reklama

Mieszkaniec Jarosławia pozostawił nietypowy spadek

Roman KijankaZaktualizowano 
Do oddania oprócz dorosłych psów są też szczeniaki.
Do oddania oprócz dorosłych psów są też szczeniaki. Roman Kijanka
Rodzina zmarłego w ubiegłym tygodniu mieszkańca Jarosławia otrzymała nietypowy spadek.

Co zrobić z prawie 30 psami, które przebywają w gospodarstwie zmarłego w ubiegłym tygodniu mieszkańca Jarosławia? Z takim problemem zmagają się spadkobiercy.

Pomaga im policja, straż miejska, urzędnicy z ratusza. Sprawą zainteresowało się Rzeszowskie Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt, a stan czworonogów sprawdzała inspekcja weterynaryjna.

W większości są to dorosłe psy. Jest kilka szczeniaków. Według opinii służb weterynaryjnych żaden z nich nie może być uśpiony.

- Nie wyglądają na głodzone, raczej spokojne w stosunku do ludzi. Jedynie dwa lub trzy wymagają leczenia - ocenia Magdalena Pikuła z Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Jarosławiu.

Zwierzętami opiekuje się rodzina zmarłego, jednak utrzymanie tak dużej grupy przerasta ich możliwości. Z pomocą pośpieszyło Rzeszowskie Stowarzyszenie Ochrony Zwierząt.

- Uruchomiłam wszystkie możliwe służby i organy by pomóc tym zwierzętom. Będziemy szukać nowych właścicieli - zapewnia Halina Derwisz, prezes stowarzyszenia.

Ponieważ psy nie są bezdomne nie można ich oddać do schroniska. Gmina też nie musi, ponieważ zwierzęta właścicieli mają. Przyszli właściciele stanęli przed problemem, z którym muszą sobie poradzić jeszcze przed podziałem pozostawionego spadku. Są gotowi za darmo oddać psy, jeśli tylko znajdzie się ktoś chętny do adopcji. Część z tych zwierząt jest bardzo spokojna. Wydaje się nawet, że brakuje im kontaktu z człowiekiem.

Chętnym do wzięcia szczeniaka lub dorosłego psa pomożemy skontaktować się z nowym właścicielami.
Informacje o sposobie zaadaptowania osieroconego psa z jarosławskiej pseudohodowli można uzyskać pod numerem telefonu 16 624 11 94 lub 691 467 143.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 13

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

a
asdf

Niepotrzebnie nagłaśnieli ,trzeba było struć tą hordę psów i tylke i powiedzieć,że się czegoś nażarły bo teraz to zdechną razem z tymi psami.

K
Ksantypa
Chciałabym zwrócić uwagę, iż zgodnie z unijnymi standardami, jakikolwiek pies (zaniedbany, głodzony, dręczony, bezdomny czy agresywny), jako żywa, czująca ból i cierpienie oraz zdolna do miłości istota, której należy się poszanowanie, nie powinien być zabijany lub pozbawiany wolności bez prawomocnego wyroku sądowego i osadzany w schronisku dla zwierząt, które to przybytki łudząco są podobne do obozów koncentracyjnych. Psy są tam pozamykane na kłódki w drucianych klatkach i przebywają w nich aż do naturalnej swojej śmierci, gdzie są pozbawione kontaktów z osobnikami płci przeciwnej, a cały teren takiego ośrodka odosobnienia jest szczelnie ogrodzony, że nawet mysz się nie prześliźnie. Jest to wyjątkowo skandaliczna sytuacja, nie można bowiem naruszać prawa do wolności w stosunku do naszych szaroburych braci nie będących już zwierzętami, ale jeszcze nie ludźmi. Zamykanie zatem niewinnych bezdomnych psów bez wyroków niezawisłych sądów w obozach koncentracyjnych lub łagrach zwanych „schroniskami dla zwierząt” jest bezprawne i kłóci się nie tylko z założeniami państwa prawa oraz unijnymi dyrektywami, ale z wszelkimi cywilizowanymi zasadami, którymi kierowali się założyciele – ojcowie Unii Europejskiej.
W kontekście tej sprawy należy zauważyć, iż do wyjątkowo niesłychanego zdarzenia doszło w tzw. schronisku dla zwierząt w Kielcach. Otóż w październiku 2010 roku ujawniono, że w tym godnym pożałowania przybytku od bliżej nieokreślonego czasu zwierzęta męczyły się w wyjątkowo skandalicznych warunkach. Otóż bezdomne psiunie były głodzone i pozbawione wody pitnej, a te, które umarły, były przerabiane na smalec. Klatki były brudne od psich odchodów, ponieważ komendantka tego obozu, będąca niezamężną kobietą, wydała rozkaz, aby psy same po sobie sprzątały. Niewykonanie tego rozkazu oraz za inne nawet te najdrobniejsze przewinienia psy były karane w wyjątkowo brutalny sposób. Otóż musiały stać bez odpowiedniej odzieży ochronnej przez wiele godzin na niezadaszonym placu apelowym w spiekocie, w deszczu lub na mrozie w zależności od pory roku. Natomiast na zapleczu tego obozu koncentracyjnego psy były poddawane selekcji rasowej, w wyniku której te najbardziej wartościowe, według uznania komendantki i obozowych kapo, były rozmnażane, a szczeniaki pokątnie sprzedawane.
Do podobnie bulwersujących zdarzeń dochodziło w kierowanym również przez tzw. „starą pannę” schronisku dla zwierząt w Korabiewicach pod Żyrardowem, gdzie z głodu psy zjadały innych swoich współbraci w niedoli. O dramatycznej sytuacji w tym z jednych z największych obozów koncentracyjnych dla psów w Polsce i Europie już dwa lata temu alarmowali obrońcy zwierząt i wolontariusze. Właściciele obozu i nadzorujący go lekarz weterynarii nie widzieli jednak problemu. Dopiero śmiałe i odważne nagłośnienie tej sprawy przez pracowników opiniotwórczej stacji telewizyjnej TVN24 specjalizującej się we właściwym kształtowaniu umysłów Polaków, pozwoli, miejmy nadzieję, na położenie kresu tym niecnym praktykom. Natomiast bliźniacza stacja TVN w programie „Uwaga” ujawniła inną również przerażającą historię. Otóż w Starachowicach lekarz weterynarii w majestacie prawa i na zlecenie władz miasta, niczym dr Josef Mengele – osławiony ponurą sławą nazistowski lekarz z Auschwitz, uśmiercał przy pomocy zastrzyków usypiających wszystkie złapane bezdomne psiunie w tym mieście. W ciągu kilku lat zamordował w ten sposób prawie trzysta niewinnych psiaków, mówiąc, że w ten sposób pomógł im uwolnić się z bólu i cierpienia.
W tym miejscu rodzi się pełne bólu i goryczy pytanie – gdzie byli członkowie „Frontu Wyzwolenia Bezdomnych Zwierząt” i dlaczego w odpowiedni sposób nie zareagowali na te nazistowskie praktyki i nie zaopiekowali się bezdomnymi psami? Czy w ten sposób chcemy doprowadzić do wyrzucenia Polski z Wielkiej Wspólnoty Narodów Europejskich?
Najwłaściwszym rozwiązaniem tego typu bulwersujących kwestii spędzających sen z powiek postępowych i światłych Europejczyków, byłoby wybudowanie hoteli dla bezdomnych psów o odpowiednio wysokim standardzie z całodziennym pełnowartościowym wyżywieniem składającym się wyłącznie z potraw mięsnych (bez żadnych kasz i makaronów, najwyżej jakieś dodatki z egzotycznych świeżych warzyw), jak też z nieograniczonym dostępem do osobników płci przeciwnej, no i oczywiście stworzenie odpowiedniego urzędu ds. psów, który finansowałby i nadzorowałby funkcjonowanie takich placówek. Innym, niemniej jednak ważnym zadaniem takiego urzędu byłoby przeprowadzanie systematycznego monitoringu wszystkich psów w kraju pod kątem sprawdzenia, czy są szczęśliwe u swoich właścicieli. Wynik negatywny takiego badania kosztowałby właściciela psa, powiedzmy, tysiąc złotych lub więcej, według uznania pracownika urzędu ds. psów, w ramach nakładanej grzywny, a ukarany nie miałby żadnej prawnej możliwości odwoływania się do jakiegokolwiek organu administracji publicznej, czy też wnoszenia pozwu do sądu powszechnego w tej sprawie. Kolejną propozycją wygospodarowania środków finansowych na ten szczytny cel byłoby wydłużenie okresu oczekiwania chorych na dowolny i na pewno kosztowny zabieg medyczny, dajmy na to, do dziesięciu lat. Zaoszczędzone pieniądze w związku z naturalnymi zejściami świadczeniobiorców, ZUS i NFZ z urzędu przeznaczałby na opiekę nad psami oraz na funkcjonowanie niezbędnych do tego celu urzędów.
Tego typu posunięcia w niewątpliwy sposób pomogłyby budżetowi naszego zubożałego i zadłużonego państwa w wygospodarowaniu środków na rozwiązywanie psich problemów, a Polska jednocześnie zyskałaby ogromne uznanie w pozostałych krajach Unii Europejskiej. Natomiast w przypadku śmierci psa, koszty pogrzebu powinny być pokrywane z budżetu Skarbu Państwa lub ze stosownych unijnych dotacji.
W kontekście tej sprawy należy wyraźnie podkreślić, że pieski zasługują też na osobne ministerstwo, ewentualnie rzecznika ds. psów. Urzędnicy tam pracujący powinni mieć zagwarantowane odpowiednie uposażenia wraz z prawem do pełnopłatnej emerytury po piętnastu latach wytężonej i odpowiedzialnej pracy. Ponadto należy zauważyć, że zgodnie ze słusznymi postulatami niektórych towarzystw opieki nad zwierzętami, pies powinien być przywiązany do człowieka, a nie do budy, natomiast handel naszymi szaroburymi braćmi powinien być bezwzględnie zakazany, ponieważ ten haniebny proceder kojarzy się z najczarniejszym niewolnictwem i w tej kwestii nikt nie powinien mieć jakichkolwiek wątpliwości.
Tego rodzaju odważne i nowatorskie kroki pozwoliłby nam, jako świeżo cywilizującym się Europejczykom, śmiało spojrzeć w oblicze przywódców oraz mieszkańców krajów Starej Piętnastki, jak i też nowych członków Unii Europejskiej.

Ludzie skąd macie tyle czasu na wypisywanie tylu bzdur
e
ekolożka

Chciałabym zwrócić uwagę, iż zgodnie z unijnymi standardami, jakikolwiek pies (zaniedbany, głodzony, dręczony, bezdomny czy agresywny), jako żywa, czująca ból i cierpienie oraz zdolna do miłości istota, której należy się poszanowanie, nie powinien być zabijany lub pozbawiany wolności bez prawomocnego wyroku sądowego i osadzany w schronisku dla zwierząt, które to przybytki łudząco są podobne do obozów koncentracyjnych. Psy są tam pozamykane na kłódki w drucianych klatkach i przebywają w nich aż do naturalnej swojej śmierci, gdzie są pozbawione kontaktów z osobnikami płci przeciwnej, a cały teren takiego ośrodka odosobnienia jest szczelnie ogrodzony, że nawet mysz się nie prześliźnie. Jest to wyjątkowo skandaliczna sytuacja, nie można bowiem naruszać prawa do wolności w stosunku do naszych szaroburych braci nie będących już zwierzętami, ale jeszcze nie ludźmi. Zamykanie zatem niewinnych bezdomnych psów bez wyroków niezawisłych sądów w obozach koncentracyjnych lub łagrach zwanych „schroniskami dla zwierząt” jest bezprawne i kłóci się nie tylko z założeniami państwa prawa oraz unijnymi dyrektywami, ale z wszelkimi cywilizowanymi zasadami, którymi kierowali się założyciele – ojcowie Unii Europejskiej.
W kontekście tej sprawy należy zauważyć, iż do wyjątkowo niesłychanego zdarzenia doszło w tzw. schronisku dla zwierząt w Kielcach. Otóż w październiku 2010 roku ujawniono, że w tym godnym pożałowania przybytku od bliżej nieokreślonego czasu zwierzęta męczyły się w wyjątkowo skandalicznych warunkach. Otóż bezdomne psiunie były głodzone i pozbawione wody pitnej, a te, które umarły, były przerabiane na smalec. Klatki były brudne od psich odchodów, ponieważ komendantka tego obozu, będąca niezamężną kobietą, wydała rozkaz, aby psy same po sobie sprzątały. Niewykonanie tego rozkazu oraz za inne nawet te najdrobniejsze przewinienia psy były karane w wyjątkowo brutalny sposób. Otóż musiały stać bez odpowiedniej odzieży ochronnej przez wiele godzin na niezadaszonym placu apelowym w spiekocie, w deszczu lub na mrozie w zależności od pory roku. Natomiast na zapleczu tego obozu koncentracyjnego psy były poddawane selekcji rasowej, w wyniku której te najbardziej wartościowe, według uznania komendantki i obozowych kapo, były rozmnażane, a szczeniaki pokątnie sprzedawane.
Do podobnie bulwersujących zdarzeń dochodziło w kierowanym również przez tzw. „starą pannę” schronisku dla zwierząt w Korabiewicach pod Żyrardowem, gdzie z głodu psy zjadały innych swoich współbraci w niedoli. O dramatycznej sytuacji w tym z jednych z największych obozów koncentracyjnych dla psów w Polsce i Europie już dwa lata temu alarmowali obrońcy zwierząt i wolontariusze. Właściciele obozu i nadzorujący go lekarz weterynarii nie widzieli jednak problemu. Dopiero śmiałe i odważne nagłośnienie tej sprawy przez pracowników opiniotwórczej stacji telewizyjnej TVN24 specjalizującej się we właściwym kształtowaniu umysłów Polaków, pozwoli, miejmy nadzieję, na położenie kresu tym niecnym praktykom. Natomiast bliźniacza stacja TVN w programie „Uwaga” ujawniła inną również przerażającą historię. Otóż w Starachowicach lekarz weterynarii w majestacie prawa i na zlecenie władz miasta, niczym dr Josef Mengele – osławiony ponurą sławą nazistowski lekarz z Auschwitz, uśmiercał przy pomocy zastrzyków usypiających wszystkie złapane bezdomne psiunie w tym mieście. W ciągu kilku lat zamordował w ten sposób prawie trzysta niewinnych psiaków, mówiąc, że w ten sposób pomógł im uwolnić się z bólu i cierpienia.
W tym miejscu rodzi się pełne bólu i goryczy pytanie – gdzie byli członkowie „Frontu Wyzwolenia Bezdomnych Zwierząt” i dlaczego w odpowiedni sposób nie zareagowali na te nazistowskie praktyki i nie zaopiekowali się bezdomnymi psami? Czy w ten sposób chcemy doprowadzić do wyrzucenia Polski z Wielkiej Wspólnoty Narodów Europejskich?
Najwłaściwszym rozwiązaniem tego typu bulwersujących kwestii spędzających sen z powiek postępowych i światłych Europejczyków, byłoby wybudowanie hoteli dla bezdomnych psów o odpowiednio wysokim standardzie z całodziennym pełnowartościowym wyżywieniem składającym się wyłącznie z potraw mięsnych (bez żadnych kasz i makaronów, najwyżej jakieś dodatki z egzotycznych świeżych warzyw), jak też z nieograniczonym dostępem do osobników płci przeciwnej, no i oczywiście stworzenie odpowiedniego urzędu ds. psów, który finansowałby i nadzorowałby funkcjonowanie takich placówek. Innym, niemniej jednak ważnym zadaniem takiego urzędu byłoby przeprowadzanie systematycznego monitoringu wszystkich psów w kraju pod kątem sprawdzenia, czy są szczęśliwe u swoich właścicieli. Wynik negatywny takiego badania kosztowałby właściciela psa, powiedzmy, tysiąc złotych lub więcej, według uznania pracownika urzędu ds. psów, w ramach nakładanej grzywny, a ukarany nie miałby żadnej prawnej możliwości odwoływania się do jakiegokolwiek organu administracji publicznej, czy też wnoszenia pozwu do sądu powszechnego w tej sprawie. Kolejną propozycją wygospodarowania środków finansowych na ten szczytny cel byłoby wydłużenie okresu oczekiwania chorych na dowolny i na pewno kosztowny zabieg medyczny, dajmy na to, do dziesięciu lat. Zaoszczędzone pieniądze w związku z naturalnymi zejściami świadczeniobiorców, ZUS i NFZ z urzędu przeznaczałby na opiekę nad psami oraz na funkcjonowanie niezbędnych do tego celu urzędów.
Tego typu posunięcia w niewątpliwy sposób pomogłyby budżetowi naszego zubożałego i zadłużonego państwa w wygospodarowaniu środków na rozwiązywanie psich problemów, a Polska jednocześnie zyskałaby ogromne uznanie w pozostałych krajach Unii Europejskiej. Natomiast w przypadku śmierci psa, koszty pogrzebu powinny być pokrywane z budżetu Skarbu Państwa lub ze stosownych unijnych dotacji.
W kontekście tej sprawy należy wyraźnie podkreślić, że pieski zasługują też na osobne ministerstwo, ewentualnie rzecznika ds. psów. Urzędnicy tam pracujący powinni mieć zagwarantowane odpowiednie uposażenia wraz z prawem do pełnopłatnej emerytury po piętnastu latach wytężonej i odpowiedzialnej pracy. Ponadto należy zauważyć, że zgodnie ze słusznymi postulatami niektórych towarzystw opieki nad zwierzętami, pies powinien być przywiązany do człowieka, a nie do budy, natomiast handel naszymi szaroburymi braćmi powinien być bezwzględnie zakazany, ponieważ ten haniebny proceder kojarzy się z najczarniejszym niewolnictwem i w tej kwestii nikt nie powinien mieć jakichkolwiek wątpliwości.
Tego rodzaju odważne i nowatorskie kroki pozwoliłby nam, jako świeżo cywilizującym się Europejczykom, śmiało spojrzeć w oblicze przywódców oraz mieszkańców krajów Starej Piętnastki, jak i też nowych członków Unii Europejskiej.

p
psinkowy kuchasz

Można by otworzyć w końcu psią ubojnie i problem z głowy. Poza tym mięso psie smakuje wybornie! Ja uwielbiam psie żeberka w sosie beszamelowo- pasztetowym

B
Bełkot

Mili gimnazjalni i licealni forumowicze, drodzy wielbiciele i miłośnicy psów. Moja znajoma ekolożka, miłośniczka zwierząt, wegetarianka, feministka, zwolenniczka przerywania ciąży na życzenie, przeciwniczka kary śmierci, wierząca w horoskopy, czary, magię i we wróżby oraz interesująca się tarotem, astrologią, okultyzmem, reinkarnacją, zjawiskami paranormalnymi i UFO, należąca do „Stowarzyszenia Obrońców Prawa do Życia Zwierząt Rzeźnych”, fanka Jurasa Owsiaka, Kuby Wojewódzkiego i Szymka Majewskiego, mówiąc krótko – w każdym calu postępowa Europejka, uważa, że pies to jeszcze nie człowiek, ale już nie zwierzę. To jest po prostu nasz młodszy, szarobury brat, żywa, czująca i umiejąca kochać istota, której należy się poszanowanie, co warto podkreślić, jest wyraźnie napisane w ustawie o ochronie zwierząt. Dlatego też właśnie z tego powodu nigdy nie zbeształaby właściciela pieska za to, że jego ulubieniec zrobił kupkę na chodniku czy trawniku lub nawet pod oknem, niezależnie od wielkości tej kupki.
Moja koleżanka czasami w ramach wolontariatu popracuje w schroniskach dla bezdomnych zwierząt, gdzie każda psiuńka ma swoją zamykaną na kłódkę drucianą klatkę o wymiarach zgodnych z polskim, wzorowanym na unijnych standardach, prawem i przebywa tam na koszt podatnika aż do naturalnej śmierci. Z jednego schroniska raz ją pogonili, bo zauważyli, że zjadła trochę kaszy, którą gotowali dla psiaków. Po prostu była głodna, niemniej jednak było jej bardzo głupio z tego powodu, ponieważ przez nią jakiś bezdomny pies też mógł być głodny. Mimo tej drobnej wpadki, muszę z całą stanowczością stwierdzić, że koleżanka ta jest naprawdę prawdziwą ideową ekolożką. Myje się wyłącznie w czystej i zimnej wodzie, nie używa żadnych mydeł, szamponów, balsamów, odżywek i tym podobnych bzdur, a w jej skromnym mieszkaniu nie ma łóżka, jest tylko materac wypchany słomą czy trzciną. Bardzo porządna dziewczyna, ma tylko pewien problem, nie może znaleźć pracy no i jakiegoś chłopaka. Ale zawsze z wielką, nieukrywaną troską i ze łzami w oczach pochyla się nad każdym bezdomnym pieskiem, rozdeptanym robaczkiem, czy ptaszkiem ze złamanym skrzydełkiem. Na początku stycznia każdego roku i to za darmo wycina czerwone serduszka i klei kolorowe puszki dla wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nigdy też nie opuściła żadnej manify, parady równości i miłości, czy przystanku Woodstock, uczestniczy praktycznie we wszystkich protestach ekologicznych łącznie z przywiązywaniem i wieszaniem się na drzewach, a za udział w tego typu akcjach zawsze dostanie od organizatorów, tak jak i inni protestujący, parę ładnych groszy. Ma dziewczyna potem z czego żyć.
Spytała mnie, czy słyszałem o piesku „baliticu”, który sobie dryfował w styczniu 2010 roku na krze po Zatoce Gdańskiej. Nie słyszałem, mimo że podobno o tym ważnym wydarzeniu było głośno w mediach całego świata. Okazało się, że psinka ta dostała honorowe obywatelstwo miasta Gdyni. A w czasie powodzi w maju i czerwcu 2010 roku podobno uratowano kilka tysięcy psów z zalanych terenów. Taka liczba po prostu w głowie się nie mieści. Moja koleżanka rozpłakała się, gdy usłyszała tą niesamowitą wiadomość. Nawet więźniowie z Zakładu Karnego w Dębicy uznali, że trzeba pomóc psom, które ucierpiały w czasie powodzi i za darmo w lipcu ubiegłego roku zbudowali dla nich kilkadziesiąt drewnianych, przestronnych i ocieplanych bud. Jest to bardzo piękny gest ze strony osadzonych oraz wielka pomoc, na którą to w pierwszej kolejności i z wielkim utęsknieniem oczekiwali powodzianie. W jesieni 2010 roku do bulwersującego zdarzenia doszło na Śląsku, które również otrzymało właściwą medialną oprawę. Otóż wyrzucono z jadącego samochodu psa o imieniu „bąbel”. Tylko szybka oraz fachowa pomoc lekarska uratowała mu życie i zdrowie. Moja koleżanka wyraziła nadzieję, że śląska policja odłoży na bok śledztwa w sprawie morderstw, gwałtów i rozbojów oraz dołoży, bez zwracania uwagi na koszty, wszelkich starań mających na celu ujęcie tego niezwykle groźnego przestępcy, który wyrzucił „bąbla” z pędzącego samochodu.
Moja znajoma zauważyła też, że stosunkowo niedawno doszło do wiejącego zgrozą psiego dramatu w Świnoujściu. Jakiś nazista, gdyż trudno inaczej nazwać tego człowieka, w biały dzień zakopał sunię dobermana w ziemi na jednym z osiedli w tym mieście w taki sposób, że wystawała nad powierzchnię tylko głowa. Sunia samodzielnie próbowała się wydostać z tej pułapki lecz niestety nie udało się jej to. Przybyły na miejsce zdarzenia lekarz stwierdził zgon. Następnie przyjechali pracownicy schroniska, którzy z należytym szacunkiem i pietyzmem, co było wyraźnie zaprezentowane w programie interwencyjnym TVP2, wyciągnęli z dołu zwłoki poległego psa i ułożyli go z namaszczeniem na białym prześcieradle. W trakcie wykonywania tych czynności nikt nie odezwał się ani jednym słowem, a wokół panowała przejmująca grobowa cisza. Na szczęście w tym przypadku, jeżeli można tak powiedzieć, finał tego dramatu znajdzie swój epilog w sądzie, ponieważ w wyniku doniesienia złożonego przez czujnych mieszkańców osiedla, na którym doszło do tego zabójstwa, policja zdołała ująć mordercę psa. Miejmy nadzieję, że sprawca tej wyjątkowo podłej zbrodni będzie należycie ukarany z całą surowością polskiego i unijnego prawa. Jednak należy wyrazić ubolewanie, iż świadkowie tej tragedii, widząc co się dzieje, nie wzięli sprawy w swoje ręce i nie przeszkodzili w zabójstwie psiuni. Szkoda też, że nie podano terminu pogrzebu zamordowanego dobermana oraz w jakim rycie miałaby się odbyć ta smutna ceremonia, która mogłaby zgromadzić wielotysięczne rzesze postępowych Europejczyków, w tym gejów, ekologów, obrońców praw zwierząt, przedstawicieli wolnomularzy, solidaryzujących się w pogrążoną w żałobie psią rodziną.
Moja znajoma wyraźnie zaznaczyła, iż niemal codziennie można przeczytać, usłyszeć i zobaczyć w polskojęzycznych mediach o przypadkach znęcania się nad psami. Na przykład jakiś bandyta przywiązał psiuńkę do samochodu i potem go ciągnął, aż urwała mu się głowa, inny zwyrodnialec zostawił psa na przejeździe kolejowym na pewną śmierć pod kołami nadjeżdżającego pociągu, lub jakiś inny oprawca zabił psa, wytopił z niego smalec, a resztę zwłok pożarł. Moja koleżanka, gdy usłyszała tą ostatnią wiadomość, z wykrzywioną od bólu miną, wykrzyknęła – to ludożerca! Mając na uwadze te wszystkie fakty, usilnie i to z pełną determinacją podkreśliła, iż to są niesłychane rzeczy, które są nie do pojęcia przez rozum przeciętnego cywilizowanego Europejczyka.
Zatem w świetle przytoczonych faktów należy skonstatować, że wszystkie te pieski, które zdołano uratować od niechybnej śmierci, oprócz honorowego obywatelstwa swoich miejscowości, powinny mieć jeszcze przyznane czynne i bierne prawo wyborcze, co powinno być uwzględnione w projekcie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, niezbędnej do prawidłowego rozwoju i funkcjonowania naszego kraju, przygotowywanej przez naszą najładniejszą posłankę na Sejm III RP. Byłoby to politycznie poprawne, zgodne z duchem dzisiejszych czasów no i oczywiście korespondowałoby z obowiązującymi standardami w krajach Unii Europejskiej. A w czasie wyborów powszechnych zawsze można byłoby liczyć na dodatkowe głosy na jakąś proeuropejską partię.

n
nana

super przepisy są super a potem będą czekać aż ci ludzie nie bądą mieli za co nakarmić psów zabiedzą je z braku pieniędzy i będą doskonała pożywką dla pani z Z UWAGI TVN

A
Aga
Drodzy gimnazjalni i licealni miłośnicy psów oraz wielbiciele Jurasa Owsiaka i Kuby Wojewódzkiego...

Wiesz Bełkot, kiedyś oburzałam się Twoimi wypowiedziami, czytając je tak,
jak w pierwszej chwili większość zapewne czyta.
Ale teraz gratuluję Ci trafnego spojrzenia na nas Polaków...
oczywiście nie wszystkich...na szczęście.
B
Bełkot

Drodzy gimnazjalni i licealni miłośnicy psów oraz wielbiciele Jurasa Owsiaka i Kuby Wojewódzkiego. Z ogromną niecierpliwością, jak też z nieukrywaną satysfakcją spieszę się podzielić się z wami wielce optymistyczną wiadomością. Otóż w kwietniu tego roku w Warszawie ma ruszyć pierwszy w Polsce ekskluzywny lokal, w którym będą podawane dania sporządzane wyłącznie z psiego mięsa, przypominającego w smaku delikatną wołowinę lub kozinę w zależności od rasy pozyskanego surowca. Na ten ciekawy pomysł wpadł, urodzony w naszym kraju i mieszkający w Wólce Kosowskiej, pewien Wietnamczyk, gdy dowiedział się o likwidacji schroniska dla zwierząt w Celestynowie w powiecie otwockim. Uznał, że polskie prawo zakazuje porzucania lub znęcania się nad psami, ale nie zabijania ich w celach kulinarno-konsumpcyjnych, oczywiście po uprzednim odpchleniu, no i też – przeprowadzeniu wymaganych prawem niezbędnych badań weterynaryjnych i sanitarno-epidemiologicznych. Jako prawnik podzielam ten pogląd, gdyż, zgodnie z niepisaną starą rzymską zasadą „co nie jest zabronione, jest dozwolone”, nie ma żadnych przeciwwskazań prawnych zabraniających temu odważnemu człowiekowi wejść na rynek z tak śmiałą inicjatywą. Uważam, że po otwarciu lokal ten będzie się cieszył dużym wzięciem i powodzeniem wśród smakoszy, a zwłaszcza wśród przyjaciół psów, ponieważ konsumpcja potraw z psiny pozwoli miłośnikom psów, według wierzeń i przekonań ludów zamieszkujących wschodnią Azję, w pełni fizycznie i duchowo zespolić się z naszymi zdolnymi do miłości ulubieńcami. Myślę też, że realizacja tego interesującego zamierzenia będzie konkurencyjna cenowo do innych dań serwowanych w naszych lokalach, chociażby ze względu na fakt powszechności występowania w naszym kraju tzw. „wsadu do garnka” oraz łatwość jego pozyskania i to za darmo.
Ponadto muszę stwierdzić, iż wyjście z tak interesującą ofertą na nasz ubogi rynek kulinarny bez cienia wątpliwości wzbudzi żywe zainteresowanie wśród wszystkich wielbicieli psów oraz pozwoli nam Polakom, słynącym w świecie z tolerancji oraz otwartości do innych narodów i kultur, spojrzeć bardziej przyjaznym okiem na imigrantów ze wschodniej Azji, a szczególnie na ich bogate upodobania i doświadczenia kulinarne. Miejmy też nadzieję, że otwarcie tego lokalu spotka się z życzliwym przyjęciem wśród warszawiaków i gości odwiedzających naszą stolicę. Przypuszczam również, że to niecodzienne wydarzenie odbije się szerokim echem w pozostałych krajach Unii Europejskiej, a temu Wietnamczykowi wypada złożyć serdeczne gratulacje za nowatorski pomysł i życzyć mu samych sukcesów w uruchomieniu i prowadzeniu interesu.
Już widzę oczyma wyobraźni kartę dań w tym lokalu – zupa „brązowe oczko” z fasolką, pekińczyk w warzywach, amstaf duszony w kapuście, jamnik w sosie koperkowym, doberman zapiekany w rondlu, marchewka z ozorem azora, befsztyk z buldoga, cynaderki z charta w buraczkach, pieczeń z owczarka, gulasz z bulteriera, brodacz po monachijsku, seter po irlandzku, rottweiler z pieca, potrawka z pudla, płucka z wyżła w sosie słodko-kwaśnym, kotlet mielony „a la kundel” z ziemniakami, a na deser – galaretka z suni w musie owocowym.
No cóż, wypada nam z niecierpliwością oczekiwać na otwarcie tego lokalu i życzyć wszystkim miłośnikom psów „smacznego”.

B
Bełkot

Drodzy gimnazjalni i licealni forumowicze. Nie chcę przynudzać, ale muszę pochwalić się, że bardzo lubię psy. Inni zmieniają żony, a ja sobie średnio raz na rok zmieniam psa. Obowiązujące prawo w Unii Europejskiej nie zabrania takich działań. Moim dzieciom pieski bardzo szybko się nudzą. Teraz to już siódma lub ósma psiunia jest w naszym domu. Zaraz ją śmiesznie nazwą, jakoś tak: „major”, „bambi”, „czerwoniec”, „gejek” czy „pedek”, trudno spamiętać te wszystkie imiona. Wyobraźcie sobie taką komendę „major do nogi”. Można paść ze śmiechu. Zawsze tak do wakacji trzymamy sobie takiego pieska, a jak już wyjeżdżamy na urlop, to oddajemy do schroniska, bo nie ma co z nim zrobić. Do samolotu z psem nas nie wezmą. Chociaż ostatnio to musiałem wywieźć na pewną wieś koło Warszawy, bo w schronisku nie chcieli i znajomi też nas pogonili. Pojechałem więc do tej wsi i zapytałem pierwszego lepszego chłopa z brzegu, czy nie chce psa. Nie chciał. Powiedziałem, że dopłacę do niego 50 zł. Chłop wtedy chętnie wziął i mało co ręki mi nie urwał. Stać mnie na taki gest, dałbym mu nawet stówę, gdyby chciał, jestem prawnikiem, pracuję w znanej warszawskiej kancelarii adwokackiej i dobrze tam zarabiam. Jednak nie wiem jak jest u was na prowincji, ale u nas to podwarszawskie chłopstwo jest strasznie pazerne na pieniądze, za parę groszy, to nawet gówno by wziął. Do lasu psa nie chcę wypuszczać, zabijać go siekierą, przywiązywać za głowę do samochodu, zostawiać na torach kolejowych przed pędzącym pociągiem, czy wyrzucać do rzeki i w ten sposób pozbywać się kłopotu, bo to niehumanitarne, no i oczywiście niezgodne z polskim prawem i unijnymi standardami. Przecież pies to nie zabawka, lecz zdolna do miłości istota. Innym razem sprzedałem psa znajomemu Wietnamczykowi (honor nie pozwalał mu wziąć psa za darmo), prowadzi taki przyuliczny bar o wdzięcznej nazwie „Hau hau”. Wolno mi było tak postąpić, prawo unijne i polskie na to zezwala. Zawsze tak robię przed wakacjami, jak nie chcą wziąć psinki do schroniska. Dziwię się, że właściciele schronisk dla bezdomnych psów nie wejdą w układy z Chińczykami, Wietnamczykami czy Koreańczykami. Przecież oni bardzo lubią psy, tak jak my Polacy lubimy drób czy świnki. Taka współpraca byłaby korzystna dla wszystkich, no i naturalnie, zgodna z unijnym i polskim prawem, a w takich schroniskach byłoby czysto, schludnie i nie byłoby przegęszczenia, co też byłoby zgodne z wszelkimi unijnymi dyrektywami i standardami. A na prawie znam się, ponieważ jestem, jak już wspomniałem, prawnikiem.
Po powrocie z wakacji zawsze kupujemy nowego psiaka, bo dzieci by zaraz się dopytywały gdzie piesek. Byłbym bez serca, gdybym tak nie postąpił, w przeciwnym razie moje dzieci mogłyby też mnie oddać do schroniska, gdy będę już stary. A tak mają nowego, a w domu robi się jakoś radośniej. Zawsze kupujemy młode pieski, mają takie fajne, mokre i pocieszne mordki, no i takie, wiadomo, nie odgryzą dziecku główki, rączki lub paluszka, a jak się moim dzieciom znudzą, to zaraz ktoś ze wsi, czy ze schroniska je sobie weźmie.

i
icek

Jak to co zrobić? Powołać sztab kryzysowy na czele z burmistrzem,zastawić stół paluszkami i wodą gazowaną,następnie obradować z tydzien.Potem zlikwidować jakąś szkołę,utworzyś specjalne psie konto,zatrudnić weterynarzy,dietetyków psich oczywiście a potem nagłośnić w mediach i wypiąć pierś po order.Kiedyś było modne powiedzenie;czegoś biedny? bom głupi, to dlaczegoś głupi? bom biedny.Polska była zawsze takim krajem.(moja prywatna rada to wyłapać, zawieść na WIejską i wypuścić chyba to karalne nie jest?)

e
emigrant

To nieźle macie w tych przepisach w Polsce pojeebane !! We łbach też jak widać!!
ślubne pieski he he he

T
Trendsfereate

czy to oznacza że są z tymi psami udupieni do końca życia?

b
bob

Nowi wlasciciele powinni sprzedac spadek a uzyskane w ten sposob pieniadze przeznaczyc na karme dla psow.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3