Noc Świętojańska: Najpierw odpust, potem rozpust

Rozmawiał Michał Okrzeszowski
Wojciech Zatwarnicki
Rozmowa o nocy świętojańskiej ze STANISŁAWĄ PIEKŁO, etnografem.

Noc świętojańska kojarzy się z paleniem ognisk i puszczaniem wianków na rzece. Czy na naszych terenach też kultywowano te zwyczaje?

Tak, jak i na całej Słowiańszczyźnie. To były wspólne kody kulturowe. Jednak na naszym terenie, w wioskach, w których nie było lasu, tak naprawdę nie paliło się ognisk na św. Jana. Drewno to był cenny opał, dlatego szanowano każdą jego odrobinkę. Świętojańskie zwyczaje najlepiej zachowały się na Białorusi. Tam do dziś dnia są kultywowane, bo - co tu dużo mówić - to jest dobre święto na dzisiejsze czasy, kiedy panuje swoboda seksualna.

Czyli dawniej było tak, że młodzi przez cały rok się pilnowali, a wtedy było przyzwolenie?

Tak, była "amnestia" seksualna. Najsławniejszym festynem w okolicy Łańcuta była zabawa w dzień św. Jana Chrzciciela w Soninie. Tam przychodziło wiele osób. Mówiło się: "Do południa odpust, po południu rozpust". Młodzi się spotykali i figlowali. Co prawda, przyzwoitych, dobrze wychowanych dziewczyn matka nie puściła z domu na zabawę. Trzymała pod kluczem. A jeśli już, to panna szła pod opieką starszego brata albo upatrzonego chłopaka. W każdym razie młodzi mieli pretekst, że zabawa, że wypoczynek, rozrywka, ale matki, babki i ciotki miały swoje lata i wiedziały, co się będzie działo.

O co właściwie chodziło w tym święcie, zwanym sobótką lub kupałą?

Pod koniec czerwca następuje przełom. Słońce zaczyna odchodzić, jest go coraz mniej. Na początku nie jest to jeszcze widoczne, ale dni są coraz krótsze. Trzeba było przygotować się na to odejście lata. To święto było kultem żywiołów. Ogień miał moc oczyszczającą. Dawał ciepło i ochronę przed dzikimi zwierzętami. Wodę też czczono. Nasi przodkowie uważali, zresztą dziś też rozsądni ludzie to wiedzą, że woda to nie jest surowiec przemysłowy, lecz święty żywioł, który trzeba szanować. Zbezcześcić studnię? To była ciężka zbrodnia! Mój teść opowiadał, że gdy na wsi była kobieta, która źle się prowadziła, to takiej do studni nie dopuszczano. Ona przychodziła, podawała wiadro, ktoś jej nabierał wody i oddawał. Dawniej wierzono, że gdy św. Jan poświęcił wodę, to już można było się kąpać w stawie, czy w Wisłoku lub innych rzekach. Bo przed 24 czerwca nie wchodziło się do wody, choćby nie wiem, jakie upały były. Można było opłukać nogi, ale trzeba było się przeżegnać, żeby nie było źle. W Cieszynie wierzono w utopce - duchy topielców, a na naszych terenach ludzie bali się wodnika, który wciągał do rzeki. Święty Jan odbierał moc tym upiorom.

Przed wodnikiem chroniło też jakieś zioło?

Przytulia. Niestety, nie dowiedziałam się o tym zbyt wiele. Starsze kobiety, które chciałam o to zapytać w czasach moich studiów, nie były zbyt rozmowne. "A dzie będę pani takie rzeczy opowiadać?" zawstydziła się jedna. Inna aż się przeżegnała, kiedy ją zapytałam. Jeszcze w latach 60. to była wielka tajemnica. Te kobiety jeszcze wierzyły w magiczną moc.

Czyli w tym święcie chodziło też o to, żeby chronić się przed demonami?

Cały czerwiec to czas pierwszego zbioru ziół. Na koniec oktawy Bożego Ciała święciło się wianki. To jest "ochrzczony" pogański zwyczaj. Taki wianek wieszało się w domu. Babcie mówiły: "A powieś tam od wschodu, bo od wschodu burze ido, tak pieruny bijo!" Bo te wianki miały nie tylko leczyć, ale i odstraszać zło. Były też kobiety, które miały wiedzę - wiedźmy. Nie tylko znały się na ziołach, umiały leczyć, ale jeszcze umiały "odczynić urok". To, co robiły to nie było nic innego, tylko wyprowadzenie z lęku - po prostu psychologia. Zdarzyło się, że kiedyś moja babcia mnie kurowała. Ziele z wianka rzuciła na węgle drzewne i kazała dmuchać, żeby to się żarzyło i łykać ten dym. Nie wdychać nosem, tylko łykać. To była po prostu aromaterapia! A poza tym efekt psychologiczny: człowiek widział, że coś się koło niego dzieje, że go ratują, dlatego od razu stawał się spokojniejszy. Wiadomo, sama obecność babci też koiła wszelkie przykrości. Trzeba też powiedzieć, że dawniej dziewczyny szukały odpowiednich ziół, by podobać się chłopakom. Nosiły je przy sobie. Nie było dezodorantów, ani pachnących mydeł. Kąpiel w ziołach działała po prostu jak kąpiel w pianie. Panna się podobała, bo po prostu nie śmierdziała.

Mówiła pani, że na naszym terenie raczej nie paliło się ognisk. Jak tutaj wyglądała ta zabawa w dzień św. Jana?

Była muzyka, śpiew, tańce i psikusy. Odbywała się pierwsza kąpiel w rzece. Dziewczyny i chłopaki kąpali się osobno. Kiedy dziewczyny były w wodzie, to chłopcy często zabierali im ubrania i uciekali. Dziewczyna goniła "winowajcę", a jak dogoniła, to chłopak za darmo nie oddał jej sukienki!

Czy młodzi kąpali się nago?

Dziewczyny w koszulach, a kiedy było już ciemno, to może i bez nich. Chłopaki raczej wszystko ściągali, bo jako takiej bielizny nie było.

A czy coś się piło w czasie tych zabaw?

Na ogół nic się nie jadło, ani nie piło. Ludzie posilali się wcześniej, w domu. A jeżeli już coś się piło, to piwo, gdy ktoś postawił beczkę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie