Futbol w genach

    Futbol w genach

    Grzegorz Boczar

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Jerzy Pietrzkiewicz na boisku...

    Jerzy Pietrzkiewicz na boisku... ©ARCHIWUM

    Nieodłączna czarna saszetka. W niej co roku nowy notes do zapisywania składów, kartek, informacji o piłkarzach. Rzadkie, ale głośne okrzyki podczas meczów ukochanej Stali. To dziś, bo dawniej jego wizytówką były liczne gole, zdobywane obiema nogami, często z rzutów wolnych. Mowa o JERZYM PIETRZKIEWICZU, kierowniku drużyny Stali Sanok.
    Jerzy Pietrzkiewicz na boisku...

    Jerzy Pietrzkiewicz na boisku... ©ARCHIWUM

    Tę ważną, choć z natury nieeksponowaną funkcję, pełni (z krótką przerwą) od 1987 roku. Klub, całe miasto i mieszkańców zna jak mało kto. Naturalne pytanie: kiedy zostanie prezesem Stali?

    - Mamy porządnego szefa, po co to zmieniać? A ja już jestem za stary. Jak ma rządzić ktoś nowy, to młody człowiek, ze zdolnościami menedżerskimi - odpowiada 53-letni "Pietia".

    Futbol w genach

    ...na ławce (stoi Ryszard Federkiewicz, obecny trener Stali)... ARCHIWUM
    ...w przerwie międzysezonowej... (fot. ARCHIWUM)Bardzo młody Jureczek zaczął kopać piłkę w Zatoce Braniewo. Tam, nad Zalewem Wiślanym, jego ojciec Ludwik służył w wojsku.

    Jurek "musiał" trafić do futbolu: tato grał w drużynie Zatoki, potem był jej kierownikiem; grali też wszyscy wujowie, najbardziej znani to Kurkarewiczowie (bracia matki Władysławy) - Krzysztof był stoperem w Stali, a Kazimierz bramkarzem i trenerem.

    W drużynie seniorów Jurek debiutował, jako nastolatek, we Włodawiance Włodawa grającej w lubelskiej okręgówce. Pod granicę polsko-radziecką rodzinę Pietrzkiewiczów skierowała armia. Po czterech latach, w połowie 1970 roku, nastąpiła przeprowadzka do Sanoka. Wygląda na to, że ostatnia.

    Od kwietnia 1971 Jerzyk strzelał gole dla Stali.

    - Cztery razy byłem królem strzelców. O ten tytuł walczyłem z Jurkiem Bandrowiczem z Polonii i Andrzejem Korfantym z Siarki - wspomina Pietrzkiewicz. - Moje rekordy to 29 goli w okręgówce i 19 w trzeciej lidze. Jak teraz widzę, że najlepszy napastnik w drużynie ma na koncie pięć czy sześć bramek, to mnie krew zalewa. No, ale dla mnie nie było problemem zostać z bramkarzem po treningu i poćwiczyć wolne. A dziś zanim ostatni zawodnik wejdzie do szatni, pierwszy już wychodzi wykąpany!

    Nigdy nie byłem pazerny

    Snajperskie zdolności Jurka sprawiły, że z konkretnymi ofertami i pieniędzmi zgłaszali się ludzie z Cracovii, Stali Rzeszów, Stali Mielec, Resovii, a nawet Pogoni Szczecin.

    - Mama nie chciała słyszeć o rozłące. Gdyby się czas cofnął, pewnie skorzystałbym z którejś propozycji - mówi dziś Jerzy, a ojciec potwierdza jego słowa. - Ale też nigdy nie byłem pazerny. Poniekąd także dlatego tak długo trwam przy Stali. Klub pomógł mi zdobyć mieszkanie, w którym mieszkam do dziś; pracuje w Autosanie, firmie od zawsze silnie związanej z klubem; wielu ludzi mnie zna i szanuje. To dla mnie ważne rzeczy, więc nie żałuję, że 30-35 lat temu nie wyjechałem z Sanoka.

    Inna sprawa, że tamta decyzja rodziców Jurka nie zmartwiła: - W Sanoku trzymała mnie dziewczyna, teraz małżonka. Planowała naukę w Dębicy, mógłbym ewentualnie grać w Wisłoce. Zostałem w Stali... już na zawsze.

    Mecz z wicemistrzem Polski

    [obrazek4] ...na ławce (stoi Ryszard Federkiewicz, obecny trener Stali)... (fot. ARCHIWUM)W pamięć zapadły mu przede wszystkim spotkania w Pucharze Polski, z II-ligowym Ursusem Warszawa oraz Ruchem Chorzów (ówczesnym wicemistrzem kraju), w 1973 roku.

    - Z Ursusem wygraliśmy 4-2, a ja strzeliłem trzy gole Sobieskiemu, późniejszemu bramkarzowi Legii. Ruch pokonał nas 4-0. Sławny Joachim Marx strzelił gola naszemu Zbyszkowi Sołtysikowi po tym, jak wypuścił sobie piłkę po prostej i wyprzedził obrońcę biegnąc poza boiskiem, po bieżni stadionu Wierchy - opowiada.

    - Ja dwa razy z wolnego przećwiczyłem Czaję, reprezentacyjnego bramkarza Ruchu; raz przeniósł piłę nad poprzeczką, raz odbił na róg. Mecz w Sanoku oglądało pięć tysięcy ludzi! Za tydzień na spotkanie z Legią możemy wpuścić tylko dwa tysiące... - dodaje.

    Brągiel miał dość

    Z czasów gry zapamiętał mnóstwo osób. Niektóre mocniej od innych.

    - Najlepiej podawał Lutek Pabisek. Gdy tylko krzyknął "Jurek, idź!", biegłem na pozycję, a za moment dostawałem piłeczkę do nogi. I zwykle trafiałem do celu - opowiada "Pietia". - Z bramkarzy, lubiłem grać przeciw Bogusiowi Brąglowi z Karpat. Przed każdymi derbami żartowaliśmy z siebie nawzajem. Miał dość, gdy mu w Krośnie strzeliłem gola z rogu, na tę bramkę od ulicy.

    - Nie zapomnę Mariana Stali z Mielca - kontynuuje. - Pierwszym bramkarzem był tam wówczas Zygmunt Kukla, więc Stala często grał w rezerwach. Kiedyś wpakowałem mu gola z kółka na środku boiska, zaraz po wznowieniu gry. W taki sposób pokonałem też Andrzeja Słomkę (bronił w Jaśle, Krośnie i Dukli), gdy byłem grającym trenerem w Długiem. Sędziował wtedy Bronisław Baran, obecny wiceprezydent Krosna. Ciepło wspominam Wiesia Zabawskiego, który później z naszą Stalą awansował do drugiej ligi. Na meczu w Długiem obronił mi raz karnego. Cieszył się jak dziecko, ale w tym samym meczu wrzuciłem mu dwie "sztuki"...

    Pietrzkiewicz nigdy nie dostał czerwonej kartki, zobaczył raptem kilka żółtych.

    - Sędziowie byli różni, tak jak dziś. Maciej Madeja z Krakowa, teraz kierownik drużyny Cracovii, nawet mnie dyskretnie chronił; pilnował, by obrońcy rywali nie przesadzili z faulami. Za to Zygmunt Karaś z Przemyśla, późniejszy wiceprezes Polonii, prawie zawsze przed meczem "ważył" żółtą i czerwoną kartkę na dłoniach, i mówił do wybranego zawodnika: "Mam dwie kartki. Którą zechcesz, to dostaniesz". U nas uwziął się na Andrzeja Kokocia.

    Pierwszego wolnego biłem w mur

    [obrazek6] ...i z małżonką. - Jestem domatorem. Piłkę uwielbiam, ale rodzina była i jest najważniejsza - mówi "Pietia". (fot. ARCHIWUM)"Pietia" grał w sanockiej drużynie przez 15 lat. Zdobył 273 gole (najwięcej w jednym meczu: pięć przeciwko Stali II Stalowa Wola), co jest - i długo będzie - klubowym rekordem. Wiele z nich strzelił z rzutów wolnych. Jaki miał sposób?

    - Pierwszego wolnego w meczu biłem na siłę w mur. Jeśli przeciwnik dostał strzał w klatę, to za drugim razem się zwykle uchylił. Jeśli nie, to znów dostał i przy kolejnym moim wolnym już nie stawał w murze. Ale bez przesady; nie tylko prałem, ile sił w nogach, potrafiłem też zakręcić piłkę.

    Gdzie te kurki?

    W karierze kierownika drużyny najważniejszy okres to awans i jednoroczne występy Stali w II lidze. Pietrzkiewicz potwierdza anegdoty z tamtego sezonu (1998/99):

    - Po meczu z Petrochemią w Płocku nasi piłkarze szukali kurków pod prysznicami. Zwyczajnie ich nie było. Poruszali się w prawo i lewo, i woda trysnęła. Okazało się, że prysznice działają na fotokomórkę.

    - A w ostatnim meczu sezonu, z KSZO Ostrowiec u siebie, bałem się, żeby Waldek Szarek, nasz stoper, nie strzelił samobója. Bo podobno Waldek, facet o duszy hazardzisty, postawił w totolotku pewniaka na zwycięstwo gości. Skończyło się na 0-0... - opowiada.

    Nie mam kaca

    JERZY PIETRZKIEWICZ


    Urodzony 27 sierpnia 1953 w Sanoku.
    Piłkarz Zatoki Braniewo, Włodawianki Włodawa, Stali Sanok, LZS-u Długie.
    Trener w Stali Sanok (grupy naborowe, młodzież, asystent przy I drużynie) i - dwukrotnie - w Długiem.



    Ponad trzy dekady gry w piłkę i pracy w klubie to wiele setek rozmaitych meczów. W ilu ustawionych uczestniczył?

    - Ech, ale ciężkie pytanie... Powiem tak: były takie mecze. Czasem trzeba było przegrać, czasem wygrać. Najczęściej wynik rozstrzygał sędzia. I uważam, że póki sędziowie nie będą zawodowcami, korupcji się nie wypleni. Ja kaca nie mam. Dużo strzelałem, więc zdarzało się, że rywale "podjeżdżali" pode mnie z pewnymi propozycjami. Nie zgadzałem się. Raz trafiłem w słupek, a koledzy krzyczą "Jurek, dziś nie strzelaj, mecz jest ułożony!"...

    Na prezesa klubu Jerzy Pietrzkiewicz jest (sam tak powiedział) "za stary". A jak długo zamierza w ogóle nosić czarną saszetkę z kolejnymi notesami w środku?

    - Póki zdrowie pozwoli, a przede wszystkim póki mnie w klubie będą chcieli. Dwa razy w Stali dostałem szpica w d...., po czym słyszałem "jesteś potrzebny, wracaj". Może trzeci raz nie dostanę.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Sport z kraju i ze świata

    Zobacz więcej na Sportowy24.pl

    Galerie zdjęć

    Wideo