Fałszywy "żołnierz wyklęty” spod Wadowic doczekał się wyroku za oszustwo. Musi oddać zagarniętą fortunę

Artur Drożdżak
Artur Drożdżak
Stanisław M. ze swoim obrońcą mec. Łukaszem Jakubowskim w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie
Stanisław M. ze swoim obrońcą mec. Łukaszem Jakubowskim w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie Artur Drożdżak
Udostępnij:
Rok więzienia w zawieszeniu na rok próby i konieczność naprawienia szkody w kwocie 354 tys - taki prawomocny wyrok za oszustwo zapadł we wtorek 23 listopada na 83-letniego Stanisława M. podającego się za „żołnierza wyklętego”. Sąd Apelacyjny w Krakowie tylko nieco zmienił podstawę prawną czynu, o co wnosił prokurator. Oskarżony twierdził, że był w latach 50-tych członkiem organizacji niepodległościowej Polska Walcząca i za to siedział w więzieniu. Faktycznie miał wyroki, ale za napad rabunkowy na sklep i nielegalne posiadanie broni.

Wydaje się, że na losy Stanisława M. wpływ miała jego praca w kinie pod Wadowicami. Stąd filmowe opowieści 83-latka o niedoli „żołnierza wyklętego”. Mężczyzna opowiadał o swoich dokonaniach podczas uroczystości patriotycznych w regionie i na spotkaniach kombatantów. Napisał też i wydał książkę na ten temat.

Kreację fikcji Stanisław M. rozpoczął w 2012 r., gdy do krakowskiego sądu wysłał list, w którym domagał się unieważnienia wyroku z 1959 r. Opisywał, jak został zwerbowany w przez Romana P. do tajnej organizacji podziemnej Polska Walcząca. W tej antykomunistycznej strukturze był z nimi jeszcze kuzyn Andrzej G., a wszystkim kierował mjr Wacław Szczerbakowski.

- Moja działalność w początkowej fazie Polski Walczącej polegała na rozrzucaniu ulotek, zrywaniu komunistycznych haseł, malowaniu własnych haseł na murach i kamienicach oraz oblewaniu pomników i urzędów państwowych farbą lub innymi chemikaliami - relacjonował Stanisław M. swoje dokonania w walce z reżimem.

Już w wolnej Polsce postanowił unieważnić wyroki. W składanych zeznaniach rozwodził się o antykomunistycznej przeszłości, umniejszał rolę w napadach i winą obarczał dowódcę Szczerbakowskiego.

Niespodziewanie Stanisław M. wywalczył unieważnienie wyroku, a sąd uznał, że faktycznie działał w strukturze antykomunistycznej organizacji. Jego kombatanckie opowieści uznano za wiarygodne.

To otworzyło mężczyźnie drogę do starania się o rekompensaty za „krzywdy” sprzed lat. Za pierwszym razem wywalczył 101 tys. zł. Tyle mu wpłacono, ale na tym nie poprzestał i wystąpił o unieważnienie drugiego wyroku za nielegalne posiadanie broni. I tym razem sąd uwierzył, że miał pistolet w ramach działalności w nielegalnej organizacji. Wyrok unieważniono, a na konto Stanisława M. wpłynęło dodatkowo 253 tys. zł za krzywdy, jakich doznał, rzekomo walcząc z komuną

Niespodziewanie w ramach kwerendy w archiwach odkryto w końcu, że Stanisław M. siedział w więzieniu, ale za czyny natury kryminalnej. Prokuratura oskarżyła więc mężczyznę o wyłudzenie 354 tys. w postaci niezależnych odszkodowań i zadośćuczynienia z tytułu uznania za nieważne orzeczeń sądowych. Stanisław M. miał też zarzut składania nieprawdziwych zeznań, do winy się nie przyznawał, dostał wyrok za oszustwa.

W złożonej apelacji mec. Łukasz Jakubowski chciał uniewinnienia klienta. O taki wyrok wnosił też we wtorek przed Sądem Apelacyjnym w Krakowie sam Stanisław M., niski, siwy i poruszający się o lasce.

Reprezentująca Skarb Państwa radca Sylwia Morek wnosiła o przepadek korzyści majątkowej z przestępstwa, czyli spółdzielczego własnościowe prawo do lokalu mieszkalnego w Wadowicach. Wskazywała, ze Stanisław M. kupił lokal w styczniu 2018 r. za pieniądze z odszkodowań i darował je rok później r. swojej wnuczce ledwie 23 dni po tym, gdy prokurator postawił mu zarzuty w sprawie oszustw.

Prokurator Andrzej Babicz zwracał uwagę, ze Stanisław M. sam wytworzył swoją kombatancką przeszłość.

Sąd utrzymał wyrok w mocy. Sędzia Lucyna Juszczyk zwracała uwagę powołując się na świadka i naukowca z IPN, że gdyby taka 100-osobowa organizacja, jak Polska Walcząca, faktycznie istniała to wiedzę o niej musiała by mieć służba bezpieczeństwa, a tak nie było. Zauważyła, że gdy przed laty doszło do zatrzymania Stanisława M. i przeszukania jego zabudowań to nie znaleziono żadnych ulotek, których kolportażem miał się rzekomo zajmować w tamtym czasie w ramach działalności antykomunistycznej.

Nowe obostrzenia od 15 grudnia!

Wideo

Materiał oryginalny: Fałszywy "żołnierz wyklęty” spod Wadowic doczekał się wyroku za oszustwo. Musi oddać zagarniętą fortunę - Gazeta Krakowska

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Ehh
Pewnie sprawdzili liste plac i nie znaleźli nic od rządu który uszedl ani od CIA,to wyszedł jako element,ktory walczyl o WOLNOŚĆ swoją a nie ICHNICH.
j
jan pawlacz drugi !
Brawo ! Takich żołnierzyków wyklęcie -niezłomnych najbardziej lubię. A na Montelupich, w pensjonacie czekają cały czas, nawet cale roje takich bohaterów. Szykować medale i odznaczenia.
K
Kiedy
A kiedy policja zacznie ścigać zlodziei na tzw patriotę?
G
Gość
"Niespodziewanie w ramach kwerendy w archiwach odkryto w końcu, że Stanisław M. siedział w więzieniu, ale za czyny natury kryminalnej." - niespodziewanie? To sąd oparł się tylko na zeznaniach i nie sprawdzili za co siedział? Chyba ktoś se jaja robi.
Dodaj ogłoszenie