Nierzadko nazwa „NIK” budzi skojarzenia ze służbami śledczymi. „NIK donosi”, „NIK trzeba by nasłać”, „Jak tu wejdzie NIK, to porządek zrobi”… Niekiedy wręcz nazwa Izby wywołuje lekki dreszcz. Tymczasem Najwyższa Izba Kontroli to niezależny, konstytucyjny organ kontroli. Nie prowadzi śledztw, nie może wydawać wyroków. Jednak sprawne funkcjonowanie państwa nie byłoby możliwe bez NIK – nowoczesnego, szeroko wyspecjalizowanego organu konstytucyjnego. Polska ma taki organ już od stu lat. A to dopiero początek.

Izba należy do konstytucyjnych organów państwa. Niemniej nie wszyscy może wiedzą, że fakt ten bynajmniej nie czyni z NIK organu politycznego. Byłoby to wręcz wysoce niepożądane – demokratycznemu państwu i społeczeństwu absolutnie niezbędny jest ktoś, kto sprawdza chłodnym okiem, jak odbywa się obrót publicznych pieniędzy. Ktoś, kto zbada, czy ustawy są przestrzegane lub czy nadążają za rzeczywistością. Ktoś, kto prześwietli dbałość państwa o dobrostan obywateli i środowiska. Ktoś, kto zbada wykonanie budżetu państwa. Ktoś, kto oceni, czy państwo skutecznie chroni obywateli przed skutkami wszelkich niepożądanych zjawisk (katastrofy naturalne, terroryzm, ataki hackerskie, epidemie…). Ktoś, kto skontroluje zakres swobód przedsiębiorców prywatnych na styku ze sferą publiczną. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z liczby i różnorodności zagadnień i problemów, które trafiają pod lupę kontrolerów NIK. Wystarczy jednak wejść na stronę www.nik.gov.pl, poznać listę departamentów i delegatur regionalnych. Rozmach tematyczny i zasięg terytorialny kontroli NIK-owskich musi budzić respekt.

- Jedna z ciekawszych kontroli, jakie przeprowadziliśmy, miała miejsce w latach 2015-2017 i dotyczyła Karty Polaka. To karta, która jest przyznawana Polakom z pochodzenia, wywiezionymi na tereny dawnego Związku Radzieckiego. Ocenia się, że takich osób może być nawet około dwóch milionów. Karta daje spore przywileje, ponieważ jej posiadacz może m.in. studiować za darmo w Polsce, korzystać w jakimś stopniu ze służby zdrowia lub prowadzić działalność gospodarczą. W trakcie kontroli okazało się, że po pierwsze w bardzo wielu przypadkach zachodził duży problem z wydawaniem kart, czym zajmowały się konsulaty, co bardzo utrudniało dostępność. Poza tym, w wielu przypadkach bardzo długo trwał proces rozpatrywania wniosku, czasem nawet ponad rok, co dla osób np. powyżej 80 roku życia stanowiło ogromny problem. To wszystko wynikało m.in. z braków kadrowych oraz braku sprzętu. Natomiast wykazaliśmy też, że zdarzały się przypadki prób wyłudzenia Karty Polaka, co również powodowało spore problemy – mówi Stanisław Jarzyna, doradca ekonomiczny delegatury NIK w Rzeszowie.

Jak wynika z powtarzanych regularnie sondaży opinii publicznej na temat zaufania do instytucji publicznych, Najwyższa Izba Kontroli nieustannie plasuje się w czołówce, osiągając wynik około 50 procent ocen pozytywnych i niewiele ponad 10 procent ocen negatywnych. Co to oznacza? To, że Polacy czują potrzebę istnienia bezstronnego kontrolera państwa, że dostrzegają czujność i wnikliwość kontrolerów dzięki publikowanym raportom z kontroli oraz że widzą w Izbie organ, który działa konsekwentnie, niezależnie od tego, jak kształtuje się większość sejmowa. I to pomimo tego, że NIK rokrocznie składa raport ze swej działalności właśnie przed Sejmem.

O skuteczności działania Najwyższej Izby Kontroli decyduje nie tylko precyzyjne planowanie kontroli, nie tylko czujne reagowanie na bieżące wydarzenia poprzez wdrażane kontrole doraźne – ale w równej mierze pełna współpraca z innymi organami konstytucyjnymi: władzą ustawodawczą, władzą wykonawczą, a – gdy zajdzie potrzeba – także z wymiarem sprawiedliwości. NIK może – i nie waha się tego czynić, jeśli widzi taką konieczność – składać zawiadomienia do prokuratury, ilekroć stwierdzone nieprawidłowości oceni jako rażące naruszenie prawa.

Należy tu jednak zwrócić szczególną uwagę na pewien aspekt, który częstokroć wydaje się umykać, gdy mowa o instytucji kontrolującej. Nikt nie premiuje kontrolerów za „wykrywalność”, nikogo w Izbie nie cieszą odkryte nieprawidłowości – zarówno sami kontrolerzy, jak i decydenci w NIK zawsze podkreślają, że są czujnymi, ale troskliwymi obserwatorami. Dobrze i bez przeszkód zewnętrznych przeprowadzona kontrola NIK to sposób, by jeszcze bardziej ulepszać działalnie instytucji publicznych w interesie obywateli i by – również w ich interesie - zaalarmować odpowiednie instytucje, gdy stwierdzi się, że coś działa niedostatecznie dobrze bądź wręcz źle. NIK działa więc jako lekarz-diagnosta państwa i jego instytucji.

Od samego początku taka idea przyświecała założycielom Izby. Motto „Ktokolwiek grosz publiczny do swego rozporządzenia odbiera, wydatek onegoż usprawiedliwić winien” – te słowa ministra skarbu Księstwa Warszawskiego Tadeusza Dembowskiego, zapisane w 1808 roku, stanowią historyczne motto Najwyższej Izby Kontroli. I trzeba przyznać, że w toku burzliwych dziejów Polski w ostatnim stuleciu, nawet w najbardziej niekorzystnych warunkach pracy, kontrolerzy starali się mieć owo motto przed oczami i w sercach.

7 lutego 1919 roku, na trzy dni przed uroczystym otwarciem pierwszego posiedzenia Sejmu w odrodzonej Rzeczypospolitej, Naczelnik Państwa Józef Piłsudski specjalnym dekretem powołał do życia Najwyższą Izbę Kontroli Państwa, będącą spadkobierczynią przedrozbiorowych instytucji koronnych i późniejszych, działających już pod zaborami, ale zawsze sumiennie. Na czele NIKP stanął były prezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie, wybitny prawnik Józef Higersberger. Izba w swoich początkach funkcjonowała w jednym pokoju w kamienicy przy stołecznej ulicy Kredytowej 19…

Ale początki zawsze są trudne – w wypadku Izby nie tylko i nie przede wszystkim z powodu warunków lokalowych, ale ze względu na to, że niemal cały profil działania NIKP trzeba było określić stosownymi aktami założycielskimi, regulaminami, właściwie od podstaw. Oczywiście twórcy NIKP korzystali z doświadczeń jej poprzedniczek i podobnych ówczesnych instytucji w innych krajach europejskich, ale ogrom pracy, jaki musieli włożyć w uruchomienie aparatu kontrolnego państwa, i tak musi budzić podziw.

Nie będziemy tu szczegółowo pochylać się nad dziejami Najwyższej Izby Kontroli (nazwę tę organ uzyskał już w 1921 roku, w następstwie uchwalenia Konstytucji marcowej). Doskonałymi i pasjonującymi źródłami wiedzy na ten temat są dwie rocznicowe księgi (przygotowane we współpracy z Instytutem Pamięci Narodowej), którymi Najwyższa Izba Kontroli uświetniła swój wspaniały jubileusz. Pierwsza z nich to bogato ilustrowany i opatrzony mnóstwem wypowiedzi historycznych album Najwyższa Izba Kontroli 1919–2019. Sto lat troski o Państwo. Drugą zaś można śmiało polecić wielbicielom literatury faktu z odrobiną sensacji – to 100 kontroli z archiwum NIK. Książka jest dostępna zarówno w księgarni IPN, jak i w sieci Empik. Kto wie, może to nawet dobry materiał na emocjonujący serial historyczny… Kontrolerzy NIK szukali po całym świecie polskiego złota, wywiezionego w czasie okupacji. Nawet w trudnych i nieprzejrzystych czasach PRL kontrolerzy NIK docierali do bardzo niewygodnych dla ówczesnej władzy faktów i sporządzali stosowne raporty. Inna sprawa, gdzie raporty te później lądowały… ale Izba nawet wówczas starała się działać w trosce o finanse publiczne. Trudno sobie to wyobrazić, ale wśród raportów NIK-owskich jest jeden napisany regularnym wierszem. W dodatku w jego wyniku postawiono zarzuty prokuratorskie, i to bynajmniej nie autorowi raportu…

Można sobie zadać pytanie: skoro w czasach PRL wszystkie instytucje służyły umacnianiu narzuconej z zewnątrz władzy, jaki sens poza czysto fasadowym miała Najwyższa Izba Kontroli? W istocie, najtrudniejsze lata to czas, gdy NIK została podporządkowana władzy wykonawczej – najpierw w latach 1947–1957 (przez pewien czas NIK była wręcz zastąpiona Ministerstwem Kontroli Państwowej), następnie zaś w latach 1976–1980. Nawet jednak wówczas kontrolerzy starali się działać w trosce o finanse publiczne, wskazując, szczególnie w czasach Edwarda Gierka, że państwo źle zarządza kredytami zagranicznymi i prowadzi bardzo niekorzystną wymianę gospodarczą z zagranicą, co musi prowadzić do ogólnej niewydolności gospodarki. Nie da się jednak ukryć, że w czasach PRL Izba bywała wykorzystywana także do rozprawiania się z niewygodnymi instytucjami niezależnymi od państwa (jak Kościół) oraz do rozgrywek frakcyjnych w samym aparacie państwa.

Bez wątpienia jednak przełom 1989 roku był także swoistą datą graniczną w dziejach Izby. NIK w dwudziestoleciu międzywojennym zdołała powstać z popiołów, wdrożyć wiele procedur i zasad, wpisać się w krajobraz demokratycznego państwa, ale nie zdążyła rozwinąć skrzydeł w całej okazałości. Lata okupacji, działania na wychodźstwie i niekiedy mocno ograniczona niezawisłość Izby w samej PRL też nie były dla NIK warunkami należytego działania i rozwoju. Dopiero pierwsi dwaj prezesi NIK w III RP, obydwaj przedwcześnie zmarli tragicznie prof. Walerian Pańko i prof. Lech Kaczyński, przekształcili Izbę w nowoczesny organ obrachunkowy. Nie działali w osamotnieniu, wspierał ich cały zespół NIK, a także eksperci i władze państwa.

Śledząc historię NIK, można zauważyć, że zmieniały się nie tylko warunki jej działania – a przypomnieć należy, że kontrola finansów publicznych nie ustała nawet podczas drugiej wojny światowej! – ale zmieniał się też zakres jej działania. Dzisiejsza Izba bada bowiem nie tylko finanse publiczne i stosowanie prawa, ale szczególnie bacznie przygląda się także opiece, jaką ze strony państwa winien mieć najważniejszy interesariusz Izby, czyli społeczeństwo. Świadczą o tym kontrole dotyczące przestrzegania praw pacjenta, praw obywatelskich w izbach wytrzeźwień i domach spokojnej starości, zasadności szerokiego dostępu Polaków do tzw. suplementów diety, które zdecydowanie nie zawsze mają działanie dobroczynne, czy też ostatnio działań państwa dla ograniczenia zanieczyszczenia powietrza – kolejne kontrole NIK na temat smogu doprowadziły do istnej lawiny debat i opracowań, które mogą wkrótce posłużyć do wdrożenia regulacji pozwalających na rychłe oczyszczenia powietrza, którym oddychamy.

Najwyższa Izba Kontroli, jak każdy urząd, jest zhierarchizowana, a jej siedziba centralna mieści się w Warszawie – od 1986 roku w przedwojennym gmachu, pierwotnie zajmowanym przez Urząd Wojewódzki. Wspomniano już wyżej o delegaturach NIK, których jest tyle samo, co województw, czyli szesnaście. Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że delegatura obejmuje swoją działalnością jedynie własny region. Każda delegatura może – i robi to z powodzeniem – inicjować i przeprowadzać kontrole o zasięgu ogólnopolskim, może również koordynować kontrole prowadzone przez kilka delegatur albo wręcz kontrole prowadzone przez organy kontroli kilku państw.

Skoro zaś mowa o współpracy międzynarodowej, trzeba zwrócić uwagę na to, jak Najwyższa Izba Kontroli postrzegana jest za granicą. Uznanie zyskała już w pod koniec lat pięćdziesiątych, kiedy weszła w skład Międzynarodowej Organizacji Najwyższych Organów Kontroli (INTOSAI). Jednak wymierną oznaką wysokiej oceny, jaką cieszy się Izba, są wnioski o powierzenie NIK funkcji kontrolera dużych organizacji. Izba przeprowadzała już wspólne kontrole z Europejskim Trybunałem Obrachunkowym (czyli taką NIK na poziomie ogółu Wspólnot Europejskich), została wybrana na audytora Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych (CERN) oraz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), jest też audytorem zewnętrznym Rady Europy. NIK bierze niezwykle aktywny udział w bodaj największej kontroli międzynarodowej pod egidą ONZ – kontroli przygotowywania do wdrażania przez kraje członkowskie sformułowanych przez ONZ siedemnastu Celów Zrównoważonego Rozwoju. Jednocześnie Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski jest wiceprzewodniczącym EUROSAI i przewodniczącym Komitetu Kontaktowego, grupującego instytucje kontroli z całej Unii Europejskiej.

Sto lat istnienia instytucji to z jednej strony czas imponujący. Jednak gdy sięgamy okiem wstecz, widzimy, że postęp technologiczny nie przebiega równomiernie, ale stale przyspiesza. O ile jeszcze pół wieku temu można było w miarę rzetelnie wyobrazić sobie poziom techniczny życia człowieka za dekadę, o tyle dziś już nie możemy być pewni, czy nasze życie choćby za dziesięć lat będzie wyglądało podobnie. Szczególnie wielkie wyzwania czekają nas w dziedzinie informatyki oraz biotechnologii – tym bardziej, że wszystko odbywa się w warunkach stale postępującej globalizacji i przegrupowań na mapie światowego układu sił. Izba ma pełną świadomość, że będą konieczne także nowe technologie kontrolne, nowe systemy bezpieczeństwa, nowe spojrzenie na istotę ludzką (jeśli sprawdzą się przewidywania części naukowców o rewolucji implantów). Niedaleka przyszłość przyniesie nowe wyzwania, choć stare nie znikną. Najwyższa Izba Kontroli, nowoczesny organ konstytucyjny, niezależny od władzy wykonawczej i działający w imieniu obywateli, jest na te wyzwania gotowa.