Waldemar Piątek już meczu nie zagra, ale boiska nie opuścił

Cezary Kassak
Pierwsze piłkarskie kroki Waldemar Piątek stawiał w Wisłoce i do dziś często gości na obiekcie biało-zielonych, gdzie szkoli następców. – W piłkę grać już nie mogę, ważne jednak, że wciąż jestem przy futbolu,  że mogę pobyć na murawie, pooddychać atmosferą szatni – podkreśla.
Pierwsze piłkarskie kroki Waldemar Piątek stawiał w Wisłoce i do dziś często gości na obiekcie biało-zielonych, gdzie szkoli następców. – W piłkę grać już nie mogę, ważne jednak, że wciąż jestem przy futbolu, że mogę pobyć na murawie, pooddychać atmosferą szatni – podkreśla. Cezary Kassak
Waldemar Piątek w futbolu osiągnął niemało, ale mógł znacznie więcej. Pięknie rozwijającą się karierę zastopowała poważna choroba - wirusowe zapalenie wątroby typu C.

WALDEMAR PIĄTEK

WALDEMAR PIĄTEK

Data i miejsce urodzenia: 2 listopada 1979 r., Dębica. Kluby: Wisłoka Dębica (1996-2000), KSZO Ostrowiec Świętokrzyski (2001-02), Lech Poznań (2003-06). Jako trener bramkarzy pracował w Sandecji Nowy Sącz, Wisłoce Dębica, Czarnych Jasło, Kolejarzu Stróże, Wiśle Płock, Olimpii Elbląg, Stali Rzeszów. Stan cywilny: żonaty; dwoje dzieci: syn Kuba (4 lata), córka Maja (2 lata). Hobby: pielęgnowanie ogrodu, oglądanie filmów, spotkania z przyjaciółmi.

W niedalekiej przeszłości zaliczał się do czołowych bramkarzy w kraju. Jako piłkarz Lecha Poznań sięgał po Puchar i Superpuchar Polski. Był w kręgu zainteresowań selekcjonera reprezentacji.

Ale gdy miał zaledwie 26 lat, Waldemar Piątek musiał zawiesić buty na kołku. Okazało się, że jest chory na wirusowe zapalenie wątroby typu C.

Tę chorobę wywołuje wirus HCV (Hepatitis C Virus). Co roku na świecie zakażają się nim 3-4 miliony ludzi. W Polsce zarażonych jest dziś kilkaset tysięcy osób.

W wielu wypadkach infekcja kończy się rakiem i marskością wątroby. Wirus HCV bywa nazywany cichym zabójcą, bo zwykle długo nie daje wyraźnych objawów, przez co chorzy często nawet nie zdają sobie sprawy z zakażenia.

To z przemęczenia?

- To, że coś jest nie tak, zauważyłem wiosną 2005 roku - wspomina Waldemar Piątek, wychowanek Wisłoki Dębica. - Na początku rundy wiosennej broniło mi się jeszcze ekstra, ale w końcówce działy się dziwne rzeczy. Na treningach nigdy się nie oszczędzałem, a nagle mój organizm zaczął odmawiać mi posłuszeństwa. Byłem bardzo osłabiony. Jak truchtaliśmy wkoło boiska, robiło mi się niedobrze, miałem zawroty.

Został wysłany na badania. Nic nie wykazały. Sądzono zatem, że bramkarz jest po prostu przemęczony. - Wróciłem do zajęć, ale nadal nie mogłem normalnie trenować - tłumaczy.

- Skierowano mnie więc na kolejne, tym razem już bardziej szczegółowe badania i wtedy to wyszło…

Piłkarz trafił na oddział zakaźny szpitala w Poznaniu.

- Pani doktor orzekła, że wirus jest w organizmie nie dłużej niż pół roku - opowiada Piątek. - Lekarze próbowali dociec, w jaki sposób zostałem zarażony. Ja, oczywiście, też się nad tym zastanawiałem. Tym wirusem można się zarazić poprzez kontakt krwi zdrowego człowieka z krwią chorego, więc pewnie stało się to przy okazji jakichś zabiegów czy badań. Wydaje mi się, że wiem nawet, kiedy dokładnie do tego doszło, ale ponieważ żadnych dowodów nie mam, nie chcę o tym mówić ani nikogo publicznie oskarżać.

Wiadomość o chorobie była dla niego ciosem. ,b>Po latach gry, z dnia na dzień dowiedział się, że nie może wyjść na trening, pobiegać, poruszać się. Nie może robić tego, co kocha.

- Bez codziennej dawki ruchu mój organizm wariował. Psychika też, bo piłka była całym moim życiem. Do tego doszło działanie leków, które miały mi pomóc. Leczenie przechodziłem bardzo ciężko…

Brał antywirusowy lek interferon.

- Wyniki były korzystne, mimo to wciąż słyszałem, że dalej muszę się leczyć. Po 9 miesiącach okazało się, że nastąpił nawrót choroby i wirus znów gdzieś tam się ukrył. Mój organizm był już tak wyczerpany, że leczenie zostało przerwane. Wtedy jeszcze miałem nadzieję, że kiedyś wrócę na boisko…

Jeśli już, to tylko na bramce

Zapisując się jako młody chłopak do sekcji piłkarskiej Wisłoki Dębica, poszedł w ślady dwóch starszych braci. Wcześniej nie było jednak pewne, czy będzie mógł uprawiać futbol. Kiedy miał parę lat, lekarze wykryli u niego wadę serca.

- Przeszedłem operację. Doktor w Krakowie zawyrokował, że jeśli mam grać w piłkę nożną, to wyłącznie na pozycji bramkarza - opowiada.

W pierwszym zespole Wisłoki zadebiutował w 1996 roku. Przez parę lat terminował w III-lidze. Po kolejnych błyskotliwych występach stało się jasne, że jest predystynowany do gry na wyższym poziomie.

Dostał angaż do drużyny KSZO Ostrowiec. Przychodził tam jako bramkarz nr 3, ale z czasem stał się numerem 1.

- Dużo dały mi zajęcia z Januszem Jojko, przed laty świetnym golkiperem. Okres spędzony w Ostrowcu był naprawdę super. Kibice wybrali mnie nawet do klubowej jedenastki stulecia - zaznacza z dumą.

Jak na bramkarza, nie mógł się pochwalić warunkami fizycznymi (184 cm wzrostu). Nadrabiał skocznością, zwinnością, sprawnością. I odwagą - nie bał się włożyć głowy tam, gdzie inni bali się włożyć nogę.

Te zalety dostrzegli sternicy Lecha Poznań. Piątek miał jeszcze oferty z Wisły Kraków i Legii Warszawa, wcześniej jednak zdążył już zadeklarować chęć przenosin do Poznania, i słowa dotrzymał.

Dziś tego wyboru nie żałuje. Lech należał i należy do "możnych" krajowego futbolu. Wychowanek Wisłoki nieraz miał okazję występować przed 30-tysięczną publicznością. Mógł pokazać się w europejskich pucharach; zagrał dobre spotkania z rosyjskim Terekiem Grozny.

W lipcu 2004 roku przyszło powołanie od selekcjonera reprezentacji, Pawła Janasa. Waldemar Piątek znajdował się w wybornej formie, ale towarzyską potyczkę z USA obejrzał z ławki rezerwowych.

Był zawiedziony, zwłaszcza że na stadion w Chicago przybyło wielu Polaków pochodzących z Dębicy; na trybunach powiewały flagi Wisłoki. Wówczas wydawało się, że najlepsze sportowe lata dopiero przed nim i że kiedyś zapewne dostanie szansę występu w bluzie z orłem.

Ale tak się nie stało. Nie zdobył również wymarzonego tytułu mistrza Polski. Ambitne plany i nadzieje pokrzyżowała choroba. Zaszedł daleko, lecz niedosyt pozostał...

Mam dla kogo żyć

Po tym, kiedy usłyszał, że cierpi na wirusowe zapalenie wątroby, potrzebował czasu, aby wrócić do "psychicznego pionu".

- Moim oparciem była rodzina: mama, tata, bracia, bratowe - podkreśla. - Ale bardzo brakowało mi piłki. Przez rok nie byłem w stanie oglądać meczów w telewizji. A kiedy oglądałem, to aż mi łzy leciały…

Stopniowo, jak wyjaśnia, otwierał się na świat. Skoro nie mógł już być piłkarzem, postanowił zostać trenerem. W kilku klubach szkolił bramkarzy. Obecnie udziela się w szkółce piłkarskiej Wisłoki Dębica, pełni też funkcję asystenta trenera reprezentacji Polski juniorów.

- Staram się przekazać młodym swoje doświadczenia i myślę, że mogę ich czegoś nauczyć. Początkowo byłem instruktorem, ale podniosłem kwalifikacje. Kto wie, może to, czego nie zdążyłem osiągnąć jako piłkarz, wywalczę w roli trenera - uśmiecha się.

Parę lat temu założył rodzinę.

- Edytę, swoją żonę, poznałem już po tym, jak w moim organizmie wykryto wirusa - wyznaje. - Przedstawiłem swoją sytuację - Edyta ją zaakceptowała. Mieszkamy w domu pod Dębicą. Mamy dwójkę fajnych, zdrowych dzieci. Jest więc dla kogo żyć. Takie szczęście w nieszczęściu…

Jak mówi, stale walczy z chorobą, chociaż… właściwie chyba nie można tego nazwać walką.

- Żyję normalnie. Czasem co prawda czuję się zmęczony, ale jak trochę odpocznę, to wszystko jest dobrze. Biorę leki na wątrobę, przy czym nie są to już leki chemiczne. Jakiejś surowej diety nie przestrzegam, choć raczej unikam potraw tłustych, ciężkostrawnych. Nie piję alkoholu. Od czasu do czasu kontroluję wyniki badań. Na razie wszystko stoi w miejscu. Lekarka powiedziała, że mogę z tym żyć nawet 20-30 lat, tak że nie załamuję się. Jeśli Opatrzność wezwie mnie do góry, no to pójdę, staram się jednak nie myśleć o tym, co może być ani co było. Cieszę się każdą chwilą.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie