Hiszpanie nas oszukali. Nie dali pracy

Katarzyna Sobieniewska - Pyłka
- Wyrzucam swój paszport i nigdzie nie jadę. Chyba że ktoś z rodziny mnie zaprosi - zarzeka się Jacek z Tarnobrzega.
- Wyrzucam swój paszport i nigdzie nie jadę. Chyba że ktoś z rodziny mnie zaprosi - zarzeka się Jacek z Tarnobrzega. KATARZYNA SOBIENIEWSKA-PYŁKA
Urzędnicy Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Rzeszowie twierdzą, że oferta pracy była bardzo solidna.

Żeby pojechać do legalnej pracy w Hiszpanii, Jacek z Tarnobrzega zwolnił się z firmy budowlanej. Na plantacji mandarynek miał zarobić duże pieniądze. Kilka dni temu wrócił do domu bez grosza.

Mieszkaniec Tarnobrzega, podobnie jak kilkadziesiąt innych osób z Podkarpacia, wyjechał do Hiszpanii 3 listopada 2006 r. W Polsce zarabiał 800 zł brutto.

Zagraniczny wyjazd, firmowany przez Wojewódzki Urząd Pracy w Rzeszowie, był dla niego darem od losu. Miał zarabiać 30-40 euro dziennie, pracując 6 dni w tygodniu.

Mandarynek nie było

- Wszystko miało być legalnie. Komu ufać, jak nie urzędnikom państwowym? Więcej dam się tak oszukać - denerwuje się pan Jacek.

Dziś trudno mu opowiadać o tym co zastał po przyjeździe do kraju, dla którego rzucił w Polsce pracę. W Punta Umbria, gdzie miał zbierać mandarynki, okazało się, że żadnej pracy dla Polaków nie ma.

- Zapewnili nam jedynie dach nad głową, który w deszczowe dni przeciekał. Kilkadziesiąt euro kieszonkowego, które dostaliśmy od Hiszpanów, trzeba było szybko zwrócić. Zostaliśmy bez niczego - opowiada mężczyzna.

Kilkanaście osób wróciło do kraju. Inni, był wśród nich mieszkaniec Tarnobrzega, zaczęli szukać pracy na własną rękę. Chcieli "z czymś" wrócić do domu.

- Zatrudniliśmy się w lesie m.in. do przycinania gałęzi drzew. Sęk w tym, że nikt nas nie uprzedził, że były w nim jadowite węże i skorpiony. Przeżyliśmy tam koszmar, ale nie było wyjścia - opowiada mężczyzna.

Za większość zarobionych pieniędzy Polacy wykupili ubezpieczenia pracownicze. - Zostało nam tylko na bilety do domu - ucina Jacek.

To była dobra firma

Antoni Urban, kierownik działu rynku pracy Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Rzeszowie jest zszokowany opowieścią mieszkańca Tarnobrzega. Zaklina się, że hiszpańska oferta pracy wyglądała na bardzo poważną. - Za firmę Talher ręczyła ambasada Hiszpanii w Polsce - mówi Urban.

Skontaktowaliśmy się z hiszpańską ambasadą. Odpowiedzi na pytania udzielą nam za kilka dni.

Urban radzi pokrzywdzonym, żeby napisali skargi. WUP przekaże je Państwowej Inspekcji Pracy. Urzędnik zapewnił Nowiny, że WUP już nigdy nie skorzysta z ofert firmy Talher.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie