Czy nasi lekarze wyjadą?

Antoni Adamski
Stanisław Mazur, lekarz internista, kardiolog, dyrektor Centrum Medycznego "Medyk” w Rzeszowie: - Nigdy nie miałem charakteru emigranta. KRYSTYNA BARANOWSKA
Do wyjazdu z Podkarpacia szykuje się kilkudziesięciu lekarzy. To dopiero początek fali emigracji. Jak się pracuje za granicą? - spytaliśmy lekarzy, którzy wrócili i chcą w Polsce pozostać.
Czy nasi lekarze wyjadą?

Dr Jolanta Czekierda-Stamenkovic, lekarz anestezjolog z Rzeszowa pojechała do Stanów w 1988 r. na zaproszenie swojej matki. Nie znała angielskiego. Przez rok pracowała w fabryce włókienniczej jako pakowaczka swetrów. Za odłożone pieniądze opłaciła roczny kurs języka w ekskluzywnej szkole na Manhattanie.

Dopiero po takim przygotowaniu mogła wrócić do zawodu, kończąc szkołę dla asystentów medycznych. Przez pięć lat (do kraju wróciła w 1998 r.) pracowała w Klinice Lekarza Domowego Eric Scheflin Corporation w Nowym Jorku.

- Byłam felczerem - opowiada. - Na tym stanowisku pracują w Stanach lekarze, którzy nie nostryfikowali dyplomu. Ja zdałam połowę egzaminów przed komisją państwową.

W Stanach wyszła za mąż za Szweda, urodziła dziecko. Miała też satysfakcję z pracy. Zwłaszcza, że amerykańscy pacjenci lubią polskich lekarzy.

- "Jest w tobie tyle ciepła" - powiedziała mi jedna z chorych. Tego nie mówi się amerykańskim lekarzom - wspomina J. Czekierda.

Dobry biznes

Dr nauk med. Krzysztof Szuber, przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Rzeszowie:

- W ciągu ostatnich dwóch i pół roku 46 lekarzy wystąpiło do Izby Lekarskiej o dokumenty niezbędne do wyjazdu. Pracy za granicą szukają ludzie wykwalifikowani, ze stażem, specjaliści: anestezjolodzy, chirurdzy, interniści. Pozornie liczba chętnych do wyjazdu wydaje się niewielka. Jednak gdyby wszystkich 12 anestezjologów, którzy chcą wyjechać za granicę, pracowało w Rzeszowie, to jeden ze szpitali musiałby wogóle zrezygnować z operacji. W styczniu br. zjazd krajowy lekarzy uchwalił, że specjalista winien zarabiać trzy średnie pensje krajowe, zaś lekarz bez specjalizacji - dwie średnie krajowe. Te postulaty środowiska pozostały bez odpowiedzi.

Leczenie w USA to biznes, w który najpierw trzeba zainwestować ogromne pieniądze. Wykształcenie lekarza kosztuje ok. 200 tys. dolarów. Nie znaczy to, że na studia stać tylko bogatych. Młodzi ludzie z biedniejszych rodzin zaciągają kredyty. Banki chętnie pożyczają. Dlaczego? Bo mają gwarancję, że dłużnicy spłacą kredyty po uzyskaniu dyplomu.

W USA pediatra zarabia powyżej 50 tys. dolarów rocznie, psychiatra - powyżej 70 tysięcy. Dochody chirurga, neurologa, anestezjologa, neurochirurga, stomatologa, ginekologa mieszczą się w przedziale 100-300 tys. dolarów rocznie.

Kogo stać na takie wydatki?

- Ten kraj leczy wszystkich - biednych i bogatych - tłumaczy J. Czekierda.

- Każdy, kto urodzi się w Stanach, automatycznie staje się obywatelem tego kraju. Dlatego nieubezpieczona, niepracująca i przebywająca nielegalnie w USA kobieta w ciąży (bez sprawdzania dokumentów) dostaje kartę Medicate. Dzięki niej pokrywa koszty opieki lekarskiej przed porodem, koszty porodu i opieki nad dzieckiem po jego urodzeniu.

Koszty te mogą być bardzo wysokie. Opieka (lekarska i laboratoryjna) nad ciążą wysokiego ryzyka kosztuje 120 tysięcy, nad zwykłą ciążą - 15 tysięcy. Płaci pacjent lub jego ubezpieczyciel.

Najbiedniejsi trafiają do szpitali miejskich, które utrzymuje rząd federalny. Pracujący spłacają pobyt w ratach. Izba przyjęć szpitala miejskiego to ogromna sala, którą wypełnia tłum chorych o wszystkich kolorach skóry. Przyjeżdżają tu całymi rodzinami. Dlatego że krewni znają angielski i służą za tłumaczy.

Pracujący wykupują ubezpieczenie zdrowotne. Najtańsze kosztuje 4 tys. dolarów rocznie. Stać na nie niewykwalifikowanego robotnika. Ubezpieczeni oraz emeryci (ci ostatni po 65 roku życia mają zapewniona bezpłatną służbę zdrowia tzw. karta Medicare) objęci są systemem opieki lekarzy domowych.

Można go wybrać, bo w Stanach nie ma państwowej służby zdrowia. Klinika lekarza domowego, w której pracowała dr Czekierda, była dla pacjentów z podstawowym ubezpieczeniem. Przyjmowali w niej: internista, kardiolog, pediatra, ginekolog, był też rentgen i fizykoterapia. Za dodatkowe usługi (wizyty u specjalistów) płaci się osobno.

Zawsze mogę wyjechać

Pensja felczera zbliżona jest do wynagrodzenia pielęgniarki (30 - 50 tys. dolarów rocznie).

- Za te pieniądze można wynająć wygodne mieszkanie, kupić samochód, a w czasie wakacji wyjechać na egzotyczną wycieczkę (ja zwiedziłam niemal całe Stany) - opowiada J. Czekierda.

A jednak postanowiła wrócić do kraju. W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Rzeszowie jest kierowniczką Izby Przyjęć i zarabia średnią pensję krajową. Do tego dochodzi wynagrodzenie za 4-5 dyżurów w pogotowiu miesięcznie. Ma za to poczucie, że jest "u siebie", choć może również pracować jako lekarz w Unii Europejskiej. Tam nostryfikacja dyplomu nie jest potrzebna.

- W każdej chwili mogę pojechać do Szwecji. Po półrocznym przeszkoleniu będę pełnowartościowym lekarzem - mówi. - Ale jeśli wyjedziemy, to kto zostanie w Polsce? Tylko lekarze - emeryci?

Za chlebem na Greenpoincie

Stanisław Mazur, lekarz chorób wewnętrznych, kardiolog i właściciel Centrum Medycznego "Medyk" w Rzeszowie uważa, że w Europie działa system naczyń połączonych. Nasi lekarze wyjeżdżają pracować do Unii i Stanów. Do nas z kolei przyjeżdżają lekarze z Ukrainy, Kazachstanu oraz Arabowie z Syrii, Jemenu i Libanu.

W roku 1988 Mazur wyjechał "za chlebem" do Stanów. Pracował jako lekarz w polskiej przychodni na Greenpoincie, jako portier w luksusowym hotelu, sprzątał i był sprzedawcą sprzętu elektronicznego. Harował do 100 godzin tygodniowo.

- Pracowałem w polskiej przychodni - opowiada Mazur.

- Dostawałem 10 dolarów za zbadanie pacjenta. To tyle, ile w Polsce w latach 80. (przeliczając na złotówki) wynosiła moja miesięczna pensja w szpitalu. Kolejne 40 dolarów dostawał od pacjenta lekarz z uprawnieniami, który miał prawo wystawiania recept. W sumie wiec wizyta nieubezpieczony Polak płacił za wizytę 50 dolarów. To i tak kilka razy mniej niż u amerykańskiego lekarza (wizyta - 100 do 300 dolarów). Później szedł do polskiej apteki, gdzie polski lekarz - emigrant sprzedawał mu lekarstwa po hurtowych cenach.

Po dwóch latach Stanisław Mazur postanowił wrócić do Rzeszowa:

- Nigdy nie miałem charakteru emigranta, choć w Stanach pracowali także mój pradziadek Michał (był dyrygentem orkiestry w Chicago) i dziadek Wojciech, który prowadził stadninę koni. Wszyscy oni wracali - podkreśla.

Po raz drugi do USA trafił w 1996 r. Tym razem jako stypendysta Fundacji Sorosa. Przez pięć miesięcy pracował w na oddziale kardiologii Szpitala Uniwersyteckiego im. Thomasa Jeffersona w Filadelfii.

- To był ekskluzywny szpital, co było widać już z daleka - wspomina.

- Przed wejściem usadowili się bowiem żebracy i bezrobotni, liczący na hojne datki od pacjentów i odwiedzających ich rodzin. Gdy po raz pierwszy do "Jeffersona", przeżyłem szok. Głównie z powodu aparatury medycznej o jakiej w Polsce wtedy można było tylko pomarzyć. Najważniejszy był szybki dostęp do informacji: specjalny internet dla lekarzy i pełny zestaw najnowszych publikacji.

Amerykańscy lekarze kształcą się na okrągło. Zdaniem Mazura, są kompetentni, ale nastawieni na mnożenie zysków. Opłaca im się leczyć, a nie wyleczyć - a więc starają się mnożyć badania i nabijać koszty. Przy czym jeden specjalista podsyła bogatego pacjenta drugiemu. Ten z kolei rewanżuje mu się do momentu, aż zareaguje kontroler z instytucji ubezpieczeniowej.

W Stanach łatwiej nostryfikować dyplom lekarzowi z Azji niż Polakowi, bo polscy lekarze traktowani są jako niebezpieczna konkurencja. Cenieni są za wiedzę, życzliwość wobec pacjentów i wysoki poziom etyczny.

W ciągu ostatnich lat polska medycyna zrobiła ogromny postęp. Nie ma już problemów z dostępem do informacji naukowej. Wiele szpitali posiada certyfikaty europejskie i aparaturę najnowszej generacji. Za to w biuletynach lekarskich pełno jest kuszących ofert pracy za granicą.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie