Fabian Drzyzga: Resovia nie ma żadnych minusów

Marek Bluj
Fabian Drzyzgaurodzony: 3.01.1990 r.; pozycja na boisku: rozgrywający; wzrost: 196 cm; waga: 90 kg; zasięg w bloku: 320 cm; zasięg w ataku: 335 cm; ulubiona potrawa: łosoś z makaronem (przepis mamy); największe marzenie: złoto olimpijskie; pseudonim: Fabio; kluby: AZS Olsztyn (2002-2003); MOS Wola Warszawa (2003-2008); AZS Częstochowa (2008-2012); AZS Politechnika Warszawska (2012-2013); Asseco Resovia (2013 - ).
Fabian Drzyzgaurodzony: 3.01.1990 r.; pozycja na boisku: rozgrywający; wzrost: 196 cm; waga: 90 kg; zasięg w bloku: 320 cm; zasięg w ataku: 335 cm; ulubiona potrawa: łosoś z makaronem (przepis mamy); największe marzenie: złoto olimpijskie; pseudonim: Fabio; kluby: AZS Olsztyn (2002-2003); MOS Wola Warszawa (2003-2008); AZS Częstochowa (2008-2012); AZS Politechnika Warszawska (2012-2013); Asseco Resovia (2013 - ). Krzysztof Kapica
Rozmowa z Fabianem Drzyzgą, nowym zawodnikiem Asseco Resovii.

- Witamy w Rzeszowie! Resovia to obecnie chyba najlepsze miejsce w Polsce do gry w siatkówkę. Pewnie tak samo sądzisz, skoro wybrałeś ofertę mistrza Polski?
- Myślę, że tak właśnie jest, resztą mistrzowi Polski się nie odmawia. Gdybym nie przyjął oferty Resovii, wybrał inną, to prawdopodobnie już nigdy nie zagrałbym w Rzeszowie. Resovia jest na topie, jest świetnie zorganizowana, całe miasto żyje siatkówką, w Rzeszowie są najlepsi kibice w Polsce. Ten klub nie ma żadnych minusów. Rzeszów, to fajne, nowoczesne miasto, z aklimatyzacją nie będzie żadnych problemów.

- Klub z Rzeszowa ma znakomitą przeszłość…
- Rzeczywiście, historia klubu jest długa i ciekawa. Ostatnio spotkałem Stasia Gościniaka, który pogratulował mi kontraktu i śmiał się, że będę grał tam, gdzie on kiedyś sięgał po sukcesy.

- Kiedy zastanawiałeś się, którą ofertę wybrać tę z Rzeszowa, Kędzierzyna, czy może z Bełchatowa, to zadzwoniłeś do ojca z pytaniem: tato, co mam robić? Czy była to samodzielna decyzja?
- Oczywiście, kontaktowałem się z tatą, z moim menedżerem, ale generalnie była to moja decyzja. W 80. procentach. Chciałem grać w Rzeszowie. Już kiedyś wcześniej była taka okazja, ale wtedy jeszcze nie miałem za dużo do powiedzenia, a gdybym to ja decydował, to już bym grał w Resovii. Wyszło, jak wyszło, nie ma, co płakać nad rozlanym mlekiem.

- Ojciec często recenzuje grę syna, chwali lub gani?...
- Rozmawiamy, ale nie wchodzimy w ten temat jakoś głęboko. Od tego są w klubach trenerzy i statystycy.

- Zawsze Fabian Drzyzga chciał być siatkarzem, czy nie miał wyboru i musiał nim zostać?
- Rodzice nigdy nie wywierali na mnie jakiejś presji, że muszę być sportowcem, czy muszę koniecznie grać w siatkówkę. Nawet trochę bardziej chcieli, abym został koszykarzem, ale jak od najmłodszych lat byłem uparty. Chciałem być siatkarzem i krok po kroku stawiałem właśnie w stronę siatkówki.

- Taka wielka gra w siatkówkę zaczęła się w Częstochowie?
- Tak, taka seniorska, profesjonalna gra rozpoczęła się w Częstochowie. Po drugiej klasie liceum poszedłem do Częstochowy i tam stawiałem swoje pierwsze kroki.

- I tam były pierwsze sukcesy, Liga Mistrzów, Puchar Challenge…
- Zgadza się, w częstochowskim klubie okrzepłem, zobaczyłem, jak ta profesjonalna liga i siatkówka wyglądają od środka, jak się podchodzi do treningów, co się powinno robić, jak o siebie dbać, itd. W AZS-ie przez chyba dwa lata grałem z Piotrem Nowakowskim.

- Duży talent i młodzieńcza werwa Drzyzgi w połączeniu z doświadczeniem Lukasa Tichacka powinny stanowić dużą wartość dodaną w Resovii. Takie oczekiwania ma m.in. trener Andrzej Kowal.
- Trener wie, czego oczekuje. Myślę, że im lepsza będzie rywalizacja na treningach, potem wszystko lepiej będzie to wychodziło na boisku, podczas meczów.

- W poprzednich klubach Drzyzga był na rozegraniu numerem jeden. Teraz będzie musiał rywalizować o miejsce w wyjściowej szóstce…
- Zgadza się, ale z tym się liczyłem, do tego trochę też dążyłem, bo mam świadomość, że w topowych klubach nie ma gwarancji gry, podczas gdy w poprzednich taka gwarancja była i za to im dziękuję, bo miałem szanse się ograć i stać się lepszym zawodnikiem. A teraz przyjdzie czas na rywalizację czysto sportową i zobaczymy, jak to jest i jak to będzie, bo to nowe dla mnie doświadczenie.

- Olsztyn, Częstochowa, Warszawa, Rzeszów, to kolejne etapy na ścieżce rozwoju.
- Przed Olsztynem był jeszcze Radom. Rzeczywiście, tak to jest. Fajnie, że człowiek się rozwija. Przychodząc do Warszawy przed ostatnim sezonem też delikatnie zaryzykowałem, bo jeżeli byłby to dla mnie nieudany sezon, to na pewno nie podpisałbym kontraktu w Rzeszowie, ani w innym lepszym zespole. Mógłbym na dwa lata schować się w cieniu, a tak udało się to ryzyko. Niby krok w tył, a tu udało się zrobić dwa do przodu.

- Resovia codziennie ogłasza nazwiska zawodników, którzy przedłużają kontrakty. W sobotę był to Jochem Schops, który związał się z klubem na dwa kolejne lata.
- Klub zostawia swoich zawodników, aby nie budować zespołu od początku, będą wprowadzone tylko delikatne poprawki.

- Jaki jest ten Fabian Drzyzga? Wybuchowy, spokojny, opanowany?...
- Spokojny. Zależy, o czym mówimy i jaka jest sytuacja. Na boisku żywiołowy energiczny, często się też może denerwujący, ale tylko dlatego, że zawsze chce dobrze, jak najlepiej.

- A jak odreagowujesz stres po meczach? Idziesz na piwo, czy odpoczywasz?
- To zależy, jakie pomysły wpadną w szatni kolegom do głowy. Generalnie, jest jakaś kolacja, chwila rozmowy, albo chwile w samotności. Zależy, która jest godzina.

- Sportowy wzór?
- Zawsze lubiłem oglądać mecze, w których grał Nikola Grbić. Często, gęsto na nim się wzorowałem. Tak trochę pół żartem, pół serio, to gra on trochę za mało krótkiej, ja wolę trochę więcej, ale Nikola powinien być wzorem profesjonalizmu, bo prowadzi się najlepiej na świecie.

- Kadra. Debiut 30 maja 2010 roku w Rzeszowie, w meczu z Francją, potem brązowy medal mistrzostw Europy w 2011 roku. Nie było Drzyzgi w zwycięskim finale Ligi Światowej i na igrzyskach w Londynie. Teraz jest, a trener Andrea Anastasi mówi, że ten chłopak może być przyszłością jego polskiego zespołu. Będzie?
- To się okaże. Wiem, po co przyjechałem na kadrę, każdego dnia na 100 procent idę na trening zmobilizowany, robię wszystko na maksa, a decyzja potem będzie należeć do trenera. Jeżeli będzie uważał, że będę grał, to fajnie, jeżeli nie, to trzeba będzie zakasać rękawy i dalej ciężko pracować. Każdy sportowiec marzy, aby zagrać na olimpiadzie, nie mówiąc już o medalach, bo to rzecz oczywista, ale aż tak daleko nie wybiegam, raczej skupiam się na teraźniejszości.

- W tym roku kadrowicze nie będę mieli praktycznie wakacji. Trenujecie w Spale już od kilku dni, choć w okrojonym skladzie?...
- Miałem dwa tygodnie, nie narzekam, wystarczą. Teraz czas na pracę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone ze względu na ciszę wyborczą i zostanie włączone po jej zakończeniu.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie