Henryk Kasperczak: Stal Mielec, to był strzał w dziesiątkę. Spędziłem w niej najlepsze lata. Trzymam kciuki, aby się teraz utrzymała

Marek Bluj
Marek Bluj
Kapitan Henryk Kasperczak przed pamiętnym meczem z Realem Madryt.
Kapitan Henryk Kasperczak przed pamiętnym meczem z Realem Madryt. fot. Jerzy Jarosz
W Mielcu spędziłem najpiękniejsze chwile w mojej karierze. Trudno powiedzieć, jak by się potoczyła moja piłkarska przyszłość, gdyby nie poważna kontuzja nogi, z powodu której przez półtora roku nie grałem w Legii Warszawa i później zdecydowałem się na powrót do Mielca. To był strzał w dziesiątkę, bo zdobyłem ze Stalą m.in. dwa tytuły mistrza Polski. Graliśmy dobrze w europejskich pucharach ze znanymi zespołami. Dostałem się do kadry narodowej. Jest co wspominać - mówi Henryk Kasperczak, były świetny zawodnik Stali i reprezentacji Polski.

Zapewne miał pan propozycje z innych klubów, nie tylko ze Stali Mielec?

Miałem, ale miałem nosa, że wybrałem Mielec. Panowała tam świetna atmosfera, Stal była bardzo ambitnym, dobrze zorganizowanym klubem, z dobrymi warunkami do gry. No i byli bardzo dobrzy zawodnicy. Mogłem zostać w Legii, ale zrezygnowałem z tej propozycji, bo czas w niej spędzony nie sprzyjał mi, wspominałem już o dwukrotnie złamanej nodze i długim powrocie do pełnej sprawności. Grali już w tej drużynie Robert Gadocha i Kazimierz Deyna, którzy mieli stałe miejsce w pierwszym składzie, natomiast ja w samej końcówce, przez 6 miesięcy występowałem w rezerwach i na propozycję pozostania w niej, odpowiedziałem „nie”. Wyczuwałem, że będzie mi się ciężko załapać w takim składzie, jaki miała wtedy Legia. Wróciłem do Mielca, choć miałem także propozycje m.in. z Gwardii Warszawa i Polonii Bytom. Od tego czasu moja kariera naprawdę się szybko rozwijała.

Miał pan w Stali doborowe towarzystwo. Grzegorz Lato, Jan Domarski , Zygmunt Kukla, Witold Karaś, Włodzimierz Gąsior, Stanisław Majcher i inni znakomici piłkarze. Za świetną grę dla Stali i reprezentacji kochała was cała Polska, choć byliście z Mielca?...

Oczywiście, bo ten zespół grał po to, by wygrywać, był sympatyczny, dużo chłopaków miało autentyczny talent i umiejętności, żeby grać na wysokim poziomie. To się później w pełni sprawdziło. Od nas, nie tylko ja, Grzesiu Lato, Janek Domarski, Krzysztof Rześny, Zygmunt Kukla, który grał na mistrzostwach świata, występowało w kadrze. Było kilku bardzo dobrych zawodników, nie tylko nasza trójka, którzy mieli duży wkład w rozwój klubu i dla reprezentacji Polski.

W 1976 roku, po zdobyciu przez Stal drugiego tytułu mistrza Polski, spadł na Kasperczaka deszcz nagród: Piłkarz Roku w plebiscycie „Piłki Nożnej”, Piłkarz Roku w plebiscycie „Sport”, Sportowiec Roku województwa rzeszowskiego w plebiscycie „Nowin”. Gdybym był na pana miejscu w tym momencie niejedna łza zakręciłaby mi się w oku…

Rzeczywiście, był to wspaniały rok. Rok po olimpiadzie w Montrealu. Było dużo sukcesów i sprzyjających dla mnie momentów. Po mistrzostwach świata 1974 roku, podczas których Polska zdobyła brązowym medal, grałem nadal na maksa, aby Stal Mielec wciąż znajdowała się w czołówce mistrzostw Polski, czego owocem było drugie mistrzostwo Polski wywalczone przez nas w sezonie 1975/1976.

Które złoto smakowało bardziej, miało większą wartość? To pierwsze z sezonu 1972/1973 czy to drugie?
Myślę, że pierwsze, bo nikt się go nie spodziewał. Występowaliśmy na początku jeszcze jako taki kopciuszek, ale z biegiem czasu ten zespół się rozwijał, grał coraz lepiej, nabierał siły, czego potwierdzeniem było zdobycie tego mistrzostwa. To była cudowna rzecz, że mogliśmy dojść do takiego sukcesu. Wciąż się rozwijaliśmy, byliśmy na ustach całej Polski, całej Rzeszowszczyzny i całego Mielca. Piękna sprawa.

Pierwszy zloty medal MP zdobywaliście, kiedy trenerem był Węgier Karoly Kontha, a drugi kiedy prowadził Stal Edmund Zientara…

Tak było, szczególnie Kotha dużo wniósł do tego zespołu, ale koniecznie należy wspomnieć o innych wspaniałych trenerach, którzy pracowali w Mielcu z wielką ambicją i zaangażowaniem. Wielką robotę zrobił Andrzej Gajewski, wcześniej Konrad Jędryka, później był Zenon Książek, Konstanty Pawlikaniec, Aleksander Brożyniak, Orest Lenczyk. Dzięki swojej kompetencji , ambicji i codziennej solidnej pracy mieli duży wkład w rozwój mieleckiego zespołu.

Czy, jak pan dziś słyszy Stal Mielec, to serce wciąż bije mocnej?

Tak, oczywiście, takich chwil nigdy się nie zapomni, do końca życia. 13 lat spędziłem w Stali, w tym 2 lata w Warszawie, odnosiłem w barwach mieleckiego klubu największe sukcesy. Może gdyby nie kontuzja podczas pobytu w Legii, moja reprezentacyjna kariera rozpoczęłaby się wcześniej, ale niczego nie żałuję. Oczywiście, utrzymujemy ze sobą kontakty, spotykamy się, kiedy jest okazja, jak chociażby z okazji 80-lecia Stali, zawsze jestem chętny żeby do Mielca przyjechać i się spotkać.

Wie pan jak się ma Stal Mielec przed startem do rundy rewanżowej sezonu 2020/2021? Czeka ją bardzo ciężka wiosna…

Tak, wiem. Dla beniaminka pierwszy rok jest bardzo trudny. Później pewnie będzie łatwiej. Wiele spraw dodatkowo się skomplikowało z powodu panującej pandemii. W Mielcu bardzo ważną rolę odgrywali i odgrywają kibice, którzy znów poczuli smak pierwszoligowej piłki. Zapewne chcą, aby Stal grała jak najlepiej i utrzymała się w ekstraklasie oraz mocno żałują, że nie mogą na żywo dopingować swojej drużyny. Zresztą podobnie jest na innych stadionach.

Po objęciu zespołu przez trenera Leszka Ojrzyńskiego, jakby coś drgnęło. Jest więcej optymizmu, że uda się uratować w Mielcu piłkarską ekstraklasę…

Oby się udało. Trzymam mocno kciuki i życzę trenerowi, działaczom, zawodnikom, aby robili wszystko, aby się utrzymać w ekstraklasie. Gra na wysokim poziomie to jest cudowna rzecz, a dla poszczególnych zawodników dobry podkład do dalszej kariery. My mieliśmy świetne warunki, graliśmy w klubie, w którym pod względem sportowym, finansowym, bo byliśmy bardzo dobrze wynagradzani, mogliśmy się rozwijać. Mam nadzieję, że tak samo jest teraz i zawodnicy postarają się o jak najlepsze wyniki.

W europejskich pucharach nasze zespoły dostają lanie. Jak pan ocenia polską ligę?

Zaliczam ją do słabych lig. Muszę powiedzieć prawdę. Nie jest to co kiedyś było, walczyliśmy jak równy z równym z Realem Madryt i innymi klubami i nigdy nie zostaliśmy upokorzeni na boisku. Przeciwnie. Stawialiśmy czoła najlepszym, pokazywaliśmy, że jednak nieźle gramy w tę piłkę. Oczywiście był to inny czas. Nasza drużyna była zbudowana z samych Polaków, którzy chcieli coś osiągnąć. Nie było takich sytuacji, jak dzisiaj, że połowa, a nawet większość zawodników w drużynie to obcokrajowcy, którzy według mnie zaliczają się do średniaków, nie wiem czy swoją grą są w stanie coś dla swoich klubów i dla Polski też, zrobić.

Oglądał pan debiutancki występ Arkadiusza Milika w Olimpique Marsylia? Jak pan go skomentuje?

Niewidoczny, jak zespół. Marsylia mnie zawiodła w tym meczu, w zasadzie nic specjalnego nie pokazała. Zasłużone zwycięstwo Monaco. Marsylii, nazwijmy to tak, nie najlepiej idzie, nasz zawodnik ma trudne zadanie. Szefowie klubu liczą na niego. Myślę, że Milik może coś zrobić dobrego, ale Francuzi grają typowo środkowym napastnikiem. Milikowi odpowiada gra jak w reprezentacji, gdzie wymienia się z Robertem Lewandowskim, gdy ma obok siebie zawodnika, który strzela bramki. On to lubi; oczywiście też umie strzelać bramki, co widać było w grze naszej reprezentacji. W Marsylii będzie to zupełnie inaczej wyglądało, jak kiedyś w Ajaksie, gdzie mu nie specjalnie wychodziło, dlatego czeka go w Marsylii trudna rola.

Reprezentacja Polski z nowym trenerem Paulo Sousą da radę pokazać się finałach Euro i w eliminacjach do mistrzostw świata z dobrej strony?
Zależy co rozumiemy pod określeniem „da radę”. Myślę, że obecnie może być tylko jeden cel, zresztą życzyłem tego podczas gali 100-lecia PZPN Jerzemu Brzęczkowi i Zbigniewowi Bońkowi; żeby chłopcy w końcu zdobyli jakiś medal. Tylko to będzie nas cieszyło. Ten zespół pokazał się z dobrej strony na poprzednich mistrzostwach Europy, dlaczego nie ma kontynuować tego, zwłaszcza że ma tak świetnego strzelca, jakim jest Lewandowski. Kilku zawodników nabrało większego doświadczenia. Dla mnie sukcesem będzie zdobycie jakiegoś medalu. Drużyna ma takie możliwości. Nowy trener ma im w tym pomóc, aby przy ich umiejętnościach, wykazali się. Boniek, który nie owija w bawełnę powiedział wyraźnie, że Brzęczka zwolnili zawodnicy, nie chcieli z nim pracować. Teraz, jak opinia publiczna wie, że to zawodnicy zmienili trenera, muszą oni pokazać co mają w nogach i w głowie, bo jak nie to znowu będą zwalniać trenera?... Życzmy reprezentacji, aby było dobrze, aby zdobyła ten medal. Jeżeli trener im w tym pomoże, to będzie mu chwała i wszyscy się będą cieszyć.

W najbliższych miesiącach będziemy jednak mocniej zaciskać kciuki za Stalą Mielec…

Oczywiście, życzę Mielcowi jak najlepiej, aby Stal pomyślnie wystartowała do rundy rewanżowej. Jednak z praktyki i życia wiem, że aby się utrzymać trzeba przede wszystkim wygrywać z zespołami, które podobnie jak ona są w trudnej sytuacji, a przy okazji skubnąć także coś z tych, którzy znajdują się w górnej części tabeli. Oglądam niektóre mecze mielczan, oczywiście jak mam okazję i powiem, że pewien potencjał ten zespół ma. Niech go wykorzysta!


ZOBACZ TAKŻE - Jacek Klimek, prezes FKS Stal Mielec S.A.: Miałem 48 godzin na podjęcie decyzji - korporacja albo piłka [WIDEO, STADION]

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Karkur

Kasperczak to najlepszy możliwy trener dla naszej reprezentacji niestety nie miał układów u pajaców z PZPN

Dodaj ogłoszenie