Oskarżony o gwałt nie przyznaje się do winy

Ewa Gorczyca
Jan K. (grozi mu od 2 do 12 lat więzienia) nie przyznaje się do winy. Wczoraj sad analizował ekspertyzę z badań DNA.
Jan K. (grozi mu od 2 do 12 lat więzienia) nie przyznaje się do winy. Wczoraj sad analizował ekspertyzę z badań DNA. Tomasz Jefimow
Zeznania, złożone wczoraj przez biegłego z zespołu ekspertów, który przeprowadził badania DNA, są kluczowe dla procesu. Oskarżony, 51-letni Stanisław K. nie przyznaje się do winy. Prokuratura postawiła mu dwa zarzuty: gwałt i próbę gwałtu.

Według aktu oskarżenia, mężczyzna 30 grudnia 2011 r. zgwałcił młodą krośniankę w okolicy wiaduktu kolejowego przy ul. Jagiellońskiej. Podczas szarpaniny spadła ze skarpy i złamała nogę. Napastnik wykorzystał jej bezbronność, zmusił do seksu oralnego. Krzyk dziewczyny usłyszał przypadkowy przechodzień. 20-latek pobiegł w stronę nadrzecznych krzaków. Gwałciciel uciekł, gdy usłyszał, że ktoś się zbliża. Według prokuratury, oskarżony dzień wcześniej napastował w tym samym miejscu inną kobietę. Ta jednak zdołała się wyrwać i uciekła.
Obie kobiety w podobny sposób opisały mężczyznę i jego zachowanie. Policjanci systematycznie sprawdzali osoby odpowiadające rysopisowi sprawcy oraz znane ze skłonności do zaczepiania kobiet na tle seksualnym. Mieszkańca gm. Wojaszówka zatrzymano po miesiącu poszukiwań. Dowodem przeciwko Janowi K. są m.in. jego wyjaśnienia, złożone na policji. Jednak jeszcze zanim akt oskarżenia trafił do sądu, Jan K. odwołał przyznanie się do winy. W sądzie tłumaczył, że czuł się skołowany. Policjanci mówili mu, że jak się przyzna, to dostanie dozór policyjny, a jak nie, to trafi do aresztu. Przekonywali, że może poddać się dobrowolnie karze, dostanie wyrok w zawieszeniu i procesu nie będzie. Posłuchał ich, bo bał się, że straci pracę.

Wczoraj przed sądem zeznawał policjant z wydziału dochodzeniowo-śledczego KMP w Krośnie, który przesłuchiwał Jana K. po zatrzymaniu.

- Podejrzany miał swobodę wypowiedzi, nikt na niego nie wpływał. Mówił to, co chciał, Szczegółowo opisał tamte dwa dni - stwierdził funkcjonariusz.

Jednak na pytanie obrońcy przyznał, że gdy kolega z kryminalnego przekazywał mu zatrzymywanego, powiedział, że ten "chce się przyznać".

Przed procesem prokuratura podawała, że pokrzywdzone rozpoznały oskarżonego. Nie wiadomo, co zeznały w sądzie: ta część procesu odbyła się za zamkniętymi drzwiami.

Bardzo istotna dla sprawy jest ekspertyza Laboratorium Kryminalistyki KWP w Rzeszowie. Próbki do porównania DNA Jana K. pobrano z rękawiczek, biustonosza i chusteczki, którą poszkodowana wytarła usta. Badania nie wskazały dowodów na kontakt Jana K. z rzeczami pokrzywdzonej.

- Nie można tego jednoznacznie wykluczyć, ale nie można tego jednoznacznie potwierdzić - konkludował Maciej Kaniewski, ekspert medycyny kryminalistycznej.

Eksperci badali tzw. ślady kontaktowe - niewidoczny gołym okiem materiał naskórka bądź nabłonka, który pozostaje na przedmiotach, z którymi dana osoba ma kontakt.

- Takie ślady mogą powstać, ale nie muszą, zależy to od wielu czynników, np, stopnia czystości ciała, właściwości danego przedmiotu - tłumaczył.

Na chusteczce i biustonoszu nie znaleziono śladów, które można by przypisać Janowi K. Znaleziono natomiast materiał innego mężczyzny. Sąd chce teraz przesłuchać drugiego eksperta (badanie prowadził dwuosobowy zespół) oraz policjantkę z Krosna (na okoliczność zabezpieczenia materiału dowodowego). Rozprawę przełożono na sierpień.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie