Nazywam się Jan Bury

    Nazywam się Jan Bury

    Jaromir Kwiatkowski

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    - Jan Bury - przedstawił się młodszy. - Jan Bury - przedstawił się starszy. Teraz razem zasiądą w Sejmie.

    - Jan Bury - przedstawił się młodszy. - Jan Bury - przedstawił się starszy. Teraz razem zasiądą w Sejmie. ©Archiwum

    Obaj zostali posłami. Kandydowali z różnych partii, działali w różnych środowiskach. Co ich łączy?
    - Jan Bury - przedstawił się młodszy. - Jan Bury - przedstawił się starszy. Teraz razem zasiądą w Sejmie.

    - Jan Bury - przedstawił się młodszy. - Jan Bury - przedstawił się starszy. Teraz razem zasiądą w Sejmie. ©Archiwum

    Poznali się kilkanaście lat temu w pociągu do Warszawy. Starszy był wtedy pracownikiem NIK, młodszy dostał się po raz pierwszy do Sejmu.

    - Jan Bury - przedstawił się młodszy. - Jan Bury - przedstawił się starszy. Teraz razem zasiądą w Sejmie.

    Dziś starszy Jan Bury ma za sobą 16-letnie doświadczenie jako wolontariusz Fundacji Pomocy Młodzieży im. Jana Pawła II "Wzrastanie", gdzie jest przewodniczącym Zarządu i dyrektorem domu dla dzieci w Łopuszce Małej w pow. przeworskim. Młodszy to znany polityk, jeden z liderów PSL, szef tej partii na Podkarpaciu. Obecna kadencja w Sejmie będzie piątą w jego karierze.

    Bury-polityk szacuje, że zbieżność nazwisk dała jego imiennikowi z listy PiS połowę z pond 6 tys. głosów. I zaprasza go... do klubu PSL.

    Dzięki fundacji wiem, że żyję

    Jan Bury (PiS)


    - bezpartyjny, wybrany z listy PiS
    - 66 lat
    - wdowiec, dwóch dorosłych synów (ksiądz i lekarz)
    - ukończył studia z zakresu melioracji i budownictwa wodnego na obecnym Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu, a także dwa kierunki studiów podyplomowych na Akademii Polonijnej w Częstochowie: praktyczne aspekty integracji z UE oraz organizacja i zarządzanie placówkami pomocy społecznej
    - mieszka w Łopuszce Małej w pow. przeworskim
    - w wyborach dostał 6652 głosy w okręgu krośnieńsko-przemyskim



    Bury-społecznik przez 24 lata pracował w NIK-u, z którym rozstał się w 1994 r. Wtedy całkowicie poświęcił się społecznej pracy w Fundacji "Wzrastanie". Żyli z pensji żony. Dziś jest emerytem. Od roku dostaje unijną rentę rolniczą za przekazanie gospodarstwa.

    - Głównie zależy mi na rodzinie. Jaka rodzina, takie społeczeństwo - tłumaczy sens pracy w fundacji.

    Pod jej opieką znajduje się ponad 400 osób (dzieci i dorosłych) w 12 placówkach opiekuńczo-wychowawczych i pomocy społecznej, w tym w domach dla dzieci w Łopuszce Małej i Dynowie, świetlicach profilaktyczno-wychowawczych oraz klubach "Wzrastanie" w Rzeszowie, Łańcucie i Przeworsku, warsztatach terapii zajęciowej w Przeworsku i schronisku dla bezdomnych mężczyzn w Jarosławiu. Fundacja kończy budowę hospicjum w Jarosławiu i schroniska dla bezdomnych kobiet w Przeworsku.

    Uważa, że gdyby nie zaangażował się w działalność fundacji, być może byłby dziś sfrustrowanym emerytem. A tak wie, że żyje.

    Fundacja "Wzrastanie" jest dwukrotnym laureatem I Nagrody Ogólnopolskiego Konkursu "Pro Publico Bono". Bury otrzymał medal "Pro Eclesia et Pontifice", przyznany przez Jana Pawła II, oraz Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

    Zamiast sędziego - polityk

    Jan Bury (PSL)


    - wiceprezes PSL, szef Zarządu Wojewódzkiego PSL na Podkarpaciu
    - 44 lata
    - żonaty, 7-letnia córka
    - ukończył studia prawnicze w Filii UMCS w Rzeszowie, od 2001 r. członek Krajowej Rady Sądownictwa
    - mieszka w Rzeszowie-Słocinie
    - w wyborach dostał 21.426 głosów w okręgu rzeszowsko-tarnobrzeskim



    Bury-polityk po ukończeniu studiów prawniczych w 1990 r. rozpoczął aplikację sędziowską, jednak przerwał ją po kilku miesiącach. Wybrał politykę. Był już wtedy szefem Zarządu Krajowego ZMW, piął się w górę w hierarchii PSL. W 1991 r. wszedł po raz pierwszy do Sejmu, z listy krajowej.

    Chwali się, że w 1993 r. udało mu się, jako wiceprzewodniczącemu komisji młodzieży, kultury fizycznej i sportu, przeforsować ustawę o dopłatach z Totalizatora Sportowego do inwestycji sportowych.

    - Z tych pieniędzy powstała większość basenów i przyszkolnych, pełnowymiarowych hal sportowych - podkreśla.

    Za sukces w kadencji 1993-97 uważa fakt, że województwo rzeszowskie - za PSL-owskiego wojewody Kazimierza Surowca - po powstaniu ARiMR-u brało najwięcej w kraju pieniędzy na wiejskie wodociągi, kanalizację, telefony, drogi.

    - To był kapitalny skok cywilizacyjny - podkreśla poseł.

    Później miał czteroletnią przerwę sejmową, był radnym wojewódzkim. Kadencję 2001-2005 wspomina głównie z powodu półtorarocznej pracy w komisji śledczej ds. prywatyzacji PZU.

    - Ta komisja dała mi ogromną wiedzę na temat mechanizmów prywatyzacji w Polsce - twierdzi.

    30 razy droższa kampania

    Nie ma problemów z identyfikacją


    Joanna Trzaska-Wieczorek, Biuro Prasowe Sejmu: Pozostałe dane osobowe identyfikują panów posłów w sposób wystarczający dla bezproblemowego ich funkcjonowania. Zaś o ich działalności poselskiej, np. wynikach głosowań, zawsze informuje się z przypisaniem do konkretnego klubu.



    Bury-społecznik nie spodziewał się, że zostanie posłem.

    - To był dla mnie szok. Tym bardziej, że nie zabiegałem o reklamę, nie miałem na to czasu - podkreśla.

    Koszt kampanii ocenia zaledwie na 3-4 tys. zł, które wydał z własnych pieniędzy. Po prostu wysłał 5 tys. listów do wyborców, do których dołączył swoją ulotkę i folder fundacji.

    - Nie wiem jeszcze, co będę mógł zrobić w Sejmie jako poseł opozycyjny. Nie wiem, jak się sprawdzę i czy w ogóle się sprawdzę - martwi się Bury.

    Jednego jest pewien: praca w Sejmie nie odbije się na działalności fundacji. - Ze śp. żoną Weroniką wychowaliśmy wspaniałą kadrę - podkreśla.

    Kampania Burego-polityka była o wiele droższa i bardziej widoczna: plakaty, duże banery itd. Szef PSL na Podkarpaciu ocenia, że komitet wyborczy partii wydał na niego jako na lidera listy ok. 100 tys. zł.

    Wybrany przez "pomyłkę"?

    Czy niektórzy wyborcy "pomylili się" i poparli Burego-społecznika myśląc, że to Bury-polityk?

    Szef fundacji przyznaje, że mogło tak się zdarzyć, choć nie w masowej skali. Jest pewien, że o jego sukcesie wyborczym zdecydowały wysłane listy.

    - W Zarzeczu, rodzinnej gminie posła Burego, dostałem tylko 315 głosów, a więc nie pomylono nas - twierdzi. - Jestem znany szczególnie w środowiskach ludzi działających społecznie, w Akcji Katolickiej, Domowym Kościele. Na wsi to elita.

    Bury-polityk jest innego zdania. Podkreśla, że bardzo szanuje szefa Fundacji "Wzrastanie" za to co robi dla dzieci. Dodaje jednak:

    - Takich ludzi, którzy robią świetne rzeczy, jest w Polsce i na Podkarpaciu sporo. Ale pomiędzy tym, że ludzie robią coś z pasją a wybraniem ich do Sejmu jest daleka droga. Bo z reguły nie są rozpoznawalni w całym województwie, a tylko w niektórych środowiskach.

    Jako przykład, polityk PSL przytacza przypadek Aleksandra Zaciosa, przewodniczącego Rzeszowskiego Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta, który kandydował z 24. miejsca listy ludowców do Sejmu. Dostał zaledwie 776 głosów.

    - A przecież odwiedził kilka tysięcy mieszkań, chodząc "od drzwi do drzwi" - podkreśla Bury. I dodaje:

    - Na listach jest wielu ludzi wybitnych, którzy nie są wybierani. A zbieżność nazwisk pomaga w wyborze.

    Na pytanie, ile głosów - jego zdaniem - mógł dostać Bury-społecznik przez "pomyłkę", Bury-polityk odpowiada:

    - Mogę zaryzykować tezę, że 50 proc.

    I dopowiada, że gdyby nie to, to PSL (a konkretnie Mirosław Karapyta) dostałby drugi mandat w okręgu krośnieńsko-przemyskim.

    Bury-polityk: zapraszam mego kolegę do PSL

    Na pytanie, czy będzie współpracował w Sejmie z kolegą "od imienia i nazwiska", Bury-społecznik odpowiada: - W Sejmie trzeba rozmawiać. Różnice polityczne są istotne, ale bez rozmowy nie ma współpracy.

    Bury-polityk uważa, że konkretną płaszczyzną współpracy obu panów może być np. przygotowany przez niego przed rokiem projekt ustawy o finansowaniu wychowania przedszkolnego z budżetu państwa.

    - Korzystając z tego, że w polityce to ja jestem seniorem, chcę wyrazić nadzieję, że pan Bury zobaczy, iż PSL to fajna partia - mówi ludowiec.

    - Jeżeli przyłączyłby się do klubu PSL, albo przynajmniej wspierałby nas, byłby to kapitalny ruch z jego strony. Tym bardziej, że powinien mieć świadomość, iż to przez niego PSL nie zdobył w okręgu krośnieńsko-przemyskim drugiego mandatu.







    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo