Zwolnieni z Federal Mogul skarżą się na związkowców

Wioletta Wojtkowiak
Byli pracownicy w swoich pretensjach chcą być całkowicie anonimowi. Nie chcą sobie zaszkodzić, na wypadek gdyby firma znów przyjmowała do pracy. Fot. Wioletta Wojtkowiak
Byli pracownicy w swoich pretensjach chcą być całkowicie anonimowi. Nie chcą sobie zaszkodzić, na wypadek gdyby firma znów przyjmowała do pracy. Fot. Wioletta Wojtkowiak
Byli pracownicy Federal Mogul twierdzą, że część zwolnionych z firmy osób naprawdę skrzywdzono. Na bruk trafiły osoby, które same utrzymują rodziny. Ci, którym wiedzie się lepiej, a nawet małżeństwa nadal pracują w biurowcu.

Zwolnienia grupowe w Federal Mogul trwały do 23 marca na mocy porozumienia zawartego 17 lutego między prezesem zarządu i dyrektorem personalnym a zakładowymi organizacjami związków zawodowych. Pracownicy wspominają, że pierwszego dnia po zakładzie krążyła policja, bo obawiano się awantur. Pracę traciło codziennie po kilkanaście osób, wypowiedzenia wręczano nawet w nocy.

W tej sprawie interweniują u nas nie tylko pracownicy, ale i mieszkańcy gminy, którzy są zszokowani rodzinnymi dramatami w swoim otoczeniu. - Moja sąsiadka, aż się zanosiła od płaczu. Zwolnili ją i syna, a ciężko chory mąż jest w szpitalu - mówi pan Aleksander. - To jawny rozbój, więc dlaczego o naszym zakładzie wszyscy milczą ?!

Związki zawodowe na pasku prezesa

Byli pracownicy twierdzą, że to wina związków zawodowych: - Chodzą na pasku prezesa. Siedzą cicho zamiast bronić ludzi. Nie to, co związkowcy z Huty Stalowa Wola. Ci sobie poradzili. Gdy pracę traciła żona, jej mąż zostawał. Dla naszych związków byliśmy nieważni.

W Federal Mogul osoby do zwolnienia typowali kierownicy działów. - Chyba na oślep. Na moim wydziale wypowiedzenie dostał ojciec pięciorga dzieci. Gdy sam powiedział o tym prezesowi ten się ulitował - opowiada jeden ze zwolnionych.

Kolejny, już bezrobotny dodaje:

- Moja żona nie pracuje, mamy dzieci, a pracę straciłem. Jedynych żywicieli rodzin wyrzuconych na bruk jest wielu. Jeśli którykolwiek ze związkowców zaprzeczy, jestem gotów stanąć przed nim i powiedzieć mu prosto w twarz: - Bronicie własnego tyłka. Żeby pomóc tym ludziom nie zrobiliście nic.

Celem było porozumienie

Związkowcy zawsze unikali rozmów z dziennikarzami na temat sytuacji w zakładzie. Twierdzili, że to nie nasza sprawa. Kiedy przedstawiam zarzuty przewodniczącemu związku zawodowego Solidarność, jak poprzednio, tak i teraz dziwi się, że ludzie skarżą się gazetom, a nie związkowcom.

- Nie pani nas będzie rozliczać z tego, co zrobiliśmy. Naszym celem było zawarcie porozumienia, by ludzie otrzymali odprawy i mieli zagwarantowany powrót do pracy, kiedy firma znów będzie zatrudniać - ucina Henryk Kiciński, przewodniczący NSZZ Solidarność

 

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie