Odbiorcy z Litwy, Niemiec, Włoch i innych krajów nie zawsze płacą polskim firmom. Eksporterzy z Podkarpacia też muszą uważać

Józef Lonczak
Józef Lonczak
Krzysztof Kapica
Aż 714 zagranicznych firm, zalega z płatnościami polskim przedsiębiorcom na kwotę 26,7 mln zł. Z tego zaległości 13 mln zł są nam winne firmy z Litwy, Niemiec i Włoch, ale na liście dłużników, są też odbiorcy z Ekwadoru, Kirgistanu czy Nowej Zelandii – wynika z danych Krajowego Rejestru Długów.

Wśród zagranicznych dłużników największe kwoty do oddania mają firmy z Litwy - 5,4 mln zł, Niemiec - 4,3 mln zł i Włoch - 3,9 mln zł. Spore pieniądze, bo przekraczające łącznie 1 mln zł, rodzime firmy chcą odzyskać od kontrahentów z Belgii, Holandii, Słowacji i Wielkiej Brytanii.

Niemieckie firmy bywają niesolidne

Blisko co trzecia firma zalegająca Polakom z płatnościami ma siedzibę w Niemczech. W sumie zagraniczni odbiorcy są winni polskim firmom 26,7 mln zł. Jednak zdaniem ekspertów KRD, to niepełne dane, gdyż polscy przedsiębiorcy nie wiedzą, że do Krajowego Rejestru Długów można wpisać także zagranicznych kontrahentów. KRD przyjmuje, przechowuje i udostępnia dane głównie o polskich dłużnikach - firmach i konsumentach.

- Niewielu przedsiębiorców wie, że można do nas również zgłosić dłużnika z zagranicy. To palący problem, bo swoje towary i usługi eksportuje ponad 120 tysięcy polskich firm. I tak jak w kraju, są one narażone na nieuczciwość kontrahentów. Wiedza o nierzetelnych importerach leży w interesie wszystkich eksporterów. W wielu krajach narasta problem zatorów płatniczych, to m.in. skutek kryzysu wywołanego pandemią. Można się spodziewać, że część zagranicznych firm nie będzie płaciła polskim przedsiębiorcom

– mówi Adam Łącki, prezes zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Pandemia zwiększa ryzyko

W minionym roku w rejestrze pojawili się też pandemiczni dłużnicy, jak np. przedsiębiorstwo z Chin, które zalega polskiej firmie na 05 mln zł. Zagrożenie w postaci zatorów płatniczych i niewypłacalności kontrahentów rośnie. W wielu krajach wygasają już programy wsparcia biznesu, które ratowały firmy przed bankructwem.

Szczególnie niepokojące sygnały docierają z Niemiec. Na wiosnę znacząco wzrosła tam liczba wniosków o upadłość. Rządowe programy pomocowe pomogły uratować przed takim losem ponad 4 tys. niemieckich firm, co było w wielu przypadkach tylko odsunięciem bankructwa w czasie. Tzn., że fala niewypłacalności niemieckich firm dopiero nadchodzi i odbije się także na polskim biznesie.

– Bankructwa za Odrą oznaczają, że pieniędzy za swoje towary i usługi nie otrzyma wiele polskich firm. Gospodarki Polski i Niemiec są mocno powiązane, co w gorszych czasach generuje dodatkowe ryzyko. Upadli niemieccy kontrahenci mogą „zarażać” swoimi problemami polski biznes i spowodować falę bankructw i zatorów płatniczych nad Wisłą. Już teraz w Polsce 1/3 przedsiębiorców przyznaje, że nie płaci swoim kontrahentom, ponieważ sami czekają na płatności od klientów. Problem może się nasilać i tym bardziej wskazane jest, aby polskie firmy ostrzegały się nawzajem i zgłaszały kłopoty z płatnościami z Niemiec i innych krajów, w których pandemia zbiera swoje żniwo w biznesie – uczula Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Firmy z Podkarpacia też muszą uważać

Podkarpacie pod względem gospodarczym nie jest najmocniejszym regionem w Polsce, ale w woj. podkarpackim jest stosunkowo dużo eksporterów.

- W naszym regionie jest dużo firm, nie tylko dużych czy średnich, ale także małych, które eksportują swoje towary i usługi. Bardzo ważne też jest, aby otrzymywały one za swoje produkty należną zapłatę, bo mając pieniądze od odbiorców mogą płacić w terminie wynagrodzenia pracownikom, zobowiązania wobec polskich kontrahentów i podatki fiskusowi. Kiedy firma nie otrzymuje należności sama też ma kłopoty z uregulowaniem własnych zobowiązań

– wyjaśnia dr Krzysztof Kaszuba, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego - Oddział w Rzeszowie.

- Dlatego tak ważne jest oprócz ubezpieczenia kontraktu w KUKE (Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych) nie tylko samo zawarcie umowy, ale też treść tej umowy. Tu istotne są szczegóły, jak choćby ten określający, przed jakim sądem będzie można dochodzić roszczeń. Jeśli wpisano tam sąd zagraniczny, to trzeba mieć świadomość, że wówczas podkarpacka firma musi złożyć pozew przed tym sądem, a to są dodatkowe koszty tłumacza, adwokata itp. Pół biedy, jeśli to jest sąd w jednym z krajów unijnych, gorzej, gdy ma to być sąd w państwie o zupełnie innej kulturze prawnej i na innym kontynencie – dodaje ekonomista Krzysztof Kaszuba.

Dłużnicy z całego globu

Do KRD najczęściej wpisywane są firmy z krajów europejskich, ale są w nim można też kilku egzotycznych dłużników, praktycznie z każdego kontynentu. Polski biznes czeka na zapłatę zaległych zobowiązań np. z Konga, Ekwadoru, Kirgistanu, Kolumbii, Peru czy Nowej Zelandii. Są to zwykle jednostkowe kontrakty, które dla polskich firm zakończyły się stratą od kilku do kilkudziesięciu tys. zł.

– W naszym rejestrze widzimy, że najczęściej problem z odzyskaniem pieniędzy ma sektor małych i średnich firm, w tym te najmniejsze podmioty, które próbują swoich sił na zagranicznych rynkach. Średnia kwota, jaką polska firma ma do odzyskania od zagranicznego dłużnika wynosi 37 tys. zł. W skali małej firmy to suma, która może zaburzyć jej płynność finansową i zachwiać jej biznesem – wyjaśnia Adam Łącki.

W czerwcu zapłaciliśmy w sklepach mniej niż w maju

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie