Stanisław Majcher: złamałem poprzeczkę i powstrzymałem...

    Stanisław Majcher: złamałem poprzeczkę i powstrzymałem Lubańskiego

    Cezary Kassak

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    W październiku 1966 r. Stanisław Majcher (drugi z prawej) zagrał w meczu el. mistrzostw Europy Polska – Luksemburg. Po latach zdecydował się na powrót

    W październiku 1966 r. Stanisław Majcher (drugi z prawej) zagrał w meczu el. mistrzostw Europy Polska – Luksemburg. Po latach zdecydował się na powrót do kraju. Po latach emigracji Stanisław Majcher wrócił do Rzeszowa. © KRZYSZTOF KAPICA / ARCHIWUM

    Kulisy swojej kariery odsłania długoletni bramkarz Stali Rzeszów, a później Stali Mielec Stanisław Majcher. Kiedy bronił w kadrze, był m.in. świadkiem tego, jak reprezentanci kraju "pożyczają" ciuchy w sklepie.
    W październiku 1966 r. Stanisław Majcher (drugi z prawej) zagrał w meczu el. mistrzostw Europy Polska – Luksemburg. Po latach zdecydował się na powrót

    W październiku 1966 r. Stanisław Majcher (drugi z prawej) zagrał w meczu el. mistrzostw Europy Polska – Luksemburg. Po latach zdecydował się na powrót do kraju. Po latach emigracji Stanisław Majcher wrócił do Rzeszowa. © KRZYSZTOF KAPICA / ARCHIWUM

    Stanisław Majcher

    Stanisław Majcher


    Urodził się 27 X 1936 r. w Trzebownisku. Przebieg kariery: LZS Trzebownisko, LZS Zaczernie, Stal Rzeszów, KS Śremski, Stal Rzeszów, Wisłoka Dębica, Stal Mielec, Falcons Toronto. W ekstraklasie rozegrał ok. 200 meczów (w barwach Stali Rzeszów i Stali Mielec). W 1964 i 1966 roku wygrywał plebiscyt Nowin na najpopularniejszego sportowca regionu. Ze Stalą Mielec sięgnął po mistrzostwo Polski w 1973 r. Emeryt, mieszka w Rzeszowie.



    Ktoś, kto przeglądałby sportowe kolumny Nowin z lat 60., może się natknąć na takie oto tytuły relacji z meczów rzeszowskiej Stali: "Majcher w stylu Szymkowiaka obronił Stal przed porażką", "Majcher najlepszym zawodnikiem w Zabrzu", "Dzielna postawa Majchra w stolicy" "Majcher bronił kapitalnie i tylko raz skapitulował wobec strzału Jarosika", "Sam Majcher meczu nie wygra".

    - Zdarzały się, oczywiście, gorsze występy, ale na Śląsku czy w Warszawie zwykle dobrze mi się grało - wspomina Stanisław Majcher.

    - W Zabrzu obroniłem kiedyś dwa karne. Jednego strzelał Włodzimierz Lubański. Z 11 metrów nie pokonał mnie też legionista Lucjan Brychczy, słynny "Kici".

    W świetnej grze nie przeszkadzała mu skromna jak na bramkarza postura (mierzył 174 cm). Nadrabiał skocznością, refleksem. Nie stronił od ryzyka.

    - Pamiętam mecz z Wisłą Kraków. Rzuciłem się rywalowi pod nogi, a ten kopnął mnie tak, że doznałem wstrząsu mózgu. Została mi i taka "pamiątka" - mówi Majcher, pokazując szramę na twarzy. - Ale niczego nie żałuję. Futbol był dla mnie wszystkim…
    Bramka runęła…

    Pierwsze bramkarskie szlify zdobywał w Trzebownisku. Piłki szyli własnoręcznie, bramki były drewniane.

    - Grałem już w Zaczerniu. W trakcie meczu, przy wyskoku do piłki położyłem ręce na poprzeczce. Poprzeczka się złamała, bramka runęła, a sędzia orzekł: "Niesportowe zachowanie" - śmieje się były bramkarz.

    W rzeszowskiej Stali początkowo grywał w rezerwach. Kiedy w 1962 roku stalowcy sforsowali bramy ekstraklasy, w bramce miał już "etat". - Po awansie dostaliśmy czeskie telewizory - opowiada. - Na tamte czasy - cymes. Egzemplarz kosztował chyba kilkanaście tysięcy złotych.

    W nagrodę drużyna wyjechała też do Finlandii. Majcher wspomina powrót do Polski. - Lecieliśmy śmigłowcem; dopadła nas potworna burza. Śmigłowiec z wysoka spadł nagle na bardzo niski pułap, baliśmy się, że już po nas. Do Warszawy dolecieliśmy jednak szczęśliwie. Prezes Cisek na lotnisku całował ziemię i zarzekał się, że do samolotu za Chiny już nie wsiądzie.

    Mecze z podtekstami

    W ekstraklasie rzeszowianie walczyli ze zmiennym szczęściem, często bronili się przed spadkiem. W 1964 roku, w kończącej sezon kolejce zmierzyli się w Raciborzu z Unią. Jak zdradza po latach Stanisław Majcher, spotkanie miało drugie dno…

    - Przed meczem dowiedzieliśmy się, że działacze obu klubów są dogadani: mieliśmy grać na remis - opowiada. - Pojawiły się jednak problemy. Nasi kopnęli czasem w stronę bramki i… wszystko wpadało, nawet strzały z 30 metrów. Ostatecznie mecz zakończył się remisem 2-2.

    W maju 1967 r. do Rzeszowa zawitał Śląsk Wrocław. - W bramce wojskowych stał Masheli, mój kolega - wyjaśnia Majcher.

    - Przed meczem on oraz działacz Śląska złożyli mi wizytę. Prosili, żeby im pomóc w osiągnięciu korzystnego wyniku. Moją pomoc wyceniono na 60 tysięcy zł. Nie zgodziłem się (Stal zremisowała ze Śląskiem 0-0 - dop. red.). Masheli nie ukrywał zdumienia, nazywał mnie głupkiem.
    Mogłem wypić morze wódki…

    Piłkarzom powodziło się nieźle, choć kokosów nie zarabiali. Formalnie zatrudniała ich rzeszowska WSK. - Niektórzy w ogóle nie chodzili do zakładu, ja z reguły pracowałem od 7 do 11. Miesięcznie dostawałem 2, może 2,5 tys. zł. Z klubu braliśmy premie za mecze. Za zwycięstwo jakieś 600 złotych na osobę, za remis - 300.

    Dzień-dwa przed meczem stalowców koszarowano czasem na stadionie. - W drużynie nie brakowało trunkowych, działacze chcieli mieć ich na oku - tłumaczy pan Stanisław. - Do mnie akurat kierownictwo miało zaufanie. Ostatnie godziny przed meczem, zamiast na stadionie, spędzałem w domu. Występując w Stali, mogłem wypić morze wódki, tyle że mnie to nie interesowało.

    Bramkarz-kolekcjoner

    Na selekcjonerach reprezentacji jego popisy w lidze długo nie robiły wrażenia. Dopiero po tym, gdy w mediach upomniał się o niego filar Górnika Zabrze i reprezentacji Stanisław Oślizło, dostał swoją szansę.

    W narodowej drużynie zadebiutował we wrześniu 1966 roku, meczem z NRD w Erfurcie. Potem zagrał jeszcze dwa razy i… na tym koniec. - Nie wiem dlaczego, ale źle mi się w kadrze broniło. Nie byłem sobą.

    Przy okazji zagranicznych wojaży mógł rozwijać swoją pasję - zbierał klubowe odznaki oraz proporczyki. Kolekcjonował również… żyrandole i nocne lampy. - Do dziś mam ok. 150 proporczyków. Kilkaset odznak już sprzedałem, żyrandoli też systematycznie się pozbywam na targach staroci.

    Konkurs całowania

    Jesienią 1966 r. wyjechał z reprezentacją do Paryża na mecz z Francją. - W wolnym czasie robiliśmy zakupy w sklepie z ciuchami - wspomina. - Sklep należał do Żyda, który wcześniej mieszkał, zdaje się, w Polsce. Specjalnie dla nas zgodził się więc otworzyć swój przybytek w niedzielę.

    Buszowali po sklepie, gdy podszedł do Majchra jeden z kadrowiczów i poprosił: "Staszek, mam tu parę koszul i płaszczy, schowaj je do swojej torby, bo w mojej już się mieszczą".

    - Mój kolega "zapomniał" za te ciuchy zapłacić. Założył, że jeśli mu je przechowam, to w razie wsypy będzie na mnie. Byłem w kadrze nowicjuszem, ale nie dałem się wkręcić. Grzecznie zaoferowałem: "Jak chcesz, to ci tę moją torbę pożyczę, noś ją przy sobie". Ile towaru mogło pójść wtedy "na lewo", to się w głowie nie mieści…
    W ramach zwiedzania Paryża reprezentanci skierowali swe kroki do kabaretu. Na scenę wyszła atrakcyjna konferansjerka. Wśród publiczności ogłosiła… konkurs całowania.

    - Uczestnicy konkursu swoje umiejętności mieli prezentować właśnie na tej pani - uśmiecha się Majcher. - Od nas zgłosił się Staszek Oślizło. Zgłosił się i… wygrał.

    W Mielcu został "Staruszkiem"

    W 1970 roku postanowił wyjechać do Australii. Siedział już na walizkach, kiedy dostał telefon z PZPN. - Poinformowano mnie, że MSW zażądało zwrotu paszportu. Robota działaczy Stali… Za wszelką cenę chcieli mnie zatrzymać.

    Pozostał w kraju, lecz "triumf" działaczy okazał się pyrrusowy. Majcher: - Zeźliłem się; zdecydowałem, że w Rzeszowie dłużej grał nie będę. Przeniosłem się do Dębicy, a stamtąd do I-ligowej już wówczas Stali Mielec. W klubie panowała super atmosfera. Koledzy wołali na mnie "Staruszek".

    W mieleckiej drużynie spędził ok. półtora roku, po czym wyemigrował do Kanady. Grał trochę w polonijnym klubie, ale wyjazd miał głównie zarobkowy charakter. Pracował przy remontach domów. - Zawsze miałem dryg do manualnych robót. Obsługa wiertarki czy spawarki nie stanowi dla mnie problemu.

    Na stałe zjechał do Polski parę lat temu. - Córka, zięć i dwie wnuczki, a także siostrzeniec Józef Majcher, który w latach 80. grał w Stali Rzeszów, do dziś przebywają w Kanadzie. Ja wolałem wrócić. Mieszkamy sobie z żoną, pod bokiem syn z rodziną. Gdzie mi będzie lepiej niż tu…

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo