Co nowego u drwali i wypalaczy z naszych gór? Dowiemy się z 3. serii "Przystanku Bieszczady" [ZDJĘCIA]

Mat. prasowe Discovery Channel / beta
W nowej serii „Przystanku Bieszczady” zobaczymy znaną już doskonale ekipę drwali z Bukowca, Zygmunta Furdygela i jego kompana Zbyszka - przedstawicieli wymierającego zawodu wypalaczy węgla drzewnego oraz Rutkowskich, którzy budują domy z bali. Pojawią się też nowe twarze. Premiera „Przystanku Bieszczady” – w czwartek, 8 marca o godz. 22, na Discovery Channel.

- W tym sezonie zobaczymy jak mieszkańcy Bieszczad radzą sobie z kaprysami jesiennej pogody. Bohaterowie zmagają się z przenikliwym wiatrem, deszczem i błotem. Maszyny psują się i zapadają w grząskim gruncie. W takich warunkach, podczas wyczerpującej pracy w lesie, kłótnie wybuchają jedna za drugą. Zwłaszcza, kiedy młode pokolenie buntuje się i ma dość ciężkiej pracy. Trzecia seria programu to obraz życia i relacji z bliskimi tych, którzy w obliczu nieprzewidywalnej natury przetrwają tylko trzymając się razem - zapowiadają w Discovery Channel.

Drwali z Bukowca nie trzeba nikomu specjalnie przedstawiać. Roman Markuc „Krzysiek” i Przemek Bogacki „Cesiek” to bohaterowie znani z poprzedniej serii programu. Od ponad 20 lat pracują razem jako zrywkarze w lesie. Roman ma przed sobą jeszcze jedno, szczególnie wymagające wyzwanie. Przewodzi kilkuosobowej grupie drwali, w której pracuje również jego syn, Antek Markuc.

Przy tak charakternym zespole umiejętności Markuca do zarządzania ludźmi zaimponować mogą niejednemu menedżerowi z korporacji. Nie dość, że terminy są tu naprawdę nieubłagane, to w grę wchodzi jeszcze niewyobrażalne, fizyczne zmęczenie. Na dodatek „młodych” należy sumiennie przyuczyć do fachu, który nie jest łatwy, a bywa i niebezpieczny. Dlatego Antek i Tomek Barzycki vel. „Lisek” są poddawani ciągłym próbom i egzaminom. Ten drugi w ekipie Markuca pracuje już od kilku lat. Leśniczy mówią o nim – „najzdolniejszy pilarz młodej generacji i aktualnie najwybitniejszy pilarz w Bieszczadach”. „Lisek” Bieszczady kocha ponad wszystko i jak sam zapewnia, nigdy by stąd nie wyjechał. Nie można tego jednak powiedzieć o Antku. Syn Markuca nie przejawia ani talentu do drwalnictwa, ani szczególnego przywiązania do regionu. Być może właśnie dlatego współpraca ojca i syna nie układa się tak, jak obaj by sobie tego życzyli.

O tym, jak ciężko pracuje się z rodziną, przekonuje się też nowy bohater „Przystanku Bieszczady” - Krzysztof Strzempka, Bieszczadnik z krwi i kości. Jako drwal pracuje już od dwóch dekad, a na swoim terenie zna niemal każde drzewo. Mieszka w Górzance z żoną i synem Krystianem, którego szkoli do wykonywania tego samego zawodu. Jak mówi Krzysztof - „praca drwala jest bardziej niebezpieczna niż sapera”. Z pewnością jednak doskonale hartuje mężczyznę, a także kształtuje w nim siłę, wytrzymałość i poczucie odpowiedzialności. Współpraca z synem układa się Krzysztofowi różnie, ze względu na różnicę pokoleń. Życie Krystiana, w przeciwieństwie do jego ojca, toczy się głównie online. Młody nie odrywa oczu od swojego smartfona. A przecież w czasie obalania drzewa trzeba być maksymalnie skupionym, bo od tego zależy bezpieczeństwo całego zespołu. W takiej sytuacji nie trudno zatem o kłótnie.

- Zrywka na górze Durnej, na której pracuję z synem, jest bardzo trudna. I nie chodzi o wysokość, bo ten szczyt ma niecałe 1000 m n.p.m. Ta góra to same źródła i potoki. Bez liny, wyciągarki nie ma w ogóle możliwości, żeby tam wjechać, zwłaszcza jesienią. Latem jedziemy na tę górę 40 minut, jesienią nawet 1,5 godziny. Dla nas deszcz to katastrofa. Wszystko jest mokre, ślizga się i zapada. To kosztuje nieludzki wysiłek – cały czas walka ze sprzętem. Jak mówi nasze powiedzenie: na wiosnę wiadro wody to łyżka błota, a jesienią łyżka wody to wiadro błota” – zdradza Krzysztof. Na dodatek wokół góry Durnej krążą legendy – miejscowi mówią, że jest przeklęta. „W czasie II wojny toczyły się tam walki partyzanckie z bandami Ukraińskiej Powstańczej Armii. Czasem sam się zastanawiam, dlaczego tak często psują się tam maszyny, a praca idzie mozolniej niż na innych górach… – dodaje Strzempka.

Nieustanne zmagania z nieprzychylną aurą to codzienność również dla wypalaczy. Deszcz czy błoto, praca czeka i musi być wykonana. W trzeciej serii „Przystanku Bieszczady” grono wypalaczy węgla drzewnego powiększa się. Do znanego widzom duetu Zygmunta Furdygela i Zbyszka Bisowskiego dołącza Józek Zieliński - pozytywny „gaduła” z Łopienki. Razem walczą o utrzymanie tradycji wypału w Bieszczadach. W odcinku specjalnym programu widzowie poznają dawną, zapomnianą już metodę wypalania węgla w stosach, tzw. mielerzach. Nasi bohaterowie tak bardzo skupiają się na pracy, że Zygmunt niemal straci z tego powodu żonę... Czy ukochana wybaczy mu to, iż mimo danej jej obietnicy, nie chce jeszcze przechodzić na emeryturę?

O wartości ciężkiej pracy w trudnych warunkach codziennie przekonują się także osadzeni w Zakładzie Karnym w Łupkowie. W trzeciej serii „Przystanku Bieszczady” oprócz Grzegorza Burego, którego widzowie już znają, zobaczymy Piotra Maścidło i Łukasza Piętonia. Bury dalej spędza najwięcej czasu przy wycince drzew w lesie. Z kolei Piotr i Łukasz zajmują się pracami porządkowymi na strzelnicy szkoleniowej, znajdującej się na terenie Zakładu Karnego, ale ciężka robota przy drzewie w lesie czy tartaku również nie jest im straszna. Pieczę nad nimi sprawuje kpt. Piotr Milan, Zastępca Kierownika Działu Ochrony Zakładu Karnego w Łupkowie.


ZOBACZ TEŻ: Liczne obrażenia głowy, przedramienia i uda po ataku niedźwiedzia w Bieszczadach

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie