Broń wypaliła prosto w głowę kobiety

Ewa Gorczyca
Tomasz Jefimow
42-letni Damian P. będzie odpowiadał przed sądem za zabójstwo swojej konkubiny.

Śledczy nie uwierzyli tłumaczeniom, że broń, którą mężczyzna wycelował w głowę swojej przyjaciółki, wypaliła sama. Zdaniem prokuratury, mężczyzna działał z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia Magdaleny P. Jasielska prokuratura oskarżyła go o zabójstwo oraz nielegalne posiadania broni i amunicji Grozi mu nawet dożywocie.

Do dramatu doszło 17 grudnia ub. roku w Sieklówce w pow. jasielskim. Damian P. pracował w Niemczech. Od ośmiu lat był w bliskim związku z Magdaleną P, mieszkanką niedalekiej wioski. Gdy Damian P. przyjeżdżał do rodzinnej Sieklówki, sprowadzała się do domu, w którym mieszkał razem z matką.

Tamtego dnia Damian P. sprzątał garaż, który planował wyremontować. Magdalena P. wybrała się do miejscowej fryzjerki ufarbować włosy. Po południu mężczyzna pojechał po konkubinę, zabierając ze sobą butelkę wódki. Wypili ją we trójkę, po czym Damian P. z przyjaciółką wrócili do domu.

Madgalena P. zabrała się za gotowanie. Damian P. postanowił przepłoszyć dziki, które niszczyły mu pole. Wyjął samodziałową, jednostrzałową strzelbę. Odkręcił lufę, napiął iglicę, włożył nabój kal. 16 mm, zaryglował. - Broń posiadała blokadę zabezpieczającą przed niekontrolowanym wystrzałem, ale jej nie włączył - mówi Jan Dziuban, prokurator rejonowy w Jaśle.

Miał wyjść przed dom, ale najpierw skierował swoje kroki do kuchni. Namawiał swoją partnerkę, żeby razem z nim wyszła postraszyć dziki. Magdalena P. odmówiła. - W pewnym momencie, jak wynika z wyjaśnień Damiana P, złapała za lufę strzelby, i skierowała ją w kierunku własnej głowy - opisuje prokurator.

Padł strzał. Kobieta upadła na podłogę z rozerwaną czaszką. Zginęła na miejscu. - Zdaniem biegłego, w chwili oddawania strzału, końcówka lufy znajdowała się w odległości od kilku do kilkudziesięciu centymetrów od miejsca, gdzie powstała rana wlotowa - mówi prokurator Dziuban.

Badania wykazały, że oboje byli tego wieczoru pijani. Damian P. miał 1,7 promila alkoholu. Magdalena P - 2,4. Świadków tego, co się stało nie ma: para była sama w kuchni. Matka mężczyzny przebywała w pokoju i nadbiegła dopiero wtedy, gdy zaalarmował ją huk wystrzału. Jak twierdzi, nie słyszała przebiegu rozmowy między synem a jego partnerką czy odgłosów kłótni. Matka Damiana P. nie miała zbyt dobrego zdania o jego konkubinie. Jak zeznawała, kobieta źle się zachowywała, obrażała ją, niemal codziennie była pijana.

Damian P. nie przyznaje się do zabójstwa, twierdzi, że strzał padł przez przypadek. Najpierw tłumaczył się, że strzelba sama wypaliła, gdy trzymał palec na spuście. Potem podczas oficjalnego przesłuchania stwierdził, że to kobieta szarpnęła za broń a on chciał ją wyrwać. Prokuratura nie daje wiary wersji oskarżonego. - Ekspertyza nie wykazała śladów, świadczących o tym, że kobieta chwyciła za lufę - mówi Dziuban.

Oprócz strzelby-samoróbki Damian P, miał w domu przerobiony sztucer i 289 sztuk amunicji i elementy nabojów (proch, łuski, spłonki). Broń trzymał w domu bez pozwolenia. Jak tłumaczy - znalazł ją podczas rozbiórki starego domu, kilkanaście lat temu.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kierowca BRDM

W wojsku służylem w roku 79-81.Malutka kompania w pewnym pułku,18 ludzi.W rym czasie doszło do postrzenenia kolegi w noge podczas służby wartowniczej(oczywiście zabawa),i o mały włoś do zastrzelenia kolegi podczas czyszczenia broni trepowskiej.Po wyciągnieciu pełnego magazynka,w lufie tkwił pocisk.P-64.(oczywiście zarty,patrz zaraz ci trafię między ślepska).Osobiście nie wierzę żeby ją chciał zastrzelić w taki sposób i w tym miejscu,ale ja nie jestem niestety prokuratorem,ani sedzią.Za ten pierwszy opisany wypadek,żołnierz szłużby zasadniczej został skazany na 10 dni aresztu.Zarzuty,zejscie z posterynku,nieregulaminowo pełniona służba wartownicza,prokurator wojskowy polecił ukarać żołenierza dowódcy kompanii.Mógł najwięcej dać 10 dni aresztu.Jakoś w tedy madrzejsi byli niż dzisiaj,i czuję do nich najwyższy szacunek.Tych dzisiejszych nie chciałbym nawet oszczać.

g
gg

Konkubinat i alkohol okazuje się mieszanką wystrzałową.

Dodaj ogłoszenie