Nie ma pewności, kto w chwili katastrofy prezydenckiego Tu-154 siedział za sterami

Ioan Polaczek, IAR
Rosyjski ekspert Wiktor Timoszkin zasugerował, że prezydencki samolot, który rozbił się pod Smoleńskiem mógł pilotować generał Andrzej Błasik.

Specjalista do spraw bezpieczeństwa lotów skomentował w dzienniku "Komsomolskaja Prawda" informację, że w kabinie pilotów Tupolewa przed katastrofą był dowódca polskich sił powietrznych.

Rosyjski ekspert Wiktor Timoszkin stwierdził, że - my już od dawna mówiliśmy, że ktoś z osób postronnych mógł nie tylko znajdować się w kabinie pilotów, ale i usiąść za sterami. Dodał, że - dziś bez odpowiedzi pozostaje kilka ważnych pytań. Nie wiemy czy polski generał miał prawo do latania i czy miał on doświadczenie w pilotowaniu Tu-154.

Wiktor Timoszkin mówi, że - według niego - wiarygodna jest wersja, że to osoba postronna spowodowała katastrofę, a nie członkowie załogi.
Ekspert przypomniał, że w Rosji w katastrofach lotniczych zginęło 4 gubernatorów.

- We wszystkich przypadkach oni nakazywali pilotom wykonywanie pewnych manewrów - powiedział Wiktor Timoszkin.

Koronawirus fake news. Oto największe absurdy.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 21

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

B
Balon
W dniu 26.05.2010 o 22:15, Gość napisał:

Czyli trzeba szukać dalej, A może to MagGaywer i Chuck Norris lecieli zaczęli się kłócić który będzie lądował, aż w końcu wpadł w ostatniej chwili tuż przed lądowaniem Chuck Bartowski z nową wersją intersekta (przez otwarte drzwi od kabiny) i kazał im lądować na autopilocie, Oni się go przestraszyli i go włączyli. No ja myślę, że tak to było.


Okaże się po wyborach jak wycofają z TV filmy z tymi aktorami.
G
Gość

Zapytanie nr 2496
do ministra obrony narodowej
w sprawie odznaczenia pilota prezydenckiego samolotu, kpt. Grzegorza Pietruczuka, srebrnym krzyżem za zasługi dla obronności
Uzasadnienie
Według informacji prasowych i wywiadu, jakiego szef MON udzielił dla Radia Zet 19 września br., kpt. Grzegorz Pietruczuk został odznaczony srebrnym krzyżem za zasługi dla obronności. Wedle słów szefa MON pilot otrzymał medal za ˝przestrzeganie procedur i poczucie odpowiedzialności za bezpieczeństwo czterech prezydentów na pokładzie˝. Ministrowi chodziło o lot, jaki wykonał prezydencki TU-154 na Kaukaz 12 sierpnia br. Planowo samolot miał lądować w Azerbejdżanie w Ganji, ale prezydent RP podjął decyzję o locie do Tbilisi. Pilot odmówił zmiany kierunku lotu. Decyzja pilota doprowadziła do licznych komplikacji w wizycie czterech prezydentów w Gruzji. Przejazd drogą do Tbilisi był bardzo niebezpieczny i sprowadzał realne zagrożenie dla osób w nim uczestniczących. Według doniesień medialnych obawy pilota o stan techniczny lotniska w Tbilisi były całkowicie nieuzasadnione i można było na nim bezpiecznie wylądować.
Proszę wobec tego Pana Ministra o odpowiedzi na następujące pytania:
1. Czy pilot ma prawo odmówić wykonania rozkazu zwierzchnika Sił Zbrojnych RP?
2. Czy odznaczenie pilota za de facto zaniechanie działania tak wysokim odznaczeniem państwowym jest zgodne z obowiązującymi procedurami?
3. Czy Minister, podejmując decyzję o odznaczeniu, chciał pokazać, iż będzie premiował w przyszłości przypadki niesubordynacji, tchórzostwa i odmawiania wykonywania rozkazów?
4. Czemu sprawa odznaczenia pilota została tak nagłośniona w mediach przez szefa MON? Czy był to kolejny element prowokacyjnej polityki rządu wobec prezydenta RP?
5. Czy zbadano przebieg wydarzeń w kabinie pilotów i zgodność podejmowanych przez nich decyzji z obowiązującymi procedurami? Jakie są wnioski z tej kontroli?
6. Czemu szef MON nie odznaczył innych członków załogi?
7. Jak MON zamierza reagować, jeśli w przyszłości będą powtarzać się tego typu przypadki odmawiania zmiany kierunku lotu?
Z wyrazami szacunku
Poseł Przemysław Gosiewski
Kielce, dnia 23 września 2008 r.

u
uk
W dniu 26.05.2010 o 15:38, Komisja napisał:

Pisali że mógł to być odmieniony Janusz Palikot. To on siedział za sterami.


Pali kot tojest dla mnie historia i czlowiekiem bez honoru moralnosci etyki.Czlowiek z marginesu Ale po sie nim obstawia.Kto z kim przestaje takim sie staje.Nysle ze tego durnia juz nikt nie wybierze.Wybory jednomandatowe.Bo tacy ludzie dale beda w sejmie nawet z 500 glosami.To jest zla ordynacja wyborcza forujaca jednych i tych samych ludzi.Dno.
G
Gość

do przewa\ozu vip-ów czyli bezmuzgich nadętych bufonow pawinna w samolocie być zamontowana klatka jak dla dzikich zwierząt i opląbowana

R
RYBA

TO BY SIE ZGADZALO KRZYCZELI DO GORY ATU NIE BYLO REAKCJII!!!!!!!!

a
ajwaj!
W dniu 26.05.2010 o 22:15, Gość napisał:

Czyli trzeba szukać dalej, A może to MagGaywer i Chuck Norris lecieli zaczęli się kłócić który będzie lądował, aż w końcu wpadł w ostatniej chwili tuż przed lądowaniem Chuck Bartowski z nową wersją intersekta (przez otwarte drzwi od kabiny) i kazał im lądować na autopilocie, Oni się go przestraszyli i go włączyli. No ja myślę, że tak to było.


ja bym jednakoż trzymał się wersji iż to hrabia nasz złotousty imć broniu k. maczał w tym paluchy ,jako że jako że w swym wąsatym i rumianym majestacie rzeł niegdyś:AEROPLANY MAJĄ TO DO SIEBIE IŻ JAK WYSTARTUJĄ TO MUSZĄ I WYLĄDOWAĆ" a że wiadomo powszechnie że jamajka niedaleko hispanioli leży to nasz rumiany szlachcic niechybnie z sił Voodoo skorzystał.howgh!!
w
wojtek

To był zamach
mówią eksperci polski i niemiecki

Informacja, że Tu-154 podchodził do lądowania prawie do końca na autopilocie, potwierdza niemal ze stuprocentową pewnością tezę, że załogę wprowadzono w błąd przy użyciu tzw. meaconingu. Oznaczałoby to, że Lech Kaczyński z małżonką i pozostałe 94 osoby na pokładzie zostały zamordowane.

Raport rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego
(MAK), zaprezentowany w Moskwie przed kamerami telewizyjnymi, za katastrofę pod Smoleńskiem obarcza winą polskich pilotów, pozostawiając przy tym miejsce dla domysłów, że załoga uległa naciskom któregoś z pasażerów.

Komisja Techniczna jednoznacznie stwierdziła w czasie lotu nie doszło do aktu terrorystycznego, wybuchu, pożaru na pokładzie, niesprawności urządzeń technicznych samolotu. Silniki pracowały do samego zderzenia z ziemią. (...) Ustalono, ze w kabinie znajdowały się osoby niebędące członkami załogi. Głos jednej z nich dokładnie zidentyfikowano, głos innej (lub innych) poddawany jest dodatkowej identyfikacji przez stronę polską. Jest to ważne dla śledztwa czytamy w dokumencie. Ale mimo ogólnikowego charakteru i rażącej jednostronności w raporcie znalazły się istotne informacje, które podważają wersję Rosjan, wskazując przy tym, że tragiczna śmierć 96 Polaków w tym prezydenta RP wcale nie była konsekwencją nieszczęśliwego wypadku.

Kto zmylił autopilota?

Z raportu rosyjskiego MAK wynika przede wszystkim, że samolot prezydencki podchodził do lądowania na autopilocie, który sterował zarówno wysokością, ciągiem, jak i kursem rządowej maszyny. Co ciekawe, informacji tej nie podano podczas konferencji prasowej; znajdowała się ona tylko w pisemnej wersji dokumentu.

Wyłączenie pilota automatycznego w płaszczyźnie wzdłużnej i automatycznego regulatora ciągu nastąpiło przy próbie odejścia na drugi krąg odpowiednio na 5 i 4 sekundy przed zderzeniem z przeszkodą (drzewem), które zapoczątkowało niszczenie konstrukcji samolotu informują autorzy raportu. To bardzo ważna informacja. Autopilot jest urządzeniem do automatycznego sterowania samolotem, pobierającym do tego celu dane z GPS i innych wskazań przyrządów pokładowych (na GPS opiera się zresztą cały nowoczesny flight management system, w którym zintegrowane są urządzenia nawigacyjne, podłączone do komputera pokładowego).

Ostatni etap przed lądowaniem na autopilocie to przelot przez kolejne, leżące obok siebie tzw. waypoints: 10 km przed pasem wysokość 500 m, 8 km 400 m, 6 km 300 m, 4 km 200 m, 2 km 100 m ten ostatni punkt to tzw. punkt decyzji i wysokość decyzyjna: jeśli pilot nie widzi tutaj pasa startowego, to musi zrezygnować z lądowania i polecieć na inne lotnisko. Tymczasem załoga polskiego samolotu (w tak trudnych warunkach pogodowych) wyłączyła pilota dopiero 5 sekund przed katastrofą, mimo że można to zrobić w sekundę, jednym ruchem ręki. Należy zaznaczyć, że waypoints przy lądowaniu są określone inaczej dla każdego typu maszyny i nie mają nic wspólnego z tym, gdzie lądujemy.

Dziennik Fakt, powołując się na rosyjskiego prokuratora, który słyszał rozmowy w kokpicie, napisał kilka dni temu, że parę sekund przed tragedią piloci dotąd spokojni zaczęli wołać: Daj drugi... W drugą!. Musiał być to po prostu pierwszy moment, w którym załoga zorientowała się, że jest w złym miejscu i na złej wysokości prawdopodobnie minęli wtedy znajdującą się tam antenę NDB lub jak czytamy w raporcie uderzyli w drzewo. Dlaczego piloci schodzili spokojnie do lądowania na autopilocie i dopiero kilka metrów nad ziemią zorientowali się, że samolot jest tak nisko? Czy byli samobójcami? Dlaczego nie reagowali na wskazania urządzeń pokładowych, które jeśli działały bez zarzutu, jak twierdzą Rosjanie musiały informować ich, że są na wysokości 100, a potem 70 czy 20 m? Wytłumaczenie jest tylko jedno: autopilot opierał się na błędnych danych z komputera pokładowego, a piloci myśleli, że są znacznie wyżej.

:: 16:32:43To był zamach
Strąceni fałszywym sygnałem

To, że 10 kwietnia pod Smoleńskiem sygnał GPS w Tu-154 był zakłócony co doprowadziło do błędu pozycji samolotu w pozycji horyzontalnej (160 m w lewo od osi pasa startowego oraz szacunkowo 80 m w pionie) jest oczywiste. Inteligentną metodą takiej agresji jest meaconing, polegający na nagraniu sygnału satelity i ponownym nadaniu go (z niewielkim przesunięciem w czasie i z większą mocą) na tej samej częstotliwości w celu zmylenia załogi samolotu. Od razu podkreślmy, że nie jest to żadna fantastyczna technika z filmów o Jamesie Bondzie: od czasu zamachów terrorystycznych w Nowym Jorku na World Trade Center meaconingu używa się w prawie wszystkich krajach świata m.in. do ochrony obiektów specjalnego znaczenia, takich jak np. elektrownie atomowe czy obiekty rządowe (np. w razie ataku rakietowego).

W przypadku Tu-154 podchodzącego właśnie do lądowania wystarczyłoby niewielkie przekłamanie sygnału, by doprowadzić do tragedii. Meaconing można ustawić z precyzją do 0,3 m, a do zaburzenia prawidłowego działania może dojść ze źródła oddalonego nawet o kilkadziesiąt kilometrów od samolotu. Technicznie możliwe jest również zmylenie wysokościomierza radiowego. Gdyby dodać do tego przekazanie nieprawdziwej wartości ciśnienia barometrycznego (Rosjanie nie poinformowali dotychczas, jakie ciśnienie podali dowódcy tupolewa), załoga samolotu była nawet przy dużo lepszej widoczności niż ta, która panowała w Smoleńsku bez szans. Charakterystyczne ukształtowanie terenu przed lotniskiem Smoleńsk-Siewiernyj rozległa niecka stanowiło dodatkową gwarancję
powodzenia ataku.

Wskazania wysokości przez GPS i innych urządzeń nie były prawidłowe, ale mimo wszystko wystarczające, by uruchomić EGPWS (system ostrzegający pilotów o odległości samolotu od gruntu). Jego sygnał ostrzegawczy włącza się, gdy samolot schodzi poniżej 666 m (2000 stóp) nad ziemią. Piloci zignorowali ostrzeżenie EGPWS (jako że jego zadaniem jest ostrzegać przed zbliżającą się ziemią i robi on to za każdym razem, kiedy się ląduje) i lecieli dalej, oczekując, że za jakiś czas zobaczą pas startowy (zgodnie z procedurami pilot miał prawo podchodzić do wysokości decyzyjnej i dopiero wtedy podjąć decyzję o kontynuacji lub zaniechaniu manewru). Problem w tym, że EGWPS także opiera się na pomiarach położenia uzyskanego z odbiornika GPS i wysokości z wysokościomierza radiowego: Tu-154 wkrótce znalazł się więc nie 100, lecz 5 m nad ziemią. Piloci nie zdążyli nawet poszukać wzrokiem pasa startowego...

Jeszcze raz powtórzmy: skoro samolot leciał na włączonym autopilocie, to piloci wierzyli, że są znacznie wyżej i w innej pozycji. Samolot zaczął nurkować, zanim piloci przeszli na ręczne sterowanie, co oznacza, że albo doszło do awarii autopilota, albo celowego zakłócania. Komisja nie stwierdziła awarii, poza tym urządzenie będące tyle lat w eksploatacji raczej nie powinno mieć takich niespodziewanych awarii.

I nie może tu być mowy jak sugerowali niektórzy dziennikarze o jakimś innym wytłumaczeniu, jak np. pomyłce przy wprowadzaniu danych o ciśnieniu, spowodowanej stosowaniem innych jednostek w Rosji. Zarówno qnh, qfe, pascale czy mmHg są wartościami standardowymi stosowanymi na całym świecie. Oprogramowanie używane w komputerach pokładowych jest przystosowane do analizy poprawności wprowadzanych danych właśnie ze względu na ryzyko pomyłki.

Wraz z upływem czasu coraz trudniej będzie uzyskać dowody wyjaśniające, kto i jak doprowadził do katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem. Zastanawiające, że dane, które mogłyby zaprzeczyć zarówno prezentowanej na łamach GP hipotezie o możliwości eksplozji w Tu-154 (przy czym teza o wybuchu nie wyklucza wcześniejszego zmylenia załogi poprzez meaconing!), jak i naszym ustaleniom znajdują się w rękach Rosjan, którzy nie chcą lub przez długi czas nie chcieli udostępnić ich stronie polskiej.

Gruntownej analizie poddano jedynie same przyrządy nawigacyjne, a także urządzenia TAWS, które nie zawierają informacji o sygnale GPS, w związku z czym są bezużyteczne przy weryfikacji hipotezy o zakłóceniu sygnału satelitarnego.

Atak na przyrządy nawigacyjne można bowiem stwierdzić wyłącznie przez analizę czarnych skrzynek, a dokładniej: jednego z parametrów zapisanych w jednym z rejestratorów. Niestety, czarne skrzynki to tylko lepiej lub gorzej zabezpieczone nośniki i usunięcie śladów meaconingu zwłaszcza dla służb znających od podszewkę budowę Tu-154 i jego przyrządów nie jest trudnym zadaniem. Wystarczy, żeby ingerującym w zawartość rejestratorów nikt przez kilka godzin, a tym bardziej przez kilka tygodni nie przeszkadzał. Marek
Strassenburg Kleciak, Hans Dodel

Marek Strassenburg Kleciak pracujący w Niemczech polski specjalista ds. systemów trójwymiarowej nawigacji; wygłaszał prelekcje m.in. na Uniwersytecie Bundeswehry w Monachium i w Instytucie Faunhoferea w Darmstadt; doradca niemieckich organów administracji państwowej.

Hans Dodel niemiecki ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki Satellitennavigation.

Historia lubi się powtarzać?

19 października 1986 r. na terytorium RPA rozbił się Tu-134 z prokomunistycznym prezydentem Mozambiku na pokładzie (oprócz niego w samolocie znajdowały się 43 osoby, w tym kilkunastu ministrów i innych ważnych urzędników tego państwa). Podobnie jak w przypadku katastrofy pod Smoleńskiem, maszyna roztrzaskała się, odchyliwszy się wcześniej o 37 stopni od właściwego toru lotu, a piloci obniżali samolot, zachowując się tak, jakby nie mieli świadomości, na jakiej wysokości się znajdują. Zignorowali też tak jak polska załoga sygnał ostrzegawczy GWPS, który włączył się 32 sekundy przed upadkiem. Po katastrofie południowoafrykańska policja zabrała wszystkie czarne skrzynki, odmawiając poddania ich niezależnemu badaniu. Oficjalny raport przygotowany przez śledczych RPA do złudzenia przypominał ustalenia Rosjan ws. katastrofy pod Smoleńskiem. Jego tezy były następujące:

1) samolot prezydenta Mozambiku był w pełni sprawny,
2) wykluczono akt terroru lub sabotażu,
3) załoga nie przestrzegała procedur obowiązujących przy lądowaniu,
4) załoga zignorowała ostrzeżenia GWPS.

Rosjanie, którzy w katastrofie stracili wiernego sojusznika, gwałtownie oprotestowali raport komisji południowoafrykańskiej. Oskarżyli władze RPA o zamach polegający na... zakłóceniu sygnału satelitarnego samolotu. Wskazywały na to okoliczności wypadku, bardzo przypominające zresztą jak już wspomnieliśmy to, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem.

Po kilkunastu latach okazało się, że w tym akurat przypadku rację mieli komuniści. W styczniu 2003 r. Hans Louw, były agent służb specjalnych rasistowskiego reżimu RPA, przyznał, że samolot został strącony wskutek celowego zakłócenia sygnału satelitarnego przez południowoafrykańskich agentów. Dodał, że w wypadku niepowodzenia ataku maszyna miała zostać zestrzelona przez jedną z dwóch

G
Gość
W dniu 26.05.2010 o 21:36, ajwaj! napisał:

Chuck Norris chłopcze, potrafi wylądować nawet na drzwiach od stodoły, pożyczonych od imć jaśnie hrabiego, bronia błyskotliwego pogromcy jamajskich mediów ...tu nie ma bata..


Czyli trzeba szukać dalej, A może to MagGaywer i Chuck Norris lecieli zaczęli się kłócić który będzie lądował, aż w końcu wpadł w ostatniej chwili tuż przed lądowaniem Chuck Bartowski z nową wersją intersekta (przez otwarte drzwi od kabiny) i kazał im lądować na autopilocie, Oni się go przestraszyli i go włączyli. No ja myślę, że tak to było.
a
ajwaj!
W dniu 26.05.2010 o 16:18, Gość napisał:

k..... nie mają już co innego wymyślać ? Mi się wydaj, że siedział tam Chuck Norris


Chuck Norris chłopcze, potrafi wylądować nawet na drzwiach od stodoły, pożyczonych od imć jaśnie hrabiego, bronia błyskotliwego pogromcy jamajskich mediów ...tu nie ma bata..
j
januszek104

To są tylko spekulacje dziennikarskie.Jak było naprawdę tego się chyba nigdy nie dowiemy .Choć czasem....Ale w tej sprawie jest więcej niewiadomych np.według p. Klicha: na dwa kilometry przed pasem,samolot był na prawidłowej wysokości (100 m) i do tego momentu przymierzanie się do lądowania przebiegało prawidłowo. Według tego samego źródła (wg Klicha) piloci mieli do końca prawidłową wiedzę o odległości od pasa i o wysokościach nad ziemią (90m, 80m, ..., 20m). To, że przelatywali nad jarem nie miało tu najmniejsze znaczenia dla prezentowanego toku myślowego. Otóż piloci musieliby być niespełna rozumu, gdyby nie rozumieli, że schodzą zbyt szybko (dopuszczając do 20 m wysokości na ziemią na 1000 m przed pasem).Łatwo obliczyć, że na takiej wysokości mogli być dopiero ok ok. 200 m przed pasem Jest absolutnie niezrozumiałe, iż mając wiedzę o odległości od pasa i o wysokości nad ziemią -piloci nie zmniejszyli kąta schodzenia. Nasuwa się jeden wniosek: piloci nie mieli prawidłowej wiedzy o odległości od pasa lądowania.Ale czemu tak było???Sabotaż ???Dzisiejszy Fakt pokazuje jak wygląda wieża kontroli lotów w smoleńsku...Normalnie masakra...Ale to są tylko jak powiedziałem wcześniej tylko spekulacje i domysły....

t
trzeźwo myślący

Błasik nie był generałem dla picu...dlatego nie zasiadł by za sterami...trzeba byc skonczonym idiotą żeby cos takiego wymyślec...albo...chciec odwrócic uwage od winy ruskich...te ruski...kity to tam wilkowi i zającowi wcoskaj...a nam oddaj czarne skrzynki i bajek nie wymyslaj

Z
Z

To tragiczna sytuacja. Systemy pokładowe samolotu sprawne, piloci najlepsi z najlepszych, lotnisko ponoć OK tylko śledztwo sowieckie coś niedomaga.
Łaskę robią, że dostarczą kopię z czarnych skrzynek. Za sterami siedział pewnie stewardesa ja w filmie czy leci z nami pilot ....
Co to ma być ? Co to jest ten Smoleńsk, jakiś 2gi trójkąt bermudzki ? Teraz winę zrzucają nie zmarłych bo oni się nie obronią. To system szkolenia pilotów był podobno od dawna zły, to ktoś wywierał samą swoja obecnością presje na pilotów ... Gówno prawda. Mord w białych rękawiczkach pozostanie mordem. Ci z wierchuszki mają to we krwi. Praktykują to od lat na niewygodnych ludziach. Ali Agca też do papieża strzelał ot tak bez zlecenia. Tylko nieliczne głosy nielicznych-odważnych ekspertów nieśmiało przebijają się przez postawiony na polecenie PO mur propagandy: to był zamach. Ta układanka powoli układa się w logiczną całość. Prawda i tak wyjdzie na jaw.

n
nick

Ben Laden IV RP ???

s
syndom
W dniu 26.05.2010 o 15:49, ~bogdan~ napisał:

a mnie się wydaje , że za sterami siedział l.kaczyński



masz racje - Lech zawsze siedział przy sterze a kierował nim niezmiennie Jarosław
f
fedor
W dniu 26.05.2010 o 16:58, jeszcze normalny napisał:

Widzicie jak Rosjanie nas ośmieszają przed światem.Przecież to sie kupy nie trzyma.Mnie rodzice mówili:nic dobrego ze Wschodu nie przychodzi.Nawet pogoda.Oni są mistrzamy propagandy.Tam jeszcze jest ZSRR.



oni nas?... nasza pycha, zadufanie i zwyczajna głupota, synu
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3