Kiedy choroba brzmi jak wyrok

Rozmawiała Grażyna Woźniak
Semek Lipiec
Semek Lipiec Fot. Krystyna Baranowska
Rozmowa z psychologiem Semkiem Lipcem z Rzeszowa.

- Kiedy ktoś choruje nieuleczalnie, często chce być dokładnie informowany o swoim stanie zdrowia i rokowaniach. Jednak boi się, że usłyszy najgorsze wieści. Jak należy takie przekazywać?

- Nigdy nie wolno wyrokować. W przypadku przykładowo zaawansowanej choroby nowotworowej należy uświadomić pacjentowi, w jakim stadium jej się znajduje. Jakim terapiom będzie poddany? Stwierdzenia, że ktoś przed sobą kilka miesięcy życia jest niedopuszczalne.

- Czy nie lepiej w ogóle zaoszczędzić pacjentowi takiej wiedzy? ?

- Chory, który wie będzie z pewnością bardziej przygotowany na dyskomfort związany z chorobą lub czekającym go kalectwem. Jeśli mimo to, nie będzie bardziej przygotowany, psycholog postara się tak go wspomóc psychicznie, by chwila załamania, nie przerodziła się w całkowitą abnegację. Fakt, że nie zawsze to nam się udaje.

- Jak chorzy reagują na wieść o nieuleczalnej chorobie?

- Wyróżniamy cztery takie etapy, które z reguły następują po sobie. Po usłyszeniu, że pacjent będzie musiał przykładowo żyć przykuty do inwalidzkiego wózka, zazwyczaj ktoś reaguje szokiem. Niedowierza, że tak jest, blokuje się psychicznie, nie dopuszcza myśli o najgorszym. Potem jest bunt i ciągłe natarczywe pytanie, dlaczego właśnie mnie to spotkało?! Jest lęk przed bólem, inwalidztwem, staniem się ciężarem dla rodziny. Chory często bywa agresywny, ale chwilę później może pojawić się rezygnacja ze wszystkiego. W najgorszym razie wystąpią myśli samobójcze. Bywa, że po odrętwieniu następuje akceptacja i próba znalezienia się w nowej sytuacji.

- Na czym w takiej sytuacji polegają działania psychologa?

- Ważna jest to umiejętność uważnego słuchania, bez oznak przesadnej litości, użalania się, udzielania cennych rad, wskazówek na przyszłą egzystencję. Pacjent czułby się zbywany, lekceważony. Czego mu brakuje to wygadania się, wypłakania, wykrzyczenia swojej niezgody na chorobę.

- Czy zamiast psychologa nie mogłaby wystąpić rodzina?

- Obecność bliskich jest najważniejsza w czasie kryzysu. Ale z reguły najbliżsi choremu także wymagają pomocy psychologa. Najczęściej bezradnie towarzyszą bliskiej im osobie, mogąc co najwyżej wspierać ją swoją stałą obecnością. Nie jest to łatwe, zważywszy na zmienność nastrojów chorego, często mylonych przez bliskich z histerią.

- Czy w trakcie rozmów z takim pacjentem należy sugerować, jak może w przyszłości ułożyć sobie życie?

- Nigdy tego nie robię, przynajmniej na początku terapii. Najczęściej pacjent sam znajduje rozwiązania na dalszy byt.

- Czy całkowita szczerość wskazana jest nawet w chwili, gdy nieuchronnie zbliża się śmierć?

- Każdą z takich sytuacji trzeba rozpatrywać indywidualnie. Różne są ludzkie konstrukcje psychiczne. Ale w każdej z tych sytuacji bardzo ważna jest obecność ludzi bliskich choremu.

- Śmierć dość skrupulatnie jest chowana za szpitalne parawany?

- Sądzę, że umierający, w chwili uświadomienia sobie bliskiego już końca jest obezwładniony strachem. Kiedy dociera do niego, że od tego nie ma ucieczki lęk zastępuje bunt i żal. Potem jest tylko rezygnacja i pogodzenie z mającym nastąpić zgonem, bywa, że jego akceptacja. Ważne, by w tych ostatnich chwilach nie towarzyszyła mu jedynie samotność.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie