Jaki los czeka Pstrowskiego

Norbert Ziętal
Wincenty Pstrowski straszy od jesieni do wiosny. Potem zasłaniają go liście. Wkrótce zniknie, bo blok zostanie ocieplony.
Wincenty Pstrowski straszy od jesieni do wiosny. Potem zasłaniają go liście. Wkrótce zniknie, bo blok zostanie ocieplony. NORBERT ZIĘTAL
Po mieście rozeszła się wiadomość, że płaskorzeźba Wincentego Pstrowskiego, socjalistycznego przodownika pracy, wisząca na bloku na os. Glazera, może zniknąć.

- Na pewno nie stanie się to szybciej niż za kilka lat - mówią w Przemyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Wkrótce w polskich miastach mają być zlikwidowane wszelkie symbole związane z nazizmem i komunizmem. Szczególnie chodzi o nazwy ulic i placów. Gdzieniegdzie ostały się jeszcze pomniki komunistycznych bohaterów. Samorządom w identyfikacji "bohaterów" ma pomagać Instytut Pamięci Narodowej. Czy to wyrok na przemyskiego Pstrowskiego? Nie. Płaskorzeźba może zniknąć z bardziej prozaicznych powodów.

Z powodu ocieplania budynku

- Mamy w planach ocieplenie tego bloku. Po wykonaniu pracy, raczej nie będziemy ponownie zakładać płaskorzeźby, bo wiąże się to z kosztami. Jednak jest to perspektywa kilku lat - mówi Zbigniew Kurosz, prezes Przemyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Wykonana z grubej blachy rzeźba jest w kiepskim stanie technicznym. Niewykluczone, że przy demontażu zniszczy się. Nie zagraża jednak bezpieczeństwu przechodniów.

- Jeżeli znajdzie się chętny, który zechce wziąć rzeźbę, to nie widzimy najmniejszego problemu, aby ją oddać - twierdzi prezes Kurosz.

Górnik Wincenty Pstrowski

Górnik Wincenty Pstrowski

Zasłynął w 1947 r. listem otwartym, w którym wzywał kolegów po fachu do współzawodnictwa pracy i przekraczania norm. Sam miał fedrować węgiel za trzech. W zasadzie nie wiadomo, czy Pstrowski rzeczywiście był taki pracowity, czy był tylko wytworem komunistycznej propagandy. Zmarł młodo, a jego marzenia o zbudowaniu potężne socjalistycznej Polski nigdy się nie spełniły.

Miejsce płaskorzeźby jest w muzeum

Na co dzień mało kto zwraca uwagę na tę propagandową płaskorzeźbę. Są jednak osoby, które jej bronią.

- Jest to pamiątka, która musi być zachowana. Charakteryzuje pewną epokę i powinna pozostać. Może akurat nie na tym bloku, ale np. w muzeum - mówi Zdzisław Szeliga, pasjonat przemyskiej historii i kultury.

Płaskorzeźbę chętnie przyjęłoby Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej. Do dzisiaj zachował się w nim pomnik cesarza austriackiego Franciszka. Został wzniesiony w okresie zaborów. Zachowano go ze względów historycznych.

Armatami zajęli się pasjonaci historii

Ciekawym przykładem wykorzystania przemyskich symboli socjalizmu są dwie poradzieckie armaty. Niegdyś stały przy pomniku ku czci Armii Czerwonej. Najpierw był on na pl. na Bramie, potem na Rybim Placu. W latach 90. razem z pomnikiem, trafiły na przemyski cmentarz wojskowy. W ub. roku prezydent Przemyśla zgodził się, aby zniszczonymi armatami zaopiekowali się pasjonaci historii. Działa będą wykorzystywane podczas organizowanych w Przemyślu inscenizacji bitew.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie