Więcej o Rzeszowie nie napiszę - mówi Bogusław Kotula

Alina Bosak
Bogusław Kotula podczas wieczoru autorskiego w Wojewódzkim Domu Kultury.
Bogusław Kotula podczas wieczoru autorskiego w Wojewódzkim Domu Kultury. Krystyna Baranowska
Bogusław Kotula właśnie wydał dziesiątą książkę o mieście, które "wlazło w jego życie" i mówi, że to ostatnia.

"Człowiek wszędobylski, łatwo nawiązujący kontakty, ryzykant, wiercipięta życiowy, który wiele miał zatrudnień i pomieszkań, bo i Śląsk, i Bieszczady, ale zatoczył koło i Rzeszów znów ma go w swoich kleszczach" - tak Czesław Drąg z Wojewódzkiego Domu Kultury w Rzeszowie zaanonsował znanego rzeszowskiego gawędziarza na wieczorze autorskim poświęconym najnowszemu dziełu Kotuli pt. "Nie balim się Rzeszowa".

- Wracam wciąż do Rzeszowa. To miasto to jakaś epidemia, która wlazła na moje życie - mówi autor. - Urodziłem się tu przed wojną, potem przyszła PRL. A Rzeszów przybrał nowe oblicze.

Miasto, niegdyś na zadupiu krakowskiego i lwowskiego województwa, nie miało swojego charakteru, atmosfery miejskiego folkloru, jak chociażby Jarosław czy Przemyśl. Ale Rzeszów "się ruszał", ludziom tu się podobało.

Staromieszczoki

"Nie balim się Rzeszowa" to właśnie rzecz o rodzącej się miejskości, o mieszaniu się siedzących tu od dziada pradziada "pniokach" z przybywającymi "krzokami" (nazwani tak, bo przesadzeni zostali z jednego miejsca w drugie).

Sporo miejsca poświęca Bogusław Kotula Staromieściu, z którego pochodziła jego matka, a które zostało włączone do Rzeszowa w 1952 r. Dywaguje na temat posadowienia tutejszego kościoła i zastanawia się, czy cmentarz choleryczny "po lewej stronie od Przegonu" słusznie tak został nazwany.

Prowadzi też Czytelnika do parku Jędrzejowicza, gdzie spotykała się młodzież. Idziemy za Kotulą i do rzeszowskich szkół, w których pocił się nad łaciną, i na słynną Paniagę, a nawet na sportowe stadiony. Jest i nieco o ludowej władzy, o milicyjnych budach, co wiozły z sądu "kaesy", jak nazywano skazanych na śmierć.

- Nastał PRL, ale ludzie chcieli normalności w mieście wojewódzkim - zauważa Kotula. - Po wojnie była bieda i koszmar w niektórych momentach, ale ludzie musieli żyć i musieli szukać normalności i tę normalność znajdowali.

Nie jestem pisarzem

Kotulowe pisanie to czysta gawęda. Jakby człowiek usiadł ze znajomkiem i to o tym powspominał, to o tamtym sobie przypomniał. Jak to przy gawędzie, język czasem zalatuje gwarą ("idąc na ściżki"), czasem oryginalnymi neologizmami ("ręczna witaczka sąsiedzka"), a czasem pieprznym zwrotem ("dupa nie oficer").

- Nie jestem pisarzem - uśmiecha się autor. - Pisarz to ktoś, kto ma warsztat, przemyślenia, próby. Moje pisanie jest strasznie bałaganiarskie. Piszę, co mi ślina na język przyniesie. Ale łatwość pisania mam.

Na koniec wypadałoby, aby Bogusław Kotula wyjaśnił, dlaczego więcej książek nie napisze. - Bo za miesiąc kończę 75 lat i w tym roku umieram. Tak kiedyś obiecałem i głupio teraz się wycofać - oświadcza bezczelnie i kpiarsko mruży oczy.
Więc może jednak napisze.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

x
xyz

O JAK DOBRZE PAN ZROBI NIE PISZĄC WIĘCEJ TKICH KNOTOW!!!!!!! Z PANA TAKI RZESZOWIAK JAK ZE MNIE LWOWIAK. TAKA GWARĄ TO TYLKO MOWIĄ PNIOKI GŁOGOWSKIE !!! I TAM SA PANSKIE KORZENIE !!!!

x
xyz

O JAK DOBRZE PAN ZROBI NIE PISZĄC WIĘCEJ TKICH KNOTOW!!!!!!! Z PANA TAKI RZESZOWIAK JAK ZE MNIE LWOWIAK. TAKA GWARĄ TO TYLKO MOWIĄ PNIOKI GŁOGOWSKIE !!! I TAM SA PANSKIE KORZENIE !!!!

p
pniak z dziada pradziada

Jest tyle "brudnych" reklamami i zapuszczonych ekspozycji.. Czy cytaty z dawnego Rzeszowa nie pobudziłyby szacunku lub dumy do przeszłości?

Wielu moich znajomych z Polski i ze świata odwiedziło Rzeszów i miasto mile ich zaskakiwało - porównywali z miejscami dobrze sobie znanymi i byli zdziwieni, że niewiele lub nic do tej pory o Rzeszowie nie wiedzieli.

To miłe, gdy np Brytyjczyk z Manchesteru z ogromnymi oczami podziwia zakamarki, które dla rzeszowiaków są tak spowszedniałe, że ich nie zauważają.

A koleżanka z Krakowa twierdzi, że piwo pod parasolami na rynku lepiej smakuje w Rzeszowie niż pod Sukiennicami.

Może to tylko kwestia zmiany otoczenia - na chwilę -  ale takie chwile warto zatrzymać dla miasta.

Dodaj ogłoszenie