Rzecznik Praw Pacjenta staje w obronie pokrzywdzonego i w sądzie wygrywa z dębickim szpitalem

Andrzej Plęs
Andrzej Plęs
Po zabiegu w jamie brzusznej pacjenta pozostało narzędzie chirurgiczne. Sprawa znalazła swój finał w sądzie
Po zabiegu w jamie brzusznej pacjenta pozostało narzędzie chirurgiczne. Sprawa znalazła swój finał w sądzie pixabay
Udostępnij:
Za pozostawienie narzędzia chirurgicznego w jamie brzusznej pacjenta sąd podniósł odszkodowanie. Szpital w Dębicy do końca nie uznawał swojej winy.

Z nierozpoznanym na udzie guzem Janusz Biruś wybrał się z końcem 2017 r. do dębickiego szpitala. Ku zaskoczeniu pacjenta lekarz go przyjmujący bardziej był zainteresowany jego brzuchem niż udem. Pan Janusz nie protestował, w końcu znalazł się w rękach fachowca, bez sprzeciwu poddał się badaniu rezonansem magnetycznym. Podczas badania aparatura zwariowała, a wyniki były irracjonalne.

- Lekarz stwierdził, że rezonans na mnie padł, bo może mam w organizmie jakiś metal, w końcu zawodowo służyłem wojsku, jakiś odłamek z poligonu mógł się zaplątać – opowiada pan Janusz. – Kazał mi klęknąć i przyrządem, który przypominał wykrywacz min, jeździł mi po plecach, pewnie szukał tego odłamka. Zapytałem go, dlaczego z ciężko chorego człowieka robią wariata, ale wydawało się, że on sprawę traktuje poważnie.

Byłego wojskowego wysłano na diagnostykę do szpitala MSW w Rzeszowie, stąd do Centrum Onkologii im. Marii Curie-Skłodowskiej do Warszawy. W Centrum zaserwowano mu jeszcze badania tomografem komputerowym, tomograf „powiedział”, że pacjent nosi nad pęcherzem moczowym kawał stali o wymiarach 168x19x6 milimetrów. Zaczęły się dociekania, w jaki sposób taki kawał żelastwa znalazł się w trzewiach pana Janusza.

- Ggdyby szpital przyznał się do błędu, pewnie nie poszedłbym bym z tym do sądu – zapewnia Janusz Biruś. – Ale „poszli w zaparte”, więc się wkurzyłe
- Ggdyby szpital przyznał się do błędu, pewnie nie poszedłbym bym z tym do sądu – zapewnia Janusz Biruś. – Ale „poszli w zaparte”, więc się wkurzyłem. Archiwum

- Jedyne wyjaśnienie, to operacja wycięcia woreczka żółciowego dwa lata wcześniej w dębickim szpitalu – przekonuje.

I poskarżył się Rzecznikowi Praw Pacjenta w Warszawie, jaką to mu pamiątkę medycy po operacji zostawili. „W ten sposób narazili mnie na bezpośrednie niebezpieczeństwo zagrożenia zdrowia i życia” – uzasadniał w piśmie do RPP.

Rzecznik wszczął postępowanie wyjaśniające, przesłuchał lekarzy, uczestniczących w operacji woreczka żółciowego, pielęgniarki – instrumentariuszki, od dębickiego szpitala zażądał dokumentacji medycznej pana Janusza, a tę przekazał konsultantom wojewódzkiemu i krajowemu w zakresie chirurgii. I na podstawie ich opinii „stwierdził naruszenie prawa pacjenta Pana Janusza Birusia do świadczeń zdrowotnych”.

CZYTAJ TEŻ: Emerytowany wojskowy nosi w brzuchu 17-centymetrowe żelazo. Sąd stwierdził winę szpitala w Dębicy i przyznał odszkodowanie

Dyrekcja dębickiego szpitala zaprotestowała: podczas operacji woreczka żółciowego nie mogli „zgubić” w brzuchu pacjenta takiego narzędzia, ponieważ takie nie było używane podczas operacji. Zasugerowali, że był może znalazło się w brzuchu pana Janusza po operacji na wyrostku robaczkowym, której ten poddany był… 40 lat wcześniej.

Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Rzeszowie, sąd uznał, że pacjentowi należy się od szpitala 40 tys. zł odszkodowania za naruszenie praw pacjenta.

- Nie zależało mi na pieniądzach, gdyby szpital przyznał się do błędu, pewnie nie poszedłbym bym z tym do sądu . –zapewnia Janusz Biruś. – Ale „poszli w zaparte”, więc się wkurzyłem.

Rzecznik Praw Pacjenta przyjął do wiadomości wyrok sądu, ale nie mógł pogodzić się z wysokością odszkodowania. I odwołał się od decyzji sądu okręgowego do Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie. RPP uderzyło nie tylko to, iż w trzewiach pacjenta pozostawiono narzędzie chirurgiczne, ale także to, że pacjent dowiedział się o tym półtora roku po fakcie, podczas kolejnej wizyty w szpitalu. A nade wszystko to, że „mimo to, został wypisany bez wskazania na dalszy sposób postępowania – nie wyjaśniono mu nawet czy potrzebne będzie operacyjne usunięcie ciała obcego” – podkreśla RPP.

Rozprawa przez SA w Rzeszowie była krótka i on-line.

- Reprezentujący dębicki szpital lekarz, radca prawny i jeszcze jakaś pani dalej przekonywali, jak wszystko w porządku u nich jest – opowiada przebieg rozprawy były wojskowy. – I dalej podpowiadali, że pewnie to żelastwo dostało się do mojego brzucha 45 lat temu. A ja od tamtego czasu nie raz przechodziłem przez bramki, wykrywające metal, choćby podczas wizyt w sztabie generalnym. To nie była igła, na taki kawał metalu bramki by wyły.

SA w Rzeszowie orzekł prawomocnie: pacjentowi należy się 65 tys. zł zadośćuczynienia.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wsparcie psychologiczne dla ukraińskich dzieci

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
To ja Polak
Przecież to wina pacjenta ze niedojdy że szpitala coś zawali. Nie mógł się po powrocie w domu prześwietlić?! Tylko czekać do kolejnego zabiegu. Tak nie moze być. Rtg obowiązkowe w każdym domu żeby nieroby ze szpitali mieli jeszcze więcej wolnego
Więcej informacji na stronie głównej Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie