Zwalniają sanitariuszy

Aneta Dyka-Urbańska
Zbigniew Bober, szef mieleckiego pogotowia zapewnia, że nie jest złośliwy i nie robi czystek. Dba tylko o bezpieczeństwo finansowe pogotowia.
Zbigniew Bober, szef mieleckiego pogotowia zapewnia, że nie jest złośliwy i nie robi czystek. Dba tylko o bezpieczeństwo finansowe pogotowia. Aneta Dyka-Urbańska
W martwym punkcie utknęła sprawa sanitariuszy, którzy dostali wypowiedzenia z pracy. Dyrektor pogotowia, tłumaczy, że musiał ich zwolnić, by stacja nie wpadła w poważne kłopoty finansowe. Sanitariusze uważają, że takie kroki nie były konieczne.

1 stycznia, 11 sanitariuszy straciło pracę. Jak tłumaczy dyrektor, Zbigniew Bober, musiało się tak stać, bo NFZ wypowiedział się jasno: zamiast sanitariuszy w karetkach powinni jeździć ratownicy medyczni. To właśnie za ich pracę fundusz przyzna więcej punktów, za którymi z kolei idą pieniądze.

Różne interpretacje

Sanitariusze jednak wczytali się w ustawę o ratownictwie medycznym i wywnioskowali, że na podniesienie kwalifikacji mają czas do 2010 roku. Bober tłumaczy, że to nie jest czas dla sanitariuszy, ale dla szefów placówek. Do tego terminu mają skończyć kompletowanie wysoko wykwalifikowanej załogi.

- Trzeba wziąć pod uwagę, że ustawa może stać w sprzeczności z zarządzeniem prezesa NFZ - mówi Bogusław Miga, rzecznik prasowy starostwa w Mielcu, które pomaga rozwikłać problem. Powiat jest organem nadzorującym pogotowia.

- Napisaliśmy do ministra Zbigniewa Religi, by przekazał nam spójną wykładnię tych dwóch dokumentów. Na naszym lokalnym poziomie nie jesteśmy, jak na razie, w stanie rozstrzygnąć tego sporu. Jeśli pozwolimy się sanitariuszom dokształcać do 2010 r. ryzykujemy, że NFZ nie zapłaci pogotowiu odpowiedniej sumy - dodaje Miga.

Zwolnienia to nadgorliwość

- Dostaliśmy różnego typu pisma, m.in. z centrali NFZ, ale w żadnym z nich nie pisze nic o tym, że zwolnienia sanitariuszy są konieczne. Nie wiemy nic o tym, że NFZ zapłaci za ich pracę mniej - mówi Mirosław Łuc, ratownik medyczny z mieleckiego pogotowia (jest w grupie protestujących przeciwko zwolnieniom).

Miga nie ukrywa, że starostwu nie jest obojętny los zwolnionych pracowników, bo mają dużą wiedzę i doświadczenie. Bober z kolei uważa, że nie ma sensu łudzić ich nadzieją powrotu na stare stanowiska.

- W tej chwili nie słychać nic o tym, by NFZ miał zmienić zdanie. Zamiast tracić czas, trzeba by tym ludziom pomóc szukać innego zatrudnienia. Przyznaje, że on nie jest w stanie porozumieć się ze zwalnianymi, bo ci nie chcą z nim rozmawiać.

Dobra wola szefa

Mirosław Łuc twierdzi, że przekwalifikowanie wcale nie jest konieczne.

- Z naszych informacji wynika, że sanitariuszy jest w Polsce 14 tysięcy. Ratowników jest 4 tysiące. Nie jest możliwe, by wszyscy sanitariusze znaleźli się na bruku. Myślę, że to zależy tylko od dobrej woli szefa pogotowia. Na Podkarpaciu chyba tylko w Mielcu jest taki problem.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie