Pornofilmy dla mas

Piotr Samolewicz
Grany obecnie w kinach thriller reżysera Nimroda Antala "Motel” nawiązuje  do pornografii śmierci.
Grany obecnie w kinach thriller reżysera Nimroda Antala "Motel” nawiązuje do pornografii śmierci.
Od kilku lat nasze ekrany zalewa potok krwawych horrorów. Aż strach się bać, co wymyślą filmowcy, gdy widzom znudzą się te chore "atrakcje".

Śmierć w kinie, zdewaluowała się do końca. Kiedyś akt umierania był pokazywany z patosem albo z milczącą zadumą. Śmierć przerażała, ale jednocześnie budziła szacunek. A poza tym zawsze była wkomponowana w określony porządek moralny - w westernach ginęli źli kowboje, ci dobrzy odchodzili z miejsca pojedynku z podniesionym czołem. A teraz? Nie ma już śmierci jako czegoś naturalnego. Jest zabijanie, i to okrutne, dla zabawy. I giną wszyscy, także ci bez skazy.

Od kilku lat nasze ekrany zalewa potok krwawych horrorów japońskich i amerykańskich, tzw. torture porn albo gornporno (gore plus porno). Akcja większości z nich sprowadza się do schematycznej sytuacji: nad uwięzionym człowiekiem lub grupą ludzi znęcają się inni stosując wymyślne tortury. Lista narzędzi jest długa, od noży po piły mechaniczne, przy czym motywacja psychologiczna nie jest ważna.

Przełom nastąpił w 2004 roku, gdy nieoczekiwaną popularność zdobył nisko budżetowy film "Piła". Potem przyszedł "Hostel" Eli Rotha, "Turistas", "Wzgórza mają oczy" i inne. Najpopularniejsze tytuły doczekały się kontynuacji.

Obecnie w kinach grane są "Grindhouse" Tarantina, choć film ten jest zamierzonym pastiszem, to jednak dostarcza scen okrucieństwa, oraz thriller "Motel". Za jakiś czas ma być "Sadysta". Tego ostatniego tytułu nie trzeba rozwijać, mówi sam za siebie. Dziwi tylko, że jego reżyserem jest słynny Roland Joffe, autor pięknego filmu o działalności jezuitów w Ameryce Łacińskiej "Misja".

Gdy upadł Kodeks Haysa

Do tej eksplozji okrucieństw dochodziło latami. Pierwszy przełom nastąpił w 1968 roku, gdy ostatecznie upadł Kodeks Haysa zakazujący Hollywood epatowania widza seksem i przemocą. Nową falę okrutnych filmów zapoczątkował "Bonnie i Clyde" Arthura Penna o parze kochanków-morderców.

Za Pennem poszli inni: Sam Peckinapah, autor głośnej "Dzikiej bandy", Martin Scorsese, Coppola i de Palma. Jednocześnie na ekranach tanich kin, tzw. grindhouseów, wyświetlających tandetne filmy, pojawiła się seria tzw. exploitation horrors, krwawych horrorów przeznaczonych dla mało wybrednego widza, o seryjnych mordercach, kanibalach, zombi, a także filmy pornjograficzne.

Na fali tego przełomu Stanley Kubrick nakręcił w 1971 roku "Mechaniczną pomarańczę", film do niedawna jeszcze zakazany na Wyspach Brytyjskich z powodu scen okrucieństwa. Nowością było pokazania bezinteresownego zabijana w sposób estetyczny. Na tym filmie po latach mieli się wzorować Tarantinio i Oliver Stone.

Pierwszy film, który do głównego nurtu wprowadził wyrafinowany sadyzm, było "Milczenie owiec" (1991) Jonathana Demme'a, film uhonorowany Oscarami. Opowiadał on o kanibalu Hannibalu Lecterze, koneserze muzyki klasycznej i ludzkiego mięsa. Film miał wiele kontynuacji i na trwałe wprowadził do popkultury ikonę kanibala-filozofa.

Obecna fala okrutnych filmów nawiązuje do niszowych horrorów z lat 70. oraz specyficznych dokumentów, kręconych na zamówienie i pokazujących umieranie ludzi, którzy sprzedali prawa do kręcenie własnej śmierci, tzw. snuff movies.

Przebiegły "Motel"

Thriller węgierskiego reżysera Nimroda Antala "Motel" nawiązuje do tej pornografii śmierci, choć sam film nie jest tak głupi w pokazywaniu torut. Oto do opuszczonego, zagubionego w górach motelu, przypominającego jako żywo dekorację filmową z lat 60., a której nie powstydziłby się sam Alfred Hitchcock, trafia pewne małżeństwo. Przyjmuje ich dziwny recepcjonista, ale zmęczeni podróżą nie odbierają jego zachowania jako sygnału ostrzegawczego.

W zapluskwionym pokoju przed zaśnięciem włączają odtwarzacz video. Ku swojemu przerażeniu odkrywają, że wszystkie kasety przedstawiają okrutne sceny morderstw dokonywane przez zamaskowanych ludzi na gościach tego motelu i tego właśnie pokoju. W tym momencie przerażenie nie schodzi z twarzy małżonków, przerażeni też są widzowie.

"Motel" jest filmem przebiegłym. Autorzy eskalują napięcie bazując na dwóch chwytach: pokazując taśmy wideo, które gwarantują autentyczność potwornego przekazu, oraz pokazując bezpośrednie zagrożenie życia dwójki bohaterów w najmniej spodziewanym przez widza momencie. Reszta to jest gra wyobraźni, która powoduje, że bohaterowie walczą o przetrwanie nie przebierając w środkach.

Faktycznie, film przeraża do tego stopnia, że widzowie nie są w stanie uwierzyć w jego happy end (tak! tak! film kończy się dobrze).

Eletrowstrząsy

Kino choć rejestruje tylko cienie i widma, chce w swym najnowszym wydaniu docierać do ludzkich trzewi. Filmowcy dążą do zawładnięcia całym widzem, chcą zawładnąć jego systemem nerwowym. Nie chodzi im już tylko o to, by odbiorca śnił na jawie, by identyfikował się z postaciami, chcą, by był podłączony do ekranu jak pacjent do elektrowstrząsów. I co wrażliwsi widzowie muszą sobie zadawać pytania o etyczny wymiar tego podglądactwa.

Kres tych eksperymentów jest tylko jeden - nuda. A znużenie zawsze przychodzi szybciej niż później. Tylko co wtedy wymyślą eksperci od naszych emocji? Aż strach się bać.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie