Pogoń Leżajsk bezbramkowo remisuje z Rzemieślnikiem Pilzno

Waldemar Mazgaj
Maciej Biliński (w żółtej koszulce) wypracował dla Pogoni karnego, którego jednak nie udało się zamienić na bramkę Mariuszowi Wolańskiemu.
Maciej Biliński (w żółtej koszulce) wypracował dla Pogoni karnego, którego jednak nie udało się zamienić na bramkę Mariuszowi Wolańskiemu. Ewelina Nycz
Remis bardziej ucieszył przeważających w polu pilźnian, bo to gracze Pogoni mieli więcej bramkowych okazji, w tym karnego.

Gospodarze wykorzystywali dziecinne błędy defensywy Rzemieślnika, ale tylko do momentu strzału. Ostatni etap był bowiem najtrudniejszy.

- Nie graliśmy żądnego sparingu na trawie - tłumaczył kolegów Marcin Szmuc, kontuzjowany napastnik "piwoszy", którego w pierwszej linii zastąpił Piotr Krawczyk, dotąd etatowy obrońca.

To on miał w I części dwie z trzech stuprocentowych sytuacji. W pierwszej przegrał pojedynek sam na sam z Michałem Wilczyńskim, ale biegnącego do dobitki Macieja Bilińskiego bramkarz faulował (z karnego Mariusz Wolański trafił w słupek - 20. min), zaś w drugiej - 7 minut później - strzelił z 5 m wprost w bramkarza gości.

Strzelali i inni - Biliński i próbujący rehabilitacji Wolański z wolnych, a "Bilu" po dwóch szarżach raz w boczną siatkę, a raz w nogi bramkarza (po najładniejszej akcji meczu w doliczonym czasie gry), natomiast Łukasz Rogala tyleż mocno, co niecelnie. Warto jeszcze wspomnieć dwa strzały z dystansu Marcina Dychy: pierwszy obronił bramkarz, drugi znokautował Michała Fitoła.

Z tak bezbarwną grą i nieskutecznością "piwosze" mogą przestać marzyć o awansie.

Goście odgryzali się po stałych fragmentach, gdy do pozycji strzałowych najczęściej dochodził Dawid Łapa. Jego uderzenia nie mogły jednak zaskoczyć Roberta Kurosza.

- Zdobyliśmy ważny punkt do naszego skromnego dorobku - cieszyli się goście, którzy muszą zacząć stwarzać bramkowe okazje.

POGOŃ LEŻAJSK - RZEMIEŚLNIK PILZNO 0-0

POGOŃ: Kurosz - Misiąg, Rogala, S. Padiasek, Mariusz Wolański - K. Padiasek (83. Staroń), Dycha (89. Pietrycha), Michał Wolański, Klimek (65. Piędel) - Krawczyk, Biliński.

RZEMIEŚLNIK: Wilczyński - Hajec, Mikulski, Fitoł (89. Wojdyła), Lesiak - Łapa, Micek, Mitek, W. Mędrek I - Szewczyk (90+1. Hajnas), Wiktor (83. Zołotar).

SĘDZIOWALI Paweł Mokrzycki oraz Krzysztof Bomba i Jakub Redwan (Mielec). ŻÓŁTE KARTKI: Biliński - Wilczyński, Mikulski, Micek, Mędrek I, Lesiak. WIDZÓW 150.

Wkrótce fotogaleria z meczu.
W poniedziałkowym "Stadionie" oceny zawodników i wypowiedzi.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

14A8D5

A Pogon klub gwiazda Podkarpacia. Mixter dnooo to chyba Ty jestes
Nie mow o kim ze nijaki
Jak sam jestes byle jaki

M
Maxter

Zgadzam sie z subiektywnym!!! Pilzno nie istniało w meczu szczescie od Boga ze zremisowali Dnnnooo Pilznienskie!!!

s
subiektywny

znowu redaktorzyna bez pojęcia jak goście prowadzili gre to chyba byłeś pajacu na innym meczu

b
bezstronny widz meczu

Panie Szmuc jak się dobrze gra w piłkę to i na boisku wysypanym trocinami można wygrać.
A że grano ostro. poprostu po angielsku.
A co do sęzdziów to czas najwyższy spuścić ich do V ligi.

J
Jerzy

Co trzeba zrobić by zostać delegatem PZPN ???

Po pierwsze być wiernym swojemu panu.

Po drugie być wiernym swojemu panu.

Po trzecie też być wiernym swojemu panu.

Serial M jak Mściwość Laty trwa. Nadal realizowana jest akcja odgrywania się na kolejnych delegatach PZPN, których jedyną winą jest to, że mają swoje własne zdanie.

Karą za to jest nie wysyłanie ich na mecze.

Byłem pierwszy, którego to dotknęło, dzisiaj widzę, że nie jestem osamotniony.

Przy relegowaniu mnie z tego grona, główną rolę na czyjeś polecenie grał pan Matusiak. Nie mam jednak z tego tytułu do niego żalu. Powód jest prosty. On jeszcze nie wie, ale niebawem też będzie odstawiony na boczny tor.

Z jednej strony jest przykre, a z drugiej szkodliwe dla Związku, że nie wysyła się na mecze jednych z najlepszych delegatów takich jak:Wiesław Wieczorek, Wiesława Lada, Stanisław Nowak czy Marek Hławko. Z kolei odgrywanie się na Witku Makowieckim, Janie Ozdze, to kolejny obraz małostkowości zarządzających PZPN-em.

A kto bez problemów jeździ na mecze, bo ktoś jeździć musi.

Oto jeden z przykładów pracy delegata na meczu GKS Katowice- Górnik Zabrze opisany w katowickim wydaniu Gazecie Wyborczej przez Piotra Płatka.

Odpalenie ogromnych ilości rac (samo wniesienie rac na stadion jest czynem zabronionym w ustawie o bezpieczeństwie) skomentował: - Te materiały pirotechniczne zła nie czyniły, były skierowane do góry.

Bieganie kibiców po dachu „blaszoka” podczas meczu, też było mu obojętne, co potwierdzają jego słowa: - Fakt, to jest niebezpieczne. Ale to bym powiedział nie moja „brocha”.

Jest to postawa delegata szczebla centralnego, członka Wydziału Bezpieczeństwa oraz członka Wydziału Dyscypliny PZPN, Jana Grzelki.

Podsumujmy: Mierny, ale wierny.

Niektórzy mają z obsługi spotkań znakomite źródło dochodu.

Andrzej Bińkowski z Mielca jeździ cztery razy w miesiącu kasując po 850 zł za mecz.

Do tego dochodzą mu wpływy za weryfikację boisk. Ta osoba jest w ogóle specjalnie traktowana, gdyż jako działacz specjalnej troski,ma na przykład zapewnione noclegi w hotelu Sheraton na koszt PZPN (doba ok.750zł) przez 3 do 5 dni w tygodniu. Żyć nie umierać. Kolega Bińkowski, ponieważ ma sprawę w prokuraturze, powinien się sam zawiesić w czynnościach, do czasu wyjaśnienia sprawy. Ale co się będzie tym przejmował. Inni tego nie zrobili to po co on ma to robić. Ot takie obowiązują standardy w PZPN.

Dziękuję kolegom, którzy do mnie dzwonili i wysyłali maile ze słowami otuchy (po odsunięciu mnie) Waldkowi Podsiadle, Janowi Osdze, Krzysztofowi Smulskiemu, Wiesiowi Wieczorkowi, Arkowi Ostrowskiemu i wielu innym, których nie wymieniam

z powodu braku miejsca. Dziękuję, że nie bali się na wydziale bezpieczeństwa głośno mówić o tym, jak zostałem potraktowany.

Dziękuję również członkom Zarządu, którzy byli przeciwni kapturowemu sądowi nad moją osobą. Z tego co wiem godną postawę zachowali:Marcin Animucki, Jacek Masiota, Witold Dawidowski. Jeżeli jeszcze któryś z Panów był w tym gronie, dziękuję.

W moim przekonaniu rolą delegata nie jest donoszenie co się dzieje w klubie, ale dbanie o wizerunek i tak skompromitowanego - przez kilka osób z najwyższych władz -PZPN.

Wiem, że nie wszyscy aktywni delegaci są źli, słabi,niekompetentni. Jest również wielu dobrze wykonujących swe obowiązki podczas spotkań.

Jeszcze raz dziękuję za słowa otuchy i poparcia, bo już niewiele brakowało, a zacząłbym sam wierzyć, że całe zło w polskiej piłce jest tylko i wyłącznie przeze mnie. Nawet w sytuacji, gdy mnie fizycznie w wielu miejscach już po prostu niema. Śmiech.

Żródło: www.grenkazimierz.blog.onet.pl

Dodaj ogłoszenie