Biegacz Przemyskiego Klubu chce powalczyć na Paraolimpiadzie. Nasz zawodnik wystartuje w biegach i biathlonie

Tomasz Ryzner
Tomasz Ryzner
Podpis: Piotr Garbowski (z prawej) nastawia się na dobre wyniki w biegach narciarskich
Podpis: Piotr Garbowski (z prawej) nastawia się na dobre wyniki w biegach narciarskich https://paralympic.org.pl/
Udostępnij:
- W naszym biathlonie przy strzelaniu bardzo ważny jest dobry słuch, a ja dwadzieścia osiem lat pracowałem w zakładzie stolarskim – mówi PIOTR GARBOWSKI, biegacz narciarski i biathlonista Przemyskiego Klubu Sportu i Rekreacji Niewidomych i Słabowidzących „Podkarpacie”, członek reprezentacji na Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie w Pekinie

Zimowa Paraolimpiada za pasem, więc muszę zapytać o pańską formę. Jest już taka, jak powinna?
Jestem trochę zmęczony, bo mam za sobą obóz w Cortina d’Ampezzo i mistrzostwa Polski niewidomych w Zakopanem, w których chyba niepotrzebnie startowałem, bo działo się to krótko po męczącym powrocie z Włoch.

We Włoszech wykonał pan plan treningowy w stu procentach?
Niby tak, ale dopadły mnie bóle zębów. Miało to chyba związek z tym, że trenowaliśmy na wysokości tysiąca ośmiuset metrów. Pogoda była dobra, ale ciśnienie inne, pojawił się kłopot z zatokami. Nie odpuszczałem, potrenowałem mocno, ale gdy głowa boli, jest problem ze spaniem, to wydajność treningu na tym cierpi.

No to w Chinach może braknąć pary.
A może i dobrze się stało, bo gdyby wszystko było w porządku, to możliwe, że przesadzilibyśmy z intensywnością treningu. Lepiej być lekko niedotrenowanym niż przetrenowanym. Poza tym w Chinach zawody będą rozgrywane na nieco mniejszej wysokości, więc liczę, że z aklimatyzacją nie będzie kłopotów i dam sobie radę.

W Pjongchangu trzy razy zajmował pan dziewiąte miejsce. Plany na Pekin są pewnie ambitniejsze.
Na mistrzostwach świata byłem siódmy, a mogło być lepiej. Niestety, pogoda w trakcie biegu zmieniła się i okazało się, że nie trafiliśmy ze smarowaniem. A Pekin? Cztery lata pracowałem, żeby tam coś zdziałać i sam jestem ciekawy, co z tego wyjdzie. Liczę oczywiście na wyższe miejsce, ale nie podpalam się.

Kiedy pan trafił do biegów narciarskich, do kadry?
Bodaj sześć czy osiem lat temu. Byłem już po czterdziestce (P.G. urodził się 1973 roku - przyp. red.). Nawet nie wiedziałem, że mam taką możliwość, że jest klub, w którym mogę trenować. Powiedział mi o tym kolega z Klimkówki, gdzie mieszkam. Trafiłem na trening Przemyskiego Klubu Podkarpacie i tak się to zaczęło.

Dlaczego bieganie, biathlon?
Gdy byłem młody, zdrowy, trenowałem biathlon w Karpatach Klimkówka. W wieku trzydziestu lat dopadło mnie zwyrodnienie plamki żółtej i zacząłem tracić wzrok.

To jakim cudem nadal uprawia pan biathlon, jak trafia do tarczy?
Strzelamy na słuch, w specjalnych słuchawkach, w których słychać różne tony dźwięków. Im bliżej dziesiątki, ten odgłos się zmienia. Chodzi o to, aby strzelić w odpowiednim momencie.

Do tego trzeba mieć pewnie doskonały słuch.
Trzeba, ale tu mam pewien problem. Przez dwadzieścia osiem lat pracowałem w zakładzie stolarskim, a wiadomo, że tam bywało głośno. Nie mam idealnego słuchu, nie ułatwia to sprawy, ale jakoś sobie radzę.

Ma pan na trasie przewodnika, Jakuba Twardowskiego, ale i tak zastanawiam się, jak udaje się panu biec bez wywrotek, utrzymywać właściwy kierunek.
Po prostu nie jest tak, że całkowicie straciłem wzrok. Sporo widzę. Jesteśmy podzieleni na trzy grupy, jeśli chodzi o utratę widzenia. Jestem w tej, w której startują zawodnicy z najmniejszą utratą wzroku.

Czego potrzebowałby pan, aby być jeszcze lepszy na trasie?
Paru rzeczy. W Klimkówce był kiedyś fajny klub, ale już go nie ma. Brakuje tras do biegania. Przydałoby się też więcej ludzi do pomocy. Jakub jest nie tylko moim przewodnikiem, ale także serwismenem. Była sytuacja, gdy stoję na starcie, trwa odliczanie, a Kuba biegnie do mnie z językiem na brodzie, bo wcześniej miał inne obowiązki. Na mistrzostwach świata miał krwotok z nosa.

Co się stało?
Nic, zmęczenie. My trenujemy o godzinie dziesiątej, a Jakub wstaje o szóstej i zabiera się do pracy przy nartach. Musi je odpowiednio posmarować, wypróbować, a to trwa. Potem rusza ze mną na trasę, więc czasem ma prawo gorzej się poczuć.

Związku nie stać na zatrudnienie większej ilości osób do pomocy zawodnikom.
Związków mamy trzy.

Nie lepiej byłoby, gdyby był jeden?
Pewnie tak, ale trzy związki, to choćby trzech prezesów.

Więcej stołków?
No tak (śmiech). Nie wiem, czy jest wola połączenia sił. Dodam od razu, że zawodnicy nie patrzą na siebie spod oka. Kolegujemy się, pomagamy sobie, bez względu na przynależność do tego czy innego związku. Mnie rozpisuje treningi Wiesław Cempa ze Startu. Robi to bezinteresownie.

Zawodnicy z innych krajów mają lepsze warunki?
A jak pan myśli?

Okej, rozumiem. No to jak będzie w tych Chinach?Myślę pozytywnie, ale wiem też, że do akcji wejdzie teraz armia Rosjan, a oni słabych na zawody nie wysyłają. Ale to tylko sport. Bywa, że faworyt ma słabszy dzień. Różnie może być. Mam nadzieję, że będę w formie przez całe igrzyska.

Ile startów pan planuje?
Myślę, że odpuszczę jeden biathlon, żeby mieć więcej sił na inne starty. W biathlonie nie jest łatwo, bo tacy Rosjanie czy Ukraińcy potrafią trafić pięć strzałów na pięć. Tak czy owak z siedem, osiem startów mnie czeka. Jak już jadę na igrzyska, to nie po to, żeby odpuszczać.

Na koniec proszę o kilka słów o rodzinie.
Syn trenuje biathlon, ale skoro w Klimkówce nie ma klubu, to wysłałem go do SMS-u w Zakopanem. Wcześniej zdobył dwa złota w mistrzostwach Polski młodzików.

W Ustrzykach Dolnych nie da się trenować?
Szanuję tamtejszych trenerów, nie poddają się, ale nie ma tam strzelnicy, a trenowanie wiatrówkami czy na laserówkach to nie jest jednak to. Jeśli chodzi o córkę, studiuje bezpieczeństwo narodowe w Krakowie. Ze sportem nie ma nic wspólnego.

Czym zajmuje się żona?
Ktoś w rodzinie musi być normalny (śmiech). Pracuje, dba o gospodarstwo.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Tata w klatce stawia córkę na nogi. To niesamowita historia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie