Tragedia zamiast święta

Waldemar Mazgaj z Zakopanego
- Kazali nam skakać. To była głupota - mówił Czech Jakub Janda po wypadku swojego kolegi z reprezentacji, Jana Mazocha, który walczy o życie w krakowskiej klinice.

Zamiast sportowego święta zakopiańskie zawody skończyły się tragedią.

Wprawdzie huragan skończył się jeszcze grubo przed zawodami, ale w sobotę i niedzielę wiało na tyle mocno, że nikogo chyba nie zdziwiłaby chyba decyzja Waltera Hofera, dyrektora wszystkich zawodów PŚ w Zakopanem, o odwołaniu konkursów. Ale w skokach są wielkie pieniądze. - Show musi być, ale jakim kosztem - mówiono dopiero po groźnym upadku Mazocha.

To było w sobotę, tuż przed 19. 22-letni Czech normalnie wyszedł z progu, ale wpadł w taki podmuch wiatru, że runął o ziemię. Uderzył o zeskok prawym bokiem, głową w twardą, ośnieżoną ziemię. Większość kibiców tylko jęknęła, niektórzy zaczęli krzyczeć "lekarza, lekarza". Obecna na trybunach narzeczona innego czeskiego skoczka - Jana Matury - zemdlała z wrażenia. Niektórzy zawodnicy, w tym Adam Małysz, mówili o błędzie Mazocha, ale - choć wiało coraz mocniej - zawodów ciągle nie przerywano.

Skakali "na siłę"

Skoczyło jeszcze czterech zawodników, w końcu, gdy cztery razy ściągnięto z belki startowej Austriaka Thomasa Morgensterna, zdecydowano się zakończyć konkurs i zaliczyć wyniki po pierwszej serii. - Gdzie indziej te zawody już wcześniej by przerwano. Skakaliśmy na siłę, ze względu na Małysza i polskich kibiców. Wyniki okazały się ważniejsze od zdrowia skoczków - mówił trener Czechów, Austriak Richard Schalert.

Wspaniale bawiący się kibice też nie mieli już ochoty na oglądanie, choć z rzeszowskiego sektora, ktoś domagał się zwrotu kasy za bilety. Było smutno, nawet nikt nie trąbił.

Klimatu nie było też w niedzielę. Małysz i spółka skoczyli tylko raz: w serii kwalifikacyjnej, w której najlepiej z naszych spisał się Robert Mateja. Potem wiatr znów przybrał na sile, zawody kilka razy przesuwano, ale w końcu wygrał rozsądek.

- Przy takim zmiennym i silnym wietrze ciężko było przeprowadzić konkurs, niemożliwe było stworzenie w miarę sprawiedliwych warunków. Mogłoby dojść do kolejnego wypadku i jury już by sobie tego nie wybaczyło - stwierdził Małysz, który w dobrym humorze rozdawał kibicom autografy.

Bałagan na skoczni

Na skoczni panował zaś ogromny bałagan. Przez blisko pół godziny nikt nie poinformował kibiców, że zawody się nie odbędą. Zawodnicy weszli na zeskok, dziękowali kibicom, żartowali. Do śmiechu jednak nie było chyba nikomu...

- Nad Zakopanem wisi chyba jakieś fatum. Przecież rok temu w czasie sobotniego konkursu doszło do tragedii w Katowicach i tamte konkursy były inne niż zwykle - stwierdził Roman, kibic z Jarosławia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie