NOWINY24
    TO CZYTAJĄ INNI

    Popularne na portalu

    Rozwiń
    NOWINY24
    Zwiń

    Popularne na portalu

    • Przestępcy seksualni z Podkarpacia. Zdjęcia gwałcicieli i pedofilów z rejestru MS
    • Wypadek na moście w Przemyślu. Samochód prawie spadł do rzeki Wiar
    • W Rzeszowie trwa przedświąteczna spowiedź [DATY, GODZINY]

    Wielkie nazwiska Nowin: Włodzimierz Kirszner

    Wielkie nazwiska Nowin: Włodzimierz Kirszner

    Wanda Mołoń

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Głucha noc, leje jak z cebra. Włodek w naciągniętym na głowie kapturze, skulony w kartoflisku, kolejną godzinę wypatruje dzików - "wyjdą ryć, czy nie wyjdą". - Są!!! Trzask migawki.
    Włodzimierz Kirszner

    Włodzimierz Kirszner ©Archiwum

    Czekam z kierowcą w ciepłym aucie. Włodek wraca, wylewa wodę z butów, zaczyna kichać. Z głębokich Bieszczad wracamy nad ranem. Na dziewiątą rano zdjęcia mają być gotowe. Profesjonalne wykonane, uzupełniające dziennikarskie teksty, skrupulatnie opisane na odwrocie.

    Przeporządny gość, brat łata, zaprzyjaźniony z połową świata, zakochany w fotografowaniu i Bieszczadach. Kapuściane góry i tamtejsi samorodni twórcy byli niczym magia, której poddawał się bez reszty. Dostrzegał urodę rzeczy banalnych, z przy czynił sztukę. Lubił ludzi, mimo uszu puszczał urazy.

    Nie było takiej pory dnia i nocy, w której Włodek odmówiłby wyjazdu w teren. Wiedział, że Zosia, żona, zadba o dzieci i dom.
    Był drukarzem, z czasem zatrudnił się w CAF (jego ojcem fotograficznym był Damazy Kwiatkowski), a kiedy przeszedł do ówczesnych Nowin Rzeszowskich sporo tracąc na poborach - jak wspomina Zosia - jego artystyczna dusza była przeszczęśliwa.

    - Zosia - obiecywał - zamieszkamy kiedyś w Bieszczadach.

    Bała się o męża. Podczas stanu wojennego długo po północy nie słyszała szybkich kroków na schodach. Mieli wypadek, wracali okazją. Stworzony do zawodu fotoreportera, w ludziach dostrzegał jedynie dobro, innych nie było.
    Sztywniał wewnętrznie uwieczniając do gazety "główki" notabli, roznosiła go radość, kiedy fotografował przyrodę. Żadnego poważania dla rzeczy materialnych, krawat zakładał w Wigilię.

    Zofia: - Lata mógł chodzić w tym samym, byle czysto. Byle był ciuch sportowy z mnóstwem kieszonek przy kamizelkach. Doszywałam schoweczki na kartki, notesiki z adresami, długopisy, filmy do aparatu, przesłony. Tysiące drobiazgów niezbędnych przy fotografowaniu było dla męża ważnych, jak u dziecka szpulki.
    Każdej chwili gotów jechać w teren. Nie kończył zupy i wiooooo! Miał słabość do szatańsko mocnej kawy z fusami i przystanków w Bieszczady - pod Górą Niebylecką, i w drukarni w Sanoku u Ryszarda Czerwińskiego, przyjaciela drukarza o ksywce "Rogala".


    Mimo doskonałości fachu wiecznie niezadowolony, jako twórca. W banalnych ujęciach szukał nowych wyzwań. Kochał konie, coraz doskonalsze aparaty fotograficzne, dobre ujęcia.

    I dzieci - Dagmarę nazywaną w dzieciństwie "Kolką" i Kamila. Fotografował je z miłością. A wnuki wręcz uwielbiał, starszego Łukasza, który dłużej wychowywał się przy dziadkach i Krzysia. To był jedyny czas, kiedy Włodek wracał wcześniej z terenu do domu. Marzył, aby ujęcia dzieci u pierwszej komunii móc umieszczać w gazecie. Mówił o tym z charakterystycznym uśmieszkiem, bo wiadomo, że to nierealne było.

    Umiał słuchać ludzi dlatego lgnęli do niego (miał ogromną wiedzę z różnych dziedzin). Z robotnikiem wypił czystą, z rektorem - koniak.

    Odszedł tragicznie, w 1991 roku. Za szybko. Miał 52 lata.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo