Tokio 2020. Japoński Łącznik #3: Nie tylko w rzucie młotem Polacy są mistrzami [KOMENTARZ Z TOKIO]

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Beacie Pacut udało się wykiwać wolontariusz i dziennikarzy. Gdy ochłonęła, wróciła jednak, by odpowiedzieć na pytania.
Beacie Pacut udało się wykiwać wolontariusz i dziennikarzy. Gdy ochłonęła, wróciła jednak, by odpowiedzieć na pytania. Pawel Relikowski / Polska Press
Dziś nastroje są zupełnie inne, jeszcze kilka dni temu sytuacja medalowa polskich olimpijczyków w Tokio nie wyglądała zbyt ciekawie. Poza sztafetami, rzutem młotem czy chodem jest jednak konkurencja, w której Biało-Czerwoni zawsze są absolutną czołówką. Chodzi o unikanie dziennikarzy po występach.

Strefa wywiadów, czyli tzw. mix-zone, na każdym obiekcie jest zaprojektowana tak, aby zawodnik musiał przez nią przejść przed opuszczeniem obiektu. Najpierw czekają kamery posiadaczy praw do transmisji igrzysk, dalej innych telewizji, stacji radiowych, a na końcu prasa pisana. Po zwycięstwach taki przemarsz zwykle jest przyjemnością, po porażkach niespecjalnie, tak czy inaczej stanowi dla sportowca obowiązek. Ale nie dla każdego.

ZOBACZ TEŻ:

Sposobów na wykręcenie się od wywiadów jest mnóstwo. Popularny wśród piłkarzy „na telefon” (zawodnik udaje, że rozmawia przez komórkę) nie ma zastosowania, bo tu zawodnicy wracają prosto z zawodów, nie mają więc przy sobie żadnych rzeczy osobistych. Niektórzy udają więc, że nie widzą albo nie słyszą dziennikarzy. Przodował w tym Michael Hicks z drużyny koszykarzy 3x3, który po zwycięstwach rozmawiał chętnie, ale gdy Biało-Czerwoni przegrywali, nagle tracił umiejętność rozumienia języka angielskiego i szybciutko przebiegał przez strefę wywiadów, nie zwracając uwagi na nikogo.

Pięściarka Sandra Drabik po odpadnięciu w pierwszej rundzie turnieju bokserskiego też przemknęła przez mix-zonę, nie pomogła też wizyta emisariusza (jednego z wolontariuszy) w szatni. Podobne historie o naszych sportowcach opowiada wielu dziennikarzy.

ZOBACZ TEŻ:

Wszystkich przebiła jednak Beata Pacut. Judoczka nie chciała rozmawiać po pierwszej walce (wygranej), bo chciała skupić się na kolejnej. Trudno tego nie zrozumieć. Po porażce z japońską mistrzynią świata Polka... rozpłynęła się jednak w powietrzu. Japońska wolontariuszka najpierw nie mogła się nadziwić, jak popularne jest w Polsce judo (czekała na nią spora grupa dziennikarzy), a później temu, gdzież mogła podziać się zawodniczka.

Po długim oczekiwaniu zguba się znalazła i odpowiedziała na pytania mediów. Okazało się, że... wyszła tylnymi drzwiami, bo musiała ochłonąć.

Cóż, Polak potrafi.

Tomasz Dębek, Tokio
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Trwa głosowanie...

Ile medali zdobędą Polacy na igrzyskach w Tokio?

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:

Piękna i ze złotym sercem. Dziennikarka meksykańskiego oddziału telewizji Fox Sports (i podobno była dziewczyna Ronaldinho) Erica Fernandez kocha nie tylko sport, ale też zwierzęta. Kolumbijka założyła fundację pomagającą psom, namawia też osoby śledzące ją na Instagramie (ponad 725 tys.) do adopcji. Robi to m.in. przez... swoje skąpo ubrane zdjęcia ze zwierzakami oczekującymi na nowy dom. Trudno przejść obok nich obojętnie.Uruchom i przeglądaj galerię klikając ikonę "NASTĘPNE >", strzałką w prawo na klawiaturze lub gestem na ekranie smartfonu

Seksowna dziennikarka sportowa Erika Fernandez rozebrała się...

Jędrzejczyk wykreślona z rankingu UFC

Wideo

Materiał oryginalny: Tokio 2020. Japoński Łącznik #3: Nie tylko w rzucie młotem Polacy są mistrzami [KOMENTARZ Z TOKIO] - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie