Wszystkie drogi prowadzą do Moskwy - wywiad z Marcinem Falińskim o książce nt. zamachu na Jana Pawła II

Dorota Mękarska
Dorota Mękarska
Udostępnij:
Wszystkie drogi prowadzą do Moskwy – wywiad z Marcinem Falińskim, który wraz z Rafałem Barnasiem napisał książkę „W czerwonej sieci” o zamachu na Jana Pawła II.

- To proste, ponieważ studiowałem na Uniwersytecie Warszawskim na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych, wiele osób z tego kierunku szło do pracy do instytucjach państwowych, bo studia politologiczne dość dobrze przygotowują do takiego zawodu. W Agencji Wywiadu pracowałem w sumie 25 lat. Odszedłem w stopniu podpułkownika. Pracowałem za granicą i w kraju. Tylko tyle mogę powiedzieć.

W jakim momencie życiowym zastał Pana dzień 13 maja 1981 roku?
Byłem bardzo młodym człowiekiem, uczniem szkoły podstawowej.

Pewnie nie za wiele myślał Pan o tym, że w tym dniu doszło do zamachu na Jana Pawła II?

To był czas „festiwalu Solidarności”, „festiwalu wolności”, zmian i nadziei. Młody człowiek, nawet tak młody jak ja, zderzył się nagle z wiedzą, o której wcześniej nie można było mówić, o Katyniu, o buntach w 1956 r., 1968 r., 1970 r. Młodzież wówczas szybko dorastała w sensie edukacji historycznej. Natomiast trzeba sobie zdawać sprawę, że sam zamach na Jana Pawła II nie był wówczas szeroko relacjonowany. Był oficjalny przekaz, bo funkcjonowała cenzura i propaganda „peerelowska”. W gazetach pojawiły się skąpe informacje na ten temat. Pamiętam wzmiankę na pierwszej stronie w „Ekspresie Wieczornym”, nawet mam gdzieś gazetę z tego dnia, ale to nie była tak powszechna i dostępna wiedza, jak teraz.

Jak doszło do powstania książki? Czy wyobrażał Pan sobie kiedykolwiek, że jest w stanie zająć się jedną z największych tajemnic XX wieku?

Nie. Pewnego dnia zgłosił się do mnie znajomy, historyk Rafał Barnaś. Wiedziałem, że zajmuje się Watykanem, sprawami Stolicy Apostolskiej, służbami watykańskimi, zbiera dokumenty i rozmawia ze świadkami z epoki. Zapytał mnie, jak można napisać książkę na ten temat. Powiedziałem, że najlepiej będzie napisać klasyczną powieść szpiegowską. Od razu zawitała mi myśl, że najlepiej będzie, jak wyjdziemy od konstrukcji Fredericka Forsytha w powieści „Dzień szakala”.

Czy pisząc książkę bazowaliście tylko na informacjach zebranych przez współautora, czy też, już w tandemie, pogłębialiście wiedzę na temat zamachu?

Rafał Barnaś zgromadził bardzo obszerny materiał, ale gdy zdecydowaliśmy się wydać książkę, zaczęliśmy „chodzić” przy tym temacie. Tak trafiliśmy na materiał jednego z bardziej znanych dziennikarzy bułgarskich, który udostępnił nam odtajnione dokumenty bułgarskich służb specjalnych z tego okresu. To nam bardzo poszerzyło perspektywę książki.

Ile w książce jest prawdy, a ile fikcji literackiej?

Realia, co do lokalizacji, miejsc i ludzi są w większość prawdziwe. Wszyscy bohaterowie mają swoje archetypy w rzeczywistości. Jeżeli np. mówimy o wątku francuskim, to jest on podbudowany historiami powiązanymi ze sobą. Faktycznie taki watek był i jest on do dzisiaj niewyjaśniony. U nas jest on obudowany fabułą. Jest też wątek bohatera Polaka. To też archetyp rzeczywistego człowieka. Kolejny przykład, bohater, Turek, jest to rzeczywista osoba oparta o postać Ali Agcy. Tak samo prawdziwa jest postać Szwajcara i Bułgara. W związku z tym można powiedzieć, że realia, miejsca, procesy społeczne i osoby są prawdziwe. Natomiast fabułą uzupełniliśmy pewne historie, na temat których wiedzy nie mamy, albo uważaliśmy, że są ciekawe, by czytelnikowi pokazać, na przykład, życiową drogę osób, które podlegały procesom związanym z pozyskaniem przez wywiad.

Pracowaliście więc na podstawie prawdziwych informacjach, które przekształciliście w powieść. Co Pana zaskoczyło najbardziej w pozyskanej wiedzy?

W sumie to zaskoczyło nas najbardziej z Rafałem to, co obecnie dzieje się na Ukrainie. 5 marca br. była premiera naszej książki, a okazało się, że narracja rosyjska, propaganda związana z Putinem, Kremlem, jest zupełnie taka sama, jak w naszym rozdziale, który rozpoczyna książkę. Gdyby zmienić pewne elementy, ta wizja byłaby adekwatna do dzisiejszych czasów. Perspektywa Moskwy, mimo zmian, mimo upływu lat, jest wciąż taka sama. A druga sprawa, która nas zaskoczyła, i to zupełnie niedawno, to postawa papieża Franciszka. Piszemy w książce o sprawach związanych z funkcjonowaniem państwa watykańskiego, o bankowych aferach, które m.in. były realizowane w Argentynie. Piszemy o pracy wywiadu radzieckiego w tym kraju w latach 80., w środowisku księży katolickich. W tym jest jakby odpowiedź na bulwersującą wiele osób postawę Stolicy Apostolskiej i Franciszka, odnośnie wojny na Ukrainie. O niczym nie przesądzamy, ale ta książka zrobiła się bardzo aktualna w tym zakresie. Wiele osób zdaje sobie dzisiaj pytanie: co by zrobił Jan Paweł II?

To pytanie nasuwa się samo z siebie.

Jan Paweł II już dawno byłby w Kijowie. W tym też jest odpowiedź na pytanie dotyczące pozycji Jana Pawła II, dlaczego Moskwa postrzegała papieża jako zagrożenie dla interesów i funkcjonowania bloku wschodniego. Właśnie dlatego. Jego postawa, działalność, charakter były niezwykle silne i zupełnie inne, niż Franciszka.

Stawiacie w książce tezę, że inspiratorem zamachu na Jana Pawła II było KGB. Jako były oficer wywiadu może Pan odnieść się do tej tezy?

W czyim interesie z punktu widzenia strategicznego, było uciszenie tzw. Pielgrzyma z dalekiego kraju? Czy to było w interesie Polaków? Nie. Polacy byli, mówię o rządzie PRL, najmniej tym zainteresowani. Jakie kraje bloku wschodniego mogły być zainteresowane? Na pewno bliscy sojusznicy, np. NRD. Pytanie jest, kto jeszcze? My doszliśmy do informacji, że wywiad francuski uzyskał wiedzę o przygotowanym zamachu i wysłał misję do Watykanu. Odbyło się spotkanie, podczas którego padła ta informacja, ale nie zostały podjęte żadne środki ostrożności. Francuzi prosili, żeby papież nie występował, by była większa ochrona, by wprowadzono wykrywacze metalu na Plac Św. Piotra, których nie było. Dlatego Ali Agca mógł broń wnieść. Nic jednak nie zrobiono. Wiadomo jaka była postawa Jana Pawła II wobec pewnych negatywnych zjawisk, które działy się w Stolicy Apostolskiej. Wiadomo, że zagrażał pewnym interesom. Dlatego zasadne jest pytanie, dlaczego dalej nie przekazano tej informacji i nic z tym nie zrobiono?

A skąd Francuzi wiedzieli o przygotowywanym zamachu?

Od Rumunów, od swojego agenta ze służb w Rumuni. Skoro Rumunii w tym byli, i na pewno Bułgarzy, a także STASI, to znaczy, że radzieckie służby szukały w służbach sojuszniczych zleceniodawców lub osób, które wzięłyby zamach na siebie. KGB pozostałoby tylko w roli inspiratora. Z Bułgarami jest jeszcze jeden wątek. Bułgarskie służby chciały się Włochom odegrać za aferę szpiegowską w latach 70. w Bułgarii, a Włosi chcieli się z kolei odegrać za zdemaskowanie ich agenta i dlatego poszli w tzw. trop bułgarski. Sowieci zapewne wiedzieli o tych nastrojach i chęci odegrania się jednych na drugich. I to wykorzystali. Taka jest nasza teza.

Włochom niewiele jednak udało się zdziałać, zarówno prokuratorom, jak i komisji parlamentarnej w sprawie zamachu na Jana Pawła II Nie wyszli poza Ali Agcę, nie rozgryźli wątku bułgarskiego, nie mówiąc już o prawdziwych zleceniodawcach. Dlaczego tak się według Pana stało?

Tyle, co miano pokazać, pokazano. Radzieckie służby miały świetne rozeznanie we Włoszech. Na pewno miały też tam swoich ludzi. W związku z tym zachodzi pytanie, dlaczego dzisiaj nikt nie zwraca się w Rumunii, kraju w zachodnim obszarze oddziaływania, o materiały, które mogą tam być? Dlaczego nikt nie zwraca się do Francji? Możemy tak sobie dywagować. Włosi poszli tym jednym tropem. Antonow został uniewinniony, sprawa się rozmyła, nic nie wyszło. Ali Agca rozmawiał z papieżem, ale niekoniecznie mógł coś wiedzieć, bo to był pionek. O tym piszemy w książce. Oczywiście, nie mamy co liczyć w najbliższym czasie na archiwa radzieckie, ale w końcu francuskie, amerykańskie, rumuńskie są dostępne.

A czy nie może być tak, że do odkrycia prawdy o zamachu na Jana Pawła II nie doszło tak naprawdę z powodu gier prowadzonych przez wywiady? Mówią o tym materiały ze śledztwa. I tu nie myślę tylko o wywiadzie radzieckim, ale i o innych służbach. Panowie akurat te gierki wywiadów przedstawiacie w powieści szeroko. Czy to nie stanęło na przeszkodzie?

Tak jak piszemy, to był czas, kiedy przez bank watykański, czy banki związane ze Stolicą Apostolską szły pieniądze z USA dla Solidarności. Radzieckie służby mogły chcieć utrącić ten kanał finansowania, bo uważali to za duże zagrożenie dla całego bloku wschodniego, i słusznie, bo tak się w końcu skończyło. Myślę, że każda dywagacja, kto za tym stał i kto na tym zyskał, zawsze kończy się na Moskwie. Każdy wywód, nawet teza, że Jan Paweł II mógł być niewygodny dla pewnych kręgów watykańskich, zawsze kończą się w tym samym punkcie. Wszystkie drogi prowadzą do Moskwy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Rosja niszczy ukraiński przemysł

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie