Znakomity piłkarz, ale też niezły trener. Grzegorz Lato mógł zostać selekcjonerem, a z Widzewem Łódź walczył o Ligę Mistrzów

Kuba Zegarliński
Kuba Zegarliński
Grzegorz Lato obchodził w środę 70-te urodziny.
Grzegorz Lato obchodził w środę 70-te urodziny. Archiwum PPG
Grzegorz Lato w środę obchodził swoje 70-te urodziny. Z tej okazji przypominamy najmniej znany rozdział jego sportowego życia.

Grzegorz Lato znany jest przede wszystkim jako wspaniały zawodnik. Mało jednak kto pamięta, że próbował również swoich sił jako trener. Był nawet bliski objęcia stanowiska selekcjonera reprezentacji Polski.

O Grzegorzu Lacie piłkarzu napisano już wszystko. Dlatego postanowiliśmy szerzej przyjrzeć się tematowi jego kariery trenerskiej , a ten rozdział w życiu Laty jest już dużo mniej pamiętany. A szkoda, bo jeden z najlepszych piłkarzy w historii Polski był o pół krok od objęcia funkcji selekcjonera naszej reprezentacji.

Wszystko zaczęło w połowie 1991 roku w Stali Mielec. Lato przejął drużynę, która cudem utrzymała się w lidze (wygrała baraż z Miedzią Legnica) i w dwa lata zrobił z niej zespół z czołówki. Sezon 1992/93 mielczanie zakończyli na 6.miejscu.

Wtedy jednak postanowił odejść i to ligę niżej – do bogatej i mającej duże ambicje Olimpii Poznań. Cel był jasny – awans. Lato go zrealizował, ale właśnie podczas w pracy w Poznaniu otrzymał najważniejszą ofertę w swoje karierze – Mogłem objąć stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski – wspomina.

Był 1993 rok. Rok niedzieli cudów. Lech w eliminacjach Ligi Mistrzów ulega Spartakowi 2:7. Wszyscy jeszcze mają w pamięci 0:9 Widzewa z Eintrachtem. Do tego kadra w kiepskim stylu przegrała eliminacje do mistrzostw świata w 1994 roku.

- Przyjechał nawet do mnie przewodniczący Wydziału Szkolenia PZPN, Zygmunt Lenkiewicz, który prowadził rozmowy z wszystkimi kandydatami na selekcjonerów – mówi Lato.

Kandydatów było kilku. Poza Latą do pracy z kadrą przymierzano również Janusza Wójcika, Władysława Stachurskiego oraz Henryka Apostela. Najmocniejsze nazwisko miał wówczas Wójcik, który rok wcześniej z kadrą olimpijską zdobył przecież srebro na IO w Barcelonie. On jednak odpadł w przedbiegach, bo nie dogadywał się z ówczesnym szefem PZPN, Kazimierzem Górskim.

Z kolei akcje pana Grzegorza stały bardzo wysoko. Wszystko jednak miało rozbić się o kasę i…znajomości.

– Ktoś rozpuścił plotkę, że chciałem 20 tysięcy dolarów. Ja w rozmowach mówiłem o pięciu tysiącach, pierwszy asystent miał mieć dwa i pół, a drugi półtora. Mogło być płacone w złotówkach, ale co miesiąc po aktualnym kursie dolara – czytamy w wydanej w latach 90-tych biograficznej książce, którą napisał wspólnie z dziennikarzem Maciejem Polkowskim.

Ciekawe było również to, że w swoim sztabie chciał mieć menedżera drużyny i w tej roli widział Zbigniewa Bońka. Gdyby ten się nie zgodził, to oferta miała powędrować do Stanisława Terleckiego.

- Plany jednak spaliły na panewce, bo kadrę przejął Henryk Apostel – mówi Lato.

Grzegorz Lato ponoć jeszcze długo nosił zadrę w sercu, że to nie on objął wówczas kadrę. Powoływał się na przykład Franza Beckenbauera, który zaraz po powrocie z USA (grał w Cosmosie Nowy Jork) przejął reprezentację Niemiec. Zdobył z nią zresztą mistrzostwo świata w 1990 roku.

Drugim przykładem był Michelle Platini, który niemal zaraz po zakończeniu kariery objął stery w reprezentacji Francji. – W tamtym czasie miałem ambicję i wierzyłem w siebie. Dziś trudno już do tego wracam, ale wtedy było mi szkoda – wspomina.

W 1999 roku stanął przed kolejnym wyzwaniem, jak się okazało, już ostatnim w roli trenera. Objął drużynę Widzewa Łódź, która szykowała się do eliminacji Ligi Mistrzów. Trudny przeciwnik, bo już w pierwszym meczu podopieczni Laty przegrali aż 1:4. W rewanżu przeszli jednak metamorfozę, odrobili straty i wygrali po karnych.

W ostatniej fazie eliminacji Widzew trafił już jednak na przeciwnika nie do przejścia – do Łodzi miała przyjechać włoska Fiorentina, drużyna z wielkimi ambicjami i jeszcze większym budżetem. – Co to była za drużyna, w ataku Batistuta, w pomocy Rui Costa, był tam jeszcze Enrico Chiesa, Angelo Di Livio czy Predrag Mijatović. Niesamowity zespół – opowiada Lato.

Drużynę prowadził równie słynny Giovanni Trapattoni. – Miły i serdeczny człowiek, życzyliśmy sobie dobrego meczu, choć widać było po nim, że raczej jest pewny zwycięstwa – mówi nasz bohater.

Widzew Laty plamy jednak nie dał. Oczywiście awansu nie było, ale porażki 1:3 i 0:2 z takim gwiazdozbiorem wstydu na pewno nie przynosiły.

W Widzewie popracował jeszcze przez kilka miesięcy, aż zastąpił go Orest Lenczyk, który jako asystent trenera Zenona Książka pracował w Stali Mielec w połowie lat 70-tych.

Świeżo upieczony 70-latek do pracy w charakterze trenera już nigdy nie wrócił. W latach 2001-2005 był senatorem RP z ramienia SLD, a w latach 2008-2012 pełnił funkcję prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej.

ZOBACZ TEŻ - Grzegorz Lato sportowcem 70-lecia Nowin

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone ze względu na ciszę wyborczą i zostanie włączone po jej zakończeniu.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie