie lub zostały całkowicie odwołane. Tylko w ligach seniorskich w jeden weekend odbywa się na Podkarpaciu blisko 200 meczów piłkarskich, doliczając do tego sporty zespołowe, turnieje indywidualne, biegi oraz pozostałe wydarzenia, to w ciągu miesiąca doliczymy się ich kilka tysięcy. Tymczasem sport w Polsce stoi od ponad półtora miesiąca. Prawdziwym kibicom trudno znieść tak długą przerwę, tym bardziej że w telewizji, poza powtórkami, też nie ma nic do oglądania. Wiele wydarzeń sportowych, które miały się odbyć na Podkarpaciu zostało przełożone lub całkiem odwołane. Część z nich była planowana na maj, a nawet na czerwiec, a już teraz wiadomo, że to już nieaktualne. Zobacz, jakie m.in. ważne imprezy sportowe na Podkarpaciu zostały przełożone lub odwołane z powodu epidemii koronawirusa:"Zobacz też: Piłkarze cierpią na depresję. Z powodu koronawirusa coraz częściej"

Koronawirus odbiera emocje. Wydarzenia sportowe na Podkarpac...

W rozmowach z panią Zuzanną nie brakowało pytań o porównanie do ligi włoskiej. Jak sama przyznała, Ligę Siatkówki Kobiet nie dzieli wielka przepaść od Serie A.

- Jak się przyjeżdża na początku do Włoch, to jest pewien szok. W każdym meczu wychodzisz i uświadamiasz sobie, że po drugiej stronie siatki stoi pełno siatkarek, które są gwiazdami w reprezentacjach swoich krajów. Wtedy czuć jak mocna jest ta liga – tłumaczu Efimienko-Młotkowska. – Na pewno liga włoska jest bardziej wyrównana. Tam ostatni zespół może doprowadzić do tie-breaka z liderem i nie jest to nic dziwnego. W Polsce te różnice są znacznie większe, czołowe drużyny odstają od tych najsłabszych. Z kolei uważam, że gdybyśmy pięć najlepszych drużyn z Polski wstawili do Serie A, to poradziłyby sobie w niej. Dowodem są nasze mecze w Pucharze CEV. Z Developresem pokonałyśmy u siebie 3:0 Busto Arsizio, które było wiceliderem we Włoszech. rzegrałyśmy dopiero w złotym secie.

"Zobacz też: WHO zaleciła UEFA zawieszenie rozgrywek do końca 2021 roku? Europejska centrala dementuje

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie