Fachowcy z ogłoszeń

Stanisław Siwak
Kto nie zarezerwował zimą albo wiosną fachowca, teraz może tylko pomarzyć o przeprowadzeniu remontu domu czy mieszkania. Pieniądze są, ale nie ma dobrych specjalistów od płytek, ociepleń, tynków, malowania. Większość z nich wyjechała do Hiszpanii, Anglii i Irlandii, gdzie zarobią 3 razy tyle.

Wystarczy spojrzeć do rubryki ogłoszenia drobne w piątkowych Nowinach. Przeważają "Murarzy i dekarzy zatrudnię do zaraz". "Poszukuję dwóch zbrojarzy". "Przyjmę budowlańców do kompleksowych remontów. Pilne!". Fachowców. Docieplenia. Poważna firma. Itd. Zaledwie kilka ogłoszeń: "Kostka-układam" "Prace remontowe sprawnie" itp.

Fachowcy z ogłoszeń

Zaplanowaliśmy w czasie sierpniowego urlopu postawić ściankę działową w mieszkaniu i ułożyć płytki w łazience. Dzwonimy na numery podane w bieżących ogłoszeniach. W kilku przypadkach usłyszeliśmy "Panie, mogę to zrobić, ale w grudniu".

Sprawdziliśmy więc oferty budowlane z ubiegłego roku, bo kontakty mogą być przecież aktualne. Przykładowo - w 2005 r. reklamuje się murarz.
- Dzień dobry. Czy to firma budowlana?

-Tak, ale oferta jest nieaktualna. Mąż z synem zawiesili interes. W kwietniu wyjechali do Hiszpanii, bo zadzwonił po nich kolega, który w Madrycie ma nawał roboty.

Zarobią trzy razy tyle co w Polsce - uprzejmie tłumaczy damski głos.

Kobieta jest rozmowna i dodaje, że znajomy męża nie zatrudnia ludzi na dniówkę, tylko zawiera ze zleceniodawcą umowę o dzieło. Jeśli ma wykonać remont kapitalny jednorodzinnego domu to od razu ustala zakres robót, termin zakończenia prac i wysokość zapłaty. Taka umowa ma swoje plusy, bo nikt się fachowcowi nie wtrąca jak sobie rozplanuje robotę.

Dzwoń pan we wrześniu

Kolejna oferta - kompleksowe remonty. Telefon komórkowy.

- Panie, jestem zawalony robotą. Obawiam się, że ciężko będzie znaleźć kogokolwiek, kto by się w sierpniu tego podjął - tłumaczy właściciel małej firmy

- Czemu pan tak twierdzi?- dociekam.

- Bo ci, którzy pozostali w kraju nie wyrabiają się, tyle mają zamówień.

Telefon do firmy remontowej w Rzeszowie. Głos z taśmy odpowiada. Zostaw wiadomość. Oddzwonię w ciągu godziny. Ponawiam próbę trzykrotnie, za czwartym razem słuchawkę podnosi syn właściciela firmy.

- Taśma nagrywa, ale ojca nie ma w Rzeszowie już od trzech tygodni. Wróci w pażdzierniku, wyjechał do Irlandii - tłumaczy młody głos.

Kolejne ogłoszenie "Posadzki": - Na lipiec ani sierpień nie przyjmę zlecenia. Może pod koniec września. Miałem dwóch pomocników, zostałem sam. Obaj wyjechali do Anglii, zadzwonił po nich kolega. Powiedzieli mi kwotę, jaką zarobią remontując dwie wille na przedmieściach Londynu. Tyle nie zarobią u mnie prze pół roku - stwierdził posadzkarz.

Inni fachowcy też nie mają czasu. Ani ci od układania parkietu i podłóg ani ci od instalacji kanalizacyjnej czy elektrycznej.

Dyrektorze, daj bezpłatny urlop

Jerzy Światowiec, dyrektor techniczny Mieleckiego Przedsiębiorstwa Budowlanego wylicza, że przyjąłby kilkudziesięciu betoniarzy, zbrojarzy, cieśli i tynkarzy. Firma musi wstrzymywać, albo przesuwać terminy wykonania robót w naszym regionie, ale również i na Śląsku.

- Co mam zrobić. Nasi betoniarze i zbrojarze, doświadczeni, ze stażem, ale i ci młodsi proszą: - "dyrektorze podpisz pan półroczny bezpłatny urlop. Albo zwolnienie za porozumieniem stron". Idziemy ludziom na rękę, bo i tak wyjadą. Jeśli załatwimy z pracownikiem sprawę legalnie to może kiedyś do nas jeszcze wróci - twierdzi Światowiec.

Szefowie MPB z Mielca twierdzą, że z ponad 100-osobowej załogi wyjechał na Zachód, co trzeci pracownik. - Taka sama sytuacja panuje w wielu firmach z branży. W Anglii czy Hiszpanii budowlańcy zarobią trzy cztery razy tyle. Ludzie liczą kasę - oceniają zawiadujący mielecka firmą.

W Hiszpanii bezterminowo

Rafał Kuroń z-ca dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Pracy pomagał zorganizować w Hotelu Rzeszów spotkanie hiszpańskiego pracodawcy z kandydatami do natychmiastowego wyjazdu do pracy w Madrycie.

- W poniedziałek, wtorek i środę Hiszpan wpychał umowy o pracę zainteresowanym pracą w budownictwie. Na początek na dwa tygodnie - twierdzi dyr. Kuroń.

Po przyjeździe do Hiszpanii polscy pracownicy otrzymują ofertę stałej oficjalnej pracy, a umowy zawierane są na czas nieokreślony. -To już nie te czasy, gdy tylko odważni i rzutcy rodacy wyjeżdżali do roboty na czarno. Teraz jadą do pracy na biało, legalnie, jako normalni pracownicy, zatrudniający się na umowę.

Światowiec i Kuroń potwierdzają, że nasi pracownicy zarabiają po 2 tysiące euro. A dobrzy fachowcy do 4-5 tys. euro. I tu kryje się odpowiedź na pytanie, czemu tego lata w kraju nie ma kto wyremontować dachu, łazienki, posadzki czy ułożyć podłogi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie