Przemysław Grządziel: wzrost kar za znęcanie się nad zwierzętami to krok w dobrym kierunku

Norbert Ziętal
Norbert Ziętal
Przemysław Grządziel.
Przemysław Grządziel. Norbert Ziętal
Rozmowa z Przemysławem Grządzielem, kierownikiem Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Orzechowcach k. Przemyśla.

- Dziennik „Rzeczpospolita” dotarł do informacji, z których wynika, że Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad projektem nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt. Modyfikacje przede wszystkim mają dotyczyć zwiększenia kar za znęcanie się nad zwierzętami i ich bezprawne zabijanie. Maksymalna kara za taki czyn ma być podwyższona do pięciu lat pozbawienia wolności. To dobry kierunek?

- Z jednego względu jest to krok w dobrym kierunku, bo o zwierzętach zaczyna się mówić. Różne sprawy dotyczące zwierząt, ich bezdomność, znęcania się nad nimi czy ich porzucanie, zawsze były i są spychane na dalszy plan. Jakakolwiek zmiana w prawie czy choćby dyskusja dotycząca zwierząt to krok pozytywny. Uważam, że zwiększenie kary jest konieczne, szczególnie, że obecnie słyszymy o coraz bardziej drastycznych przypadkach znęcania się nad zwierzętami. Doświadczamy tego niemal na co dzień. Wystarczy włączyć telewizor lub zajrzeć do Internetu. Aż słabo się robi, jak widzimy do czego ludzie są zdolni. Surowa kara, jak najbardziej. Winowajca musi ponieść konsekwencje, a innych może to odstraszyć. Martwi mnie jedynie działalność sądu. Najważniejsza jest nieuchronność kary. Obecnie mamy widełki możliwej grzywny za znęcanie się zwierzętami od 500 złotych do 100 tys. złotych. I co? Do naszego schroniska trafiają nawiązki zasądzone od skazanych. Jaka była najwyższa? Zaledwie 3 tys. złotych, za wyrzucenia psa z balkonu, z trzeciego piętra. Zastanawiam się, do jakiego okrucieństwa musi się człowiek posunąć, żeby dostać 10 tys. złotych grzywny.

- Z czego bierze się agresja wobec zwierząt? Jest wiele przykładów, że ktoś zaczął od zabicia psa lub kota, a poprzez różne problemy z prawem skończył na zbrodni zabójstwa człowieka.

- Agresja wobec zwierząt być może wynika z frustracji. Ludzie mają sporo problemów, żyjemy w ciężkich czasach, wiele osób ma problemy finansowe, rodzinne i inne. Może odreagowuje to na zwierzętach, wyładowuje emocje na kimś słabszym. Jednak jeżeli takie akty przemocy wypróbuje na zwierzętach i nie poniesie kary, albo tylko jakąś symboliczną, to jest duże prawdopodobieństwo, że za jakiś czas będzie agresywny wobec ludzi.

- Co z przypadkami porzucania zwierząt?

- Pozytywne jest to w polskim prawie, że porzucenie zwierzęcia traktowane jest jako akt okrucieństwa wobec niego. Każdy właściciel zwierzęcia jest za niego odpowiedzialny. Porzucenie zwierzęcia, które żyło z tym człowiekiem, jest aktem okrucieństwa.

- Jak jest z porzuceniami psów? Jest ich mniej czy więcej?

- Niedawno miałem dość dobry okres jeżeli chodzi o udane adopcje psów. Z drugiej strony zaczyna się sezon wakacyjny. Zwierzęta stają się wtedy zbędnym balastem. Dochodzi do tego okres na nieudane prezenty, w postaci psa czy kota, na Pierwszą Komunię, na Dzień Dziecka. Na razie w naszej okolicy większego problemu nie ma, ale nauczeni doświadczeniem poprzednich lat, już się do tego przygotowujemy.

- Sankcje w różnej formie i wymiarze z pewnością są potrzebne. Jednak czy nie powinniśmy postawić również na edukację? Daleko nam jeszcze do państwa skandynawskich czy choćby zachodnioeuropejskich, jeżeli chodzi o poszanowanie praw zwierząt. A to, niestety, przekłada się również na mniejszy szacunek pomiędzy ludźmi.

- Edukacja jest bardzo ważna. Od najmłodszych lat jest bardzo ważna. Tutaj jest istotna rola nauczycieli. Często zdarza się, że to najmłodsi edukują później swoich rodziców czy dziadków. Znam takie sytuacje, że dziecko pyta: tato, dlaczego nasz pies jest uwiązany na krótkim łańcuchu, przecież pani w szkole mówiła, że nie wolno. Nadzieja jest w najmłodszym pokoleniu.

Wideo

Komentarze 11

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
czytelnik nowin
W dniu 13.07.2016 o 12:44, Brzeszczot napisał:

I otom ja w calej okazaloscimec. January Jurga

Ale wymyśliłeś. Nie lepiej byłoby dla ciebie abyś wyszedł z domu i pograł z chłopakami w piłkę?

B
Brzeszczot

I otom ja w calej okazalosci

 

mec. January Jurga

m
mec. January Jurga
W dniu 13.07.2016 o 09:22, gosc napisał:

Zly dotyk boli całe życie

Jesteś tego przykładem... wyrazy współczucia.

Parafrazując stare przysłowie, można rzec "powiedzieli, co wiedzieli" lub "wie tyle ile zje".

G
Gość
W dniu 13.07.2016 o 09:22, gosc napisał:

Zly dotyk boli całe życie

Jesteś tego przykładem.....wyrazy współczucia.

g
gosc
W dniu 13.07.2016 o 09:12, mec. January Jurga napisał:

 Z ogromną niecierpliwością, jak też z nieukrywaną satysfakcją spieszę podzielić się z wami, drodzy czytelnicy „Nowin” wielce optymistyczną wiadomością o jednym ze sposobów rozwiązania „psich” problemów. Otóż trzy lata temu w Warszawie ruszył pierwszy w Polsce ekskluzywny lokal o jakże wdzięcznej nazwie „Hau-Hau”, w którym są podawane dania sporządzane wyłącznie z psiego mięsa, przypominającego w smaku delikatną wołowinę lub kozinę w zależności od rasy i miejsca pochodzenia pozyskanego surowca. Na ten wyjątkowo ciekawy pomysł wpadł, urodzony w naszym kraju i mieszkający w Wólce Kosowskiej, pewien Wietnamczyk, gdy dowiedział się o likwidacji schroniska dla zwierząt w Celestynowie w powiecie otwockim. Uznał, że polskie prawo zakazuje obcowania płciowego, porzucania lub znęcania się nad psami, ale nie zabrania uśmiercania ich przez upoważnione osoby w celu skrócenia cierpień, a następnie wykorzystania pozyskanego w ten sposób surowca do celów kulinarno-konsumpcyjnych, oczywiście po uprzednim odpchleniu, odrobaczeniu, no i też po przeprowadzeniu wymaganych polskim prawem, wzorowanym na unijnych standardach, niezbędnych badań weterynaryjnych i sanitarno-epidemiologicznych. Około dwieście bezpańskich, bezdomnych psiuń i suń czekało tam na potencjalnych właścicieli, a później, jak się okazało, na potencjalnych konsumentów.Podzielam ten pogląd, gdyż, zgodnie z niepisaną starą rzymską zasadą „co nie jest zabronione, jest dozwolone”, nie było żadnych przeciwwskazań prawnych zabraniających temu odważnemu człowiekowi wejść na rynek z tak śmiałą inicjatywą. Lokal ten na pewno cieszy się dużym wzięciem i powodzeniem wśród smakoszy, a zwłaszcza wśród przyjaciół i miłośników psów, ponieważ konsumpcja potraw z psiny pozwala im, według wierzeń i przekonań ludów zamieszkujących wschodnią Azję, w pełni fizycznie i duchowo zespolić się z naszymi, mającymi duszę, (która w trakcie kulinarnej obróbki oddziela się od psiny i po „tęczowym moście” udaje się do psiego nieba), zdolnymi do miłości ulubieńcami i to bez naruszania zakazu zawartego w art. 6 ust. 2 pkt 16 ustawy o ochronie zwierząt. Należy przy tym zwrócić uwagę, że nasz stosunek do psów jest miarą naszego człowieczeństwa. Nie zapominajmy o tym.Myślę też, że realizacja tego interesującego zamierzenia jest konkurencyjna cenowo do dań serwowanych w innych naszych lokalach, chociażby ze względu na fakt powszechności występowania w naszym kraju tzw. „wsadu do garnka” oraz łatwość jego pozyskania i to bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów. Ponadto muszę stwierdzić, iż wyjście z tak interesującą ofertą na nasz ubogi rynek kulinarny bez cienia wątpliwości, wzbudziło żywe zainteresowanie wśród wszystkich wielbicieli psiuniek i suniek oraz pozwoliło nam Polakom, słynącym w świecie z tolerancji oraz otwartości do innych narodów i kultur, spojrzeć bardziej przyjaznym okiem na imigrantów ze wschodniej Azji, a szczególnie na ich bogate upodobania i doświadczenia kulinarne. Otwarcie tego lokalu na pewno spotkało się z życzliwym przyjęciem wśród warszawiaków i gości odwiedzających naszą stolicę. Przypuszczam również, że to niecodzienne wydarzenie odbiło się szerokim echem w pozostałych krajach Unii Europejskiej słynących z otwartości do wielokulturowości, a nam wypada złożyć temu Wietnamczykowi serdeczne gratulacje za nowatorski pomysł i życzyć mu samych sukcesów w prowadzeniu interesu.Już widzę oczyma wyobraźni kartę dań w tym lokalu – zupa „brązowe oczko” z fasolką, pekińczyk w warzywach, amstaf duszony w kapuście, jamnik w sosie koperkowym, doberman zapiekany w rondlu, marchewka z ozorem azora, befsztyk z buldoga, cynaderki z charta w buraczkach, pieczeń z owczarka, gulasz z bulteriera, brodacz po monachijsku, seter po irlandzku, rottweiler z pieca, potrawka z pudla, płucka z wyżła w sosie słodko-kwaśnym, kotlet mielony „a la kundel” z ziemniakami, a na deser – galaretka z suni w musie owocowym. No to cóż, nie pozostaje nam nic innego, jak tylko życzyć wszystkim miłośnikom psów przystępnych cen, no i oczywiście, „smacznego”. 

 

Zly dotyk boli całe życie

m
mec. January Jurga
Z ogromną niecierpliwością, jak też z nieukrywaną satysfakcją spieszę podzielić się z wami, drodzy czytelnicy „Nowin” wielce optymistyczną wiadomością o jednym ze sposobów rozwiązania „psich” problemów. Otóż trzy lata temu w Warszawie ruszył pierwszy w Polsce ekskluzywny lokal o jakże wdzięcznej nazwie „Hau-Hau”, w którym są podawane dania sporządzane wyłącznie z psiego mięsa, przypominającego w smaku delikatną wołowinę lub kozinę w zależności od rasy i miejsca pochodzenia pozyskanego surowca. Na ten wyjątkowo ciekawy pomysł wpadł, urodzony w naszym kraju i mieszkający w Wólce Kosowskiej, pewien Wietnamczyk, gdy dowiedział się o likwidacji schroniska dla zwierząt w Celestynowie w powiecie otwockim. Uznał, że polskie prawo zakazuje obcowania płciowego, porzucania lub znęcania się nad psami, ale nie zabrania uśmiercania ich przez upoważnione osoby w celu skrócenia cierpień, a następnie wykorzystania pozyskanego w ten sposób surowca do celów kulinarno-konsumpcyjnych, oczywiście po uprzednim odpchleniu, odrobaczeniu, no i też po przeprowadzeniu wymaganych polskim prawem, wzorowanym na unijnych standardach, niezbędnych badań weterynaryjnych i sanitarno-epidemiologicznych. Około dwieście bezpańskich, bezdomnych psiuń i suń czekało tam na potencjalnych właścicieli, a później, jak się okazało, na potencjalnych konsumentów.
Podzielam ten pogląd, gdyż, zgodnie z niepisaną starą rzymską zasadą „co nie jest zabronione, jest dozwolone”, nie było żadnych przeciwwskazań prawnych zabraniających temu odważnemu człowiekowi wejść na rynek z tak śmiałą inicjatywą. Lokal ten na pewno cieszy się dużym wzięciem i powodzeniem wśród smakoszy, a zwłaszcza wśród przyjaciół i miłośników psów, ponieważ konsumpcja potraw z psiny pozwala im, według wierzeń i przekonań ludów zamieszkujących wschodnią Azję, w pełni fizycznie i duchowo zespolić się z naszymi, mającymi duszę, (która w trakcie kulinarnej obróbki oddziela się od psiny i po „tęczowym moście” udaje się do psiego nieba), zdolnymi do miłości ulubieńcami i to bez naruszania zakazu zawartego w art. 6 ust. 2 pkt 16 ustawy o ochronie zwierząt. Należy przy tym zwrócić uwagę, że nasz stosunek do psów jest miarą naszego człowieczeństwa. Nie zapominajmy o tym.
Myślę też, że realizacja tego interesującego zamierzenia jest konkurencyjna cenowo do dań serwowanych w innych naszych lokalach, chociażby ze względu na fakt powszechności występowania w naszym kraju tzw. „wsadu do garnka” oraz łatwość jego pozyskania i to bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów. Ponadto muszę stwierdzić, iż wyjście z tak interesującą ofertą na nasz ubogi rynek kulinarny bez cienia wątpliwości, wzbudziło żywe zainteresowanie wśród wszystkich wielbicieli psiuniek i suniek oraz pozwoliło nam Polakom, słynącym w świecie z tolerancji oraz otwartości do innych narodów i kultur, spojrzeć bardziej przyjaznym okiem na imigrantów ze wschodniej Azji, a szczególnie na ich bogate upodobania i doświadczenia kulinarne. Otwarcie tego lokalu na pewno spotkało się z życzliwym przyjęciem wśród warszawiaków i gości odwiedzających naszą stolicę. Przypuszczam również, że to niecodzienne wydarzenie odbiło się szerokim echem w pozostałych krajach Unii Europejskiej słynących z otwartości do wielokulturowości, a nam wypada złożyć temu Wietnamczykowi serdeczne gratulacje za nowatorski pomysł i życzyć mu samych sukcesów w prowadzeniu interesu.
Już widzę oczyma wyobraźni kartę dań w tym lokalu – zupa „brązowe oczko” z fasolką, pekińczyk w warzywach, amstaf duszony w kapuście, jamnik w sosie koperkowym, doberman zapiekany w rondlu, marchewka z ozorem azora, befsztyk z buldoga, cynaderki z charta w buraczkach, pieczeń z owczarka, gulasz z bulteriera, brodacz po monachijsku, seter po irlandzku, rottweiler z pieca, potrawka z pudla, płucka z wyżła w sosie słodko-kwaśnym, kotlet mielony „a la kundel” z ziemniakami, a na deser – galaretka z suni w musie owocowym. No to cóż, nie pozostaje nam nic innego, jak tylko życzyć wszystkim miłośnikom psów przystępnych cen, no i oczywiście, „smacznego”.
c
czytelnik nowin

Tak, tak, jest to krok w dobrym kierunku. W ślad za tym postępowym i zgodnym krokiem ze standardami obowiązującymi w Unii Europejskiej, powinno złagodzić się kary za zabicie człowieka. Wszak ludzi na świecie jest więcej niż psów.

r
ranger

Przyjme porzucone (niepotrzebne) swinie, cieleta, krowy, konie i drob. itp wszelka zywizne z gospodarstw wiejskich i innych.

Prosze sie nie krepowac i odpisac na moj e-mail.

Przyjade i odbiore osobiscie.

k
konrad

Jak bym brał kasę to też bym takie farmazony prawił.

Każdy powinien się wziąć za uczciwą robotę a pies po prostu powinien mieć prawnego właściciela wtedy nie byłby porzucony.

g
gosc

Tu chodzi o kary za znecanie sie za sadystyczne czesto sklonnosci dewiantow ktorym sie w zyciu nie powiodlo i frustracje wyladowywuja na slabszych w tym przypadku zwierzetach.Czytac ze zrozumieniem trudna rzecz.

j
jarosz

Przestańcie piedzielić te głupoty. Na co dzień wpieprzacie kurczaki, schabowe, kabanoski, wołowinkę , sarninkę czy   dziczyznę  i jest ok.  Pieski też są w meni   tylko w innej kulturze,Żyd czy muzułmanin nie zje świni  ale jagnię czy cielaka i to zarżniętego na żywca.  To wszystko łancuch pokarmowy, A rybki nie pyszne?    I jakoś nikt nie biadoli że to co wpieprza najpierw musiało być  zabite. Natomiast pieski i kotki to wielkie aj waj. Popieprzyło wam się w łepetynach.

Dodaj ogłoszenie