Dziś mija 20 lat od tragicznej śmierci hokeisty Piotra...

    Dziś mija 20 lat od tragicznej śmierci hokeisty Piotra Milana

    Waldemar Mazgaj

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    We wtorek, przed meczem z Podhalem Nowy Targ, uczczono pamięć Piotrka Milana wspomnieniem i minutą ciszy. Zawodnicy trzymali w tym czasie pamiątkowy

    We wtorek, przed meczem z Podhalem Nowy Targ, uczczono pamięć Piotrka Milana wspomnieniem i minutą ciszy. Zawodnicy trzymali w tym czasie pamiątkowy transparent

    To był czarny dzień sanockiego hokeja. 23 stycznia 1995 roku w wypadku autokaru z zawodnikami zginęły trzy osoby, w tym hokeista Piotr Milan.
    We wtorek, przed meczem z Podhalem Nowy Targ, uczczono pamięć Piotrka Milana wspomnieniem i minutą ciszy. Zawodnicy trzymali w tym czasie pamiątkowy

    We wtorek, przed meczem z Podhalem Nowy Targ, uczczono pamięć Piotrka Milana wspomnieniem i minutą ciszy. Zawodnicy trzymali w tym czasie pamiątkowy transparent

    Przed 20 laty, 23 stycznia nad ranem, w Gniewoszówce koło Beska, 20 kilometrów przed Sanokiem, potężny poryw wiatru zepchnął ze śliskiej drogi do rowu autobus wiozący hokeistów STS Autosanu z wygranego 6:1 meczu w Sosnowcu. Oprócz Milana śmierć spotkała sympatię jednego z hokeistów - Izabelę Suską - i wracającego do domu studenta Tomasza Ocha.

    Arkadiusz Burnat, obecnie grający trener UKH Dębica, podczas tego wypadku znajdował się w autobusie: - Były bardzo trudne warunki.
    Wiał bardzo silny wiatr, jezdnia była oblodzona. Autobus przewrócił się na dach i trzy osoby zostały przygniecione. Miałem to szczęście, że siedziałem przy słupku łączącym szyby, który zapewne uratował mi życie - mówił wtedy dla "Tygodnika Sanockiego".

    - Dość często jeżdżę do Sanoka i zawsze w tym miejscu przypominam sobie wypadek - przyznaje Burnat dzisiaj.

    - Pamiętam, jak wychodziłem spod autobusu, który wciskał mnie w śnieg. Do domu zaś wracałem w kurtce Piotrka, w środku rozbitego autokaru nie znalazłem swojej. Widać było tylko rękę z zegarkiem Piotra. Mocno ucierpieli też Andrzej Ryniak i trener Czesław Radwański, którzy złamali obojczyki. Tomek Lisowski i Tibor Haviar też musieli pauzować. Kilka dni później przed meczem ze Stoczniowcem Gdańsk na Torsanie zapalono znicze. Źle to na nas podziałało. Sezon chcieliśmy tylko dograć. Trauma była długo. Baliśmy się nawet szybciej jeździć autokarem.
    Piotr Milan był jednym z trzech synów Henryka i Rozalii. Przeżył niespełna 24 lata. Starszy o sześć lat Mariusz (rocznik 1965) z hokejem nie miał nic wspólnego, obecnie pracuje w Anglii. Młodszy - Wojciech (1978) - rok temu zakończył karierę zawodniczą (dwa złota MP, dwa puchary), prowadzi w klubie drużyny żaka starszego i młodzika.

    - Rodzice dowiedzieli się o wypadku dopiero w pracy, to były inne czasy, bez telefonów komórkowych - wspomina Wojciech. - Byłem wtedy juniorem. Bardzo przeżyłem śmierć brata. To był tak naprawdę rok wyrwany z życiorysu, przerwałem nawet na chwilę grę w hokeja - wspomina.

    Piotr Milan był uznawany za wielki talent. Oprócz STS-u grał też w Cracovii, podczas studiów na AWF w Krakowie. Numer 7, z jakim występował, został zastrzeżony i umieszczony na poddaszu Areny Sanok. Przez kilka lat organizowano memoriał jego imienia.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo