Nie tylko Komenda. Prof. Woźniak pisze o kiepskiej kondycji instytucji biegłego sądowego

Maciej Czerniak
Maciej Czerniak
Sprawa niesłusznie skazanego Tomasza Komendy to jedna z wielu, w których sąd pomylił się przypisując winę niewinnemu człowiekowi. Stanowi jednak dowód, że niesłuszne wyroki zapadają nawet w sprawach o najpoważniejsze przestępstwa.
Sprawa niesłusznie skazanego Tomasza Komendy to jedna z wielu, w których sąd pomylił się przypisując winę niewinnemu człowiekowi. Stanowi jednak dowód, że niesłuszne wyroki zapadają nawet w sprawach o najpoważniejsze przestępstwa. Bartek Syta
W Polsce każdego roku może być niesłusznie skazywanych około 300 osób. Problem jest związany, m.in. z instytucją biegłych sądowych - prof. Marcin Woźniak z UMK wspomina głośną sprawę Tomasza Komendy i punktuje przy tym ułomności systemu sądownictwa.

Zobacz wideo: Głośne ekstradycje przestępców z Kujawsko-Pomorskiego

Problemowi niesłusznych skazań przyjrzał się prof. dr hab. nauk medycznych Marcin Woźniak z Collegium Medicum UMK, biegły sądowy. W swej analizie, którą przygotował na zlecenie Instytutu Strategie 2050 powołuje się, między innymi na badania Forum Obywatelskiego Rozwoju, z których wynika, że w apelacji poznańskiej uniewinnienia zapadały w połowie spraw zakończonych wcześniej wyrokami skazującymi. Przenosząc wynik do skali ogólnopolskiej można wysnuć wniosek, że każdego roku w Polsce około 300 osób jest niesłusznie skazywanych.

To Cię może też zainteresować

Najgłośniejsza taka historia dotyczy Tomasza Komendy, który będąc niewinnym spędził w więzieniu aż 18 lat. - Swego czasu zainteresowałem się działaniem osób skupionych w Projekcie Niewinność w USA - mówi prof. Marcin Woźniak. - To organizacja założona przez prawników, których zadaniem jest wyciąganie z więzień ludzi, którzy zostali niesłusznie skazani.

Projekt zaczął działać w latach 90-tych XX wieku. kiedy na szerszą skalę zaczęto stosować techniki analizy DNA. Doprowadzili już do zwolnienia z więzień prawie 400 osób.

I z tego około 10 procent to byli ludzie skazani na karę śmierci. Kolejne 10 procent stanowili ludzie, którzy przyznali się do popełnienia przestępstw, których w rzeczywistości nie popełnili.

Problem nie w samych biegłych, ale w tym, jak sąd traktuje ich opinie

Wychodząc od przykładów amerykańskich prof. Woźniak, jak mówi, zaczął się zastanawiać, jak problem niesłusznie wydanych wyroków wygląda w Polsce. - System powoływania biegłych i w ogóle system sądownictwa tkwi korzeniami w XIX wieku - mówi. - Od tamtej pory naprawdę wiele się zmieniło. Choćby w kwestii traktowania świadków jako źródła, z którego pozyskuje się dowody. Między innymi dzięki działalności Projektu Niewinność przeprowadzano badania naukowe na temat mechanizmów rządzących zapamiętywaniem informacji przez świadków zdarzeń o charakterze kryminalnym. To bardzo złożona materia, ale w skrócie można powiedzieć, że naoczni świadkowie to jedno z najmniej wiarygodnych źródeł informacji. W grę wchodzą emocje, stres, presja, pod jaką świadek się znajduje i tak dalej. Dzięki tym badaniom w niektórych okręgach sądowych w USA zrezygnowano z wydawania wyroków w oparciu jedynie o relacje świadków naocznych. U nas i w ogóle w Europie organizacje podobne do Projektu Niewinność, działają często we współpracy z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, ale jest to zupełnie inna skala, znacznie mniejsza.

- Problem nie zawsze leży w samych wynikach badań, np. genetycznych, które trafiają do akt spraw sądowych - dodaje Woźniak. - Problemem może być też sposób, jak się te wyniki interpretuje. Interpretacja wyników badań śladów biologicznych jest dość skomplikowanym zagadnieniem, gdyż obejmuje nie tylko kwestie tego, od kogo pochodzi ślad ale również jakie substancje biologiczne zawiera i w jaki sposób powstał. Jeżeli dwóch biegłych na sali sądowej przedstawia różne opinie na temat tego samego śladu, to sąd zwykle nie czuje się kompetentny w rozstrzyganiu, który z nich ma rację Najczęściej sprawa kończy się tak, że powołuje się trzeciego biegłego, który może poprzeć interpretację jednego z wcześniej powołanych biegłych, ale może też przedstawić swoją interpretację, odmienną od wcześniejszych. Poza tym warto pamiętać, że na sali sądowej dochodzi do starcia przeciwnych interesów stron sporu, w którym każda próbuje przedstawić dowody w sposób korzystny dla siebie. Czasem dochodzi do sytuacji kuriozalnych, jak np. znany mi przypadek, kiedy prokurator próbował przed sądem obniżyć wiarygodność opinii genetycznej, której wykonanie sam zlecił, gdyż jej wynik nie pasował do tez aktu oskarżenia.

Wideo

Materiał oryginalny: Nie tylko Komenda. Prof. Woźniak pisze o kiepskiej kondycji instytucji biegłego sądowego - Gazeta Pomorska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Tjaaa, milion od razu. Teraz każden jeden będzie się powoływał na kazus Komendy. A imbecyle będą drzeć durne japy, że "na komende tesz były tfarde dowody!!!" nie znając sprawy i nie mając pojęcia o co w ogóle chodziło w tamtej aferze...

Dodaj ogłoszenie